nawet momenty były... ;-) Ale do rzeczy...
Właśnie wróciłam z naprawdę dobrego polskiego filmu, na którym od pierwszej do ostatniej minuty dobrze się bawiłam, a nie jest to u mnie częste. To "Rewers" Borysa Lankosza. To dość przewrotna historia dziejąca się w 1952 roku w Warszawie, a jednym z jego cichych bohaterów drugiego planu jest PKiN, o którym tak fajnie napisał wczoraj Infidel.
Grają trzy kobiety, które są doskonałymi aktorkami. Co do dwóch z nich - Anny Polony i Krystyny Jandy - miałam już oczywiście wcześniej wyrobione zdanie, ale talent tej trzeciej, w roli pierwszoplanowej - Agaty Buzek - jest dla mnie, przyznaję, dużym odkryciem. Widziałam ją w innych rolach, ale ta przebija wszystkie poprzednie, wręcz urosła w moich oczach...
Nie będę więcej nic zdradzać, bo kogo nie namówiłam - zanudzę tym, ale kogo zaciekawiłam, ten niech jutro pójdzie i zobaczy, a potem podzieli się ze mną swoimi wrażeniami.
A oto krótkie zwiastuny filmu...



Komentarze
Pokaż komentarze (5)