Dziś spadł piękny, puszysty śnieg i nie wytrzymałam już dłużej w domu (chociaż wiem, że to z mojej strony nie było zbyt rozsądne wychodzić jeszcze na mróz), ale musiałam tradycyjnie już jakoś wynagrodzić kaczkom, które wróciły nad jezioro po nocnej kanonadzie fajerwerków, która w tym roku była wprost oszamiałająca.
Przygotowałam specjalnie pokrojony chleb, ubrałam się ciepło, wzięłam aparat i wyszłam pod dom. Były, rozproszone po całym jeziorze, które niemal w całości - tak mniej więcej w 90% jako, że jest płytkie, zamarzło.
Kaczki na śniegu czy lodzie nie czują się zbyt pewnie i są raczej bezbronne. Teraz garnęły się do ludzi, chociaż tych akurat było bardzo mało. Wychodziły na brzeg jeziora i dreptały za człowiekiem, jak domowe ptactwo. Żal mi ich, bo tak łaskawe jeszcze nigdy nie były.
Porobiłam dużo zdjęć, niektóre naprawdę udane i postanowiłam stworzyć z nich historyjkę. To musi trochę potrwać, więc na razie zdjęcie kaczki, co orłem być chciała... Prawda, że podobna...? ;-)




Komentarze
Pokaż komentarze (13)