Kaczory przeważnie trzymały się razem, jakby były swoim lustrzanym odbiciem, ale ponieważ jeden kaczor miał swoją kaczkę, drugi musiał nieraz zachowywać pewien, siłą rzeczy, dystans...

Rządy tych kaczorów nie były dobrze przez dużą część ptactwa widziane… Coraz to któraś kaczka wymawiała przywódcy swoje posłuszeństwo, więc stado zwolenników kaczorowatego przywódcy topniało w oczach.Tych nieliczych wiernych nagradzał smakowitymi kąskami...

Toteż, jak zaczął mijać wyznaczony czas, ptactwo zaczęło przygotowywać się do zmiany swojego przywódcy…
Chętnych do objęcia przywództwa stada było wielu, ale poważnie liczył się w końcu tylko jeden, doświadczony już i ambitny kaczor i to on miał stoczyć walkę z dotychczasowym przywódcą…

Rozpoczęła się ostra walka o władzę… Ptactwo przyglądało się jej i kibicowało głośno walczącym… A walczace ptaki ścierały się ze sobą w bezpośredniej walce wręcz, aż leciały pióra, a woda w jeziorze bulgotała…

Dziób w dziób, skrzydło w skrzydło trwała zacięta walka starego przywódcy z nowym konkurentem, w którą włączyła się nawet wierna kaczka towarzyszka życia przywódcy…

Chociaż stary kaczor robił co mógł starając się wygrać wyścig o władzę nad jeziorem, ale widać było, że coraz bardziej zostaje w tyle…

Słabł w oczach, a skrzydła mu opadały…

Po decydującym starciu walkę wygrał jego konkurent, któremu w miarę prowadzonej walki rosły skrzydła…

Pokonany kaczor wraz ze swoim lustrzanym odbiciem, w nowej dla siebie sytuacji, poczuł się całkowicie zdezorientowany….

Za to wygrany cieszył się wraz ze swoją towarzyszką życia, której duma ze zwycięstwa była przeogromna...


Tymczasem dla dotychczasowego przywódcy stada oraz jego towarzyszki przegrana walka o władzę to był zimny prysznic…

Pokonany kaczor chciał się nawet z rozpaczy zapaść pod wodę, bo niepowodzenia łatwo wpędzały go w depresję... Próbował nawet wznieść się górę, ale nie udawało mu się wzlecieć wysoko...


W końcu do głębi ugodzony porażką, ukrywając się przez całym światem i nie mogąc spojrzeć w oczy ptactwu, zaszył się z dala, lecząc połamane pióra i poranione ego…

Jego sympatyczna towarzyszka życia robiła dobrą minę do złej gry, dzielnie tłumacząc ptactwu zachowanie kaczora obrażonego na cały ptasi świat…

Zwycięski kaczor wraz ze swoją wierną towarzyszką życia oraz potomstwem: córką i synem przepłynęli triumfalnie po jeziorze pozdrawiając licznie zgromadzone, wiwatujące z radości ptactwo…

A dwa nierozłączne kaczory…? Otóż kaczory, zostając w ten sposób na lodzie, ze spuszczonymi dziobami oddaliły się w zaciszne chaszcze… Od tamtej pory nikt ich już nie widział, ale krążą pogłoski, że podobno piszą pamiętniki… ;-)




Komentarze
Pokaż komentarze (31)