Zniknęłam na kilka dni i od razu chcę się z tego wytłumaczyć... Otóż ok. miesiąc temu, nawet nie wiem jak i dlaczego, w trakcie rozmowy padło:... a może byśmy tak wpadli do Krakowa...? Pytanie niby z tych, rzucanych tak od niechcenia, ale okazało się być poważnie wzięte do serca. Następnego dnia uruchomione zostały przygotowania do wyjazdu zaplanowanego właśnie w tych dniach. Podstawą było ułożenie pobytu w taki sposób, by dni spędzone w Krakowie było można wspominać jako wyjątkowo udane.
Ponieważ od dawna chciałam zasmakować kulturalnego życia tego miasta, znalazł się czas i na spektakl w Teatrze Starym i na wizytę w... piwnicy. Tak, byłam w piwnicy i wcale się tego nie wypieram... ;) Od dawna chciałam bowiem odwiedzić Piwnicę pod Baranami, która słynęła jako miejsce niezwykłe, wrecz kultowe dla pewnego pokolenia Polaków, a może nawet dla kilku pokoleń. Problem jednak był w tym, że bilety trzeba zamawiać z bardzo dużym, kilkumiesiecznym wyprzedzeniem, więc oczywiście nie udało ich się załatwić przed wyjazdem. Na pocieszenie mieliśmy bilety na koncert jednej z wieloletnich artystek Piwnicy pod Baranami - Tamary Kalinowskiej, prywatnie jak ktoś nie wie - siostry Zbigniewa Preisnera, znanego kompozytora muzyki filmowej. Gdy więc wczoraj zasiedliśmy w Piwnicy przy pełnej salce takich szczęśliwców jak my, a ze sceny popłynęły pięknie śpiewane strofy, w dużej mierze autorstwa samej pieśniarki uznaliśmy, że to wspaniale spędzony ostatni już wieczór w Krakowie.
Po zakończeniu koncertu apetyt na Piwnicę wzrósł do tego stopnia, że godzinę dzielącą od występu samego kabaretu spędziłam na staraniach uzyskania na niego biletów, działając z determinacją i uporem, z którego czasem słynę, co zakończyło się ostatecznie powodzeniem. I tak przed godziną 21-ą siedzieliśmy na zapchanej po brzegi sali piwnicznej w oczekiwaniu na występ...
Zrobiłam kilka zdjęć przed występem oraz w jego trakcie, ale wiele jest dość kiepskiej jakości, więc pokazuję tylko te w miarę jako takie. A i tak nie oddają nastroju tego miejsca i przyjemności, jaką mieliśmy spędzając tam te kilka godzin.
Jeśli ktoś po przeczytaniu tej krótkiej relacji nabrał chęci na Piwnicę pod Baranami, to nic straconego, bo jak zapowiedziano zagości ona w Filharmonii Warszawskiej - 20 grudnia br. na koncercie Kolęd i Pastorałek. Z tego co wiem, będą to w większości kolędy pisane dla Piwnicy w przeciagu jej długiego, bo od 1956 roku, istnienia. Z pewnością ten koncert warto obejrzeć, wysłuchać...









W nastepnej notce trochę zdjęć z Krakowa...



Komentarze
Pokaż komentarze (16)