...
Nie dane jej jednak było zobaczyć swojego prześladowcę, bo nagle w całym garażu zgasło światło. Czuła jego obecność ale w ciemności straciła orientację i już nie wiedziała, z której strony mógł być.
- Dlaczego mi to robisz…? Dlaczego…?! – załkała żałośnie, a echo dudniło jej płaczem.
Ale jej pytania pozostały bez odpowiedzi. W oddali zauważyła zielone światełko EXIT. To był jedyny punkt odniesienia w głuchej ciemności więc zaczęła iść w tym kierunku. Jak ślepiec rękoma szukała ewentualnej przeszkody. W pewnym momencie zawadziła boleśnie o jakieś auto. Szła dalej aż nagle potknęła się i upadła. Obcas buta utkwił jej w studzience ściekowej. But zakleszczył się na dobre i nie udawało jej się go uwolnić. Szarpnęła mocniej i… usłyszała trzask łamanego obcasa, but został uwolniony, ale obcas pozostał zakleszczony. Zdjęła drugi but i zaczepiając go w szczelinie kratki odłamała drugi obcas. Włożyła na nogi to co pozostało z jej szpilek i kontynuowała drogę do wyjścia.
Nagle zdała sobie sprawę, że nie słyszy już kroków za sobą, a na kolanie poczuła piekący ból. Gdy je dotknęła wyczuła, że jest lepkie od krwi. Lekko utykając szła dalej, jeszcze kilka kroków i znalazła się u celu. Namacała klamkę sprawdzając czy drzwi nadal są zamknięte. Zrezygnowana usiadła pod nimi ukrywając twarz w dłoniach. Koszmar którego doświadczała bardzo ją osłabił, poczuła przemożną chęć snu więc ułożyła się na posadzce plecami do drzwi i skulona, położywszy głowę na torebce, zasnęła….
Nie wiedziała jak długo spała, godzinę czy więcej, ale była cała odrętwiała. Sięgnęła do torebki, by sprawdzić godzinę w komórce, ale bateria rozładowała się na dobre. Nagle usłyszała zbliżające się kroki, które przystanęły w niewielkiej odległości.
- Powiedz, o co ci chodzi…? Jak chcesz pieniędzy to weź moje karty kredytowe i uwolnij mnie, błagam uwolnij mnie, dam ci wszystko co chcesz, tylko pozwól mi odejść… - powiedziała cicho, słabym głosem.
Odpowiedział jej szyderczy śmiech.
- Naprawdę nie wiesz kim jestem…? Nie domyślasz się…? – i znów śmiech rozniósł się echem.
Przeraziło ją to jeszcze bardziej, bo uświadomiła sobie, że ten ktoś na pewno nie jest wytworem jej wyobraźni lecz istnieje w rzeczywistości.
Zaległa głucha cisza. Przymknęła oczy i zaczęła widzieć obrazy, różne obrazy z jej życia przewijały się w szybkim tempie jak w filmie puszczonym na przyspieszonych obrotach. Poczuła dreszcz i powoli zaczęła pojmować…
- A więc ty jesteś… Jesteś moim... – wyszeptała czując jak niewidzialna obręcz zaciska się jej na szyi, aż zaczęło brakować jej tchu.
- Tak. I wiesz dobrze, że będę już na zawsze blisko, tuż obok, do końca twoich dni… - powiedział głos z ciemności.
Poczuła rozdzierający żal, ale chciała jeszcze się upewnić, usłyszeć to, co nie zostało dotąd powiedziane wprost:
- Jesteś moim… moim wyrzutem sumienia, prawda?
Odpowiedział jej tylko odgłos oddalających się w ciemności kroków. Zrobiło jej się przeraźliwie zimno, a łzy ciekły po policzkach...
Gdy otworzyła oczy na ścianie pokoju świetlistymi paskami odbijało się słońce przedzierające się przez żaluzje. Dotknęła mokrej twarzy, a więc płakała naprawdę… Serce jej biło jeszcze przyspieszonym rytmem, ale powoli się uspokajała. Jak dobrze, że senny koszmar się skończył - pomyślała z ulgą. Nigdy wcześniej nie miała takiego przerażającego snu. Usiadła na łóżku i zapragnęła podejść do okna i spojrzeć na piękny ogród. Przeciągnęła się i wstała, a tedy je ujrzała, jak leżały bezwładnie rozrzucone po pokoju… Podeszła bliżej i oniemiała patrzyła na swoje szpilki, a właściwie na to co z nich zostało, bo oba buty nie miały obcasów…
Komentarze
Pokaż komentarze (26)