Właśnie wróciłam z kina i wciąż jestem pod wrażeniem obejrzanego filmu - "Biała wstążka" w reż. Michaela Heneke (2009). Film zdobył Złotą Palmę na MFF w Cannes w zeszłym roku i był niemieckim kandydatem do Oskara.
Ten film pod wieloma względami wydał mi się niezwykły: jest czarno-biały i niemal bez podkładu muzycznego. To tajemnicza historia dziejąca się w protestanckiej wsi na północy Niemiec, w przededniu wybuchu I wojny światowej. W filmie dzieją się dziwne i tragiczne wydarzenia, a nic nie zostaje do końca dopowiedziane, więc wychodzi się z kina bez podania na tacy co, jak i dlaczego. To z kolei powoduje pewien niepokój, który męczy człowieka zmuszając do dalszych przemyśleń. Więc myślę i do końca nie wiem wszystkiego, mam różne teorie, ale nie jestem przekonana tak naprawdę do żadnej z nich...
Gorąco namawiam do obejrzenia tego filmu tych, którzy nie przepadają za hollywoodskim stylem, ale wolą kino ambitne, oryginalne i zmuszające do myślenia.





Komentarze
Pokaż komentarze (9)