A u nas to było tak: chłopaki trochęrozrabiali, czasem jakby siętego… no, jak to sięmówi, acha, szaleju najedli to dyrektor sięwkurzył i wprowadził nowy regulamin, co by ich trochęposkromić. Rada pedagogiczna miała zdecydować, kogo relegowaćze szkoły, kogo zostawićna drugi rok, a komu obniżyćstopieńz zachowania.
Ale chłopaki nie wydzierżyli i zamknęli sięw kotłowni z kilkoma dziewczynami. Dyrektor i inni nauczyciele namawiali ich do wyjścia, ale oni nie chcieli, bo to trochęgłupio tak bunt podnieść, a potem tak sobie niby nic przy wszystkich wyjść…
No więc, Droga Redakcjo, był cyrk… Chłopaki sobie flagi ze szmat porobili i wymalowali sadzątransparent „Kotłownia”,że niby teraz oni to taka organizacja, co walczyćchce o swoje prawa.
Przy kotłowni był magazynek, gdzie kartofle na zimędo stołówki trzymano, więc sobie te kartofle na żarze w piecu piekli, a wodąpopijali i może jeszcze czymś, bo z kotłowni różneśpiewy dochodziły, ażczasem uszy puchły, to dyrektor nas wtedy zwolnił do domu…
Następnego dnia gdy przyszliśmy do szkoły, okazało się, że paru chłopakom znudził sięjużten bunt i poszli do domu, bo ile to tak tylko tymi kartoflami możnażyć, jakmama może daćschabowego… No więc, jak tamci poszli to reszta trochęsiępogubiła, co rusz to jakiśokienkiem piwnicznym z kotłowni sięwymykał by w domu sięnajeśćdo syta, a i trochęwałówki dla siebie przynieść.
Woźna, coz nimi tak w tajemnicy trzyma, powiedziała nam w sekrecie,że morale u nich nietęgie, ale jeszcze siętrzymają…
Droga Redakcjo, to by było na tyle, jeszcze napiszę, jak będzie o czym.
Komentarze
Pokaż komentarze (23)