I stało się. Długo oczekiwany cud przyszedł. Wymodlony pod krzyżem z sondaży (i te pokazywane w pionie i te w pozimie nie zachwycały). Dolnośląska Platforma nawet przed kampanią modliła się w sanktuarium w Krzeszowie. I Bóg ich wysłuchał. Bóg zesłał Platformie zamieszki (choć wg niektórych to nie Bóg a Lucyfer ubłagany dzięki wstawiennictwu pierwszego demona 3 RP - niejakiego Nergala).
Jakaż to nadprzyrodzona siła za tym stała - nie ważne. Ważne, że uwiarygodniła całą wizję rzeczywistości jaką piorą nam mózgi prosto z pudła, z beznamiętnym uśmiechem ładne panie z TVN 24. Uwiarygodniła i to jeszcze w jakim momencie! Tuż po emisji spotu PO, który jasno pokazuje, że polskie społeczeństwo dzieli się na dwie grupy: normalną, zdrową tkankę społeczną - nastawioną na rozwój, gotową do dalszej "pogoni" za Europą, oraz na masę nieodpowiedzialnych zdemoralizowanych grup aspołecznych, którymi dowodzi PIS. Te grupy aspołeczne to "fanatycy religijini" i bandyci - czytaj - Kibole.
Taki podział społeczny rysuje się ze spotu PO. Fanatycy i kibole, kibole i fanatycy z wykrzywionymi twarzami... tam twarzami - MORDAMI! Więc z wykrzywionymi mordami ten motłoch o zapędach agresywnych rzuca się na bezbronnych ludzi, na dziennikarzy, na samego premiera... TAK. To są wyborcy PIS.
Co więcej - mówi spot Platformy - jeśli TY Kowalski nie pójdziesz do wyborów, to oni wybiorą swego prezesa. Oni przejmą władzę nad Polską, ten nieuczesany motłoch, ta dzicz.
Nie ważne, że "ta dzicz" przeliczając na poparcie jakie ma teraz PIS (30 %) to z jakieś ja wiem - 6 milionów ludzi. Argumenty racjonalne tu się nie liczą. Jak pisałem w poprzedniej notce - wizja świata ma być koherentna, nie może być żadnych luk. Wyborca Platformy ma być więc przekonany, że właśnie te 6 mln ludzi to bydło, na podobieństwo wczesnośredniowiecznych Hunów. I tylko w jego rękach teraz leży obrona cywilizacji i kultury, bo inaczej stoczymy się w otchłań barbarzyństwa (otchłań zadłużenia się nie liczy, ważniejsza jest "kultura osobista")
Spot PO byłby jednak tylko pustą zagrywką na którą wielu się już uodporniło, gdyby nie to, co przyniósł nowy dzień. Oto wypisz wymaluj - znalzł się dowód. KIbole robią zamieszki, kopią, niszczą samochody! To jest dowód! Nie ważne, że podobne wydarzenia poprostu czasami się zdarzają, praktycznie na każdej szerokości geograficznej niezależnie od poziomu "kultury" (przyklady z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji itp - można mnożyć) - wyborca ma być przekonany, że problem "kibola" dotyczy szczególnie Polski, należy przekonać że kibol - mimo, że na codzień nikt go nie widzi, nikt o nim nie słyszy - czai się za każdym rogiem, jest wszędzie, dosłownie wyskakuje z lodówki.
Festiwal grania jak na komendę, czy też pod batutą premiera, świetnie realizują papugi medialne. Każdego dnia donoszą o "incydentach" z grupami młodych ludzi z często powtarzaną frazą, że wg nieoficjalnych informacji "w grupie tej byli kibole". Czy byli czy nie byli - jest to informacja praktycznie nieweryfikowalna - dlatego można ją wrzucić do każdego doniesienia kryminalnego. A to ktoś komuś ukradł auto (są podejrzenia że to gang kiboli) a to ktoś komuś dał w mordę (wg nieoficjalnych doniesień w grupie byli kibole) a to ktoś kogoś obraził ( anonimowi świadkowie twierdzą że był zaprzyjaźniony ze środowiskiem kibicowskim).
Rzecz nie do odkręcenia - więc można łoić. Nikt nie udowodni - a w Polskę pójdzie fala jak to kibole wprowadzają anarchię na ulicach.
I tak właśnie dzieje się z Zieloną Górą. Gra jest warta rozegrania, bo przecież zamieszki nie zdarzają się szczeolnie często, a przebitki na parę wybitych szyb i przebitych opon podziałają wyjątkowo mocno na wyobraźnie barana, który ma 9 października ruszyć dupsko i zagłosować.
No więc od rana przewijają się newsy. TVN 24 na okrągło przeplata doniesienia z prokuratury z widokiem potłuczonych butelek, do tego szybko dokleja wstawki z Bydgoszczy sprzed wielu miesięcy, widzimy w kółko obrazek tego chłopaka, który kopnął kamerzystkę, tak jakby kopał w kółko - w każdej sekundzie.
Narracja dziennikarska coprawda mówi o tym, że wszystko zaczęło się od tego, że samochód policyjny przejechał człowieka, ale mówi coraz żadziej, coraz bardziej miesza wątki, coraz częściej skupia się na zamieszkach, na wybitych szybach, na policjantkach w szpitalu. TVN 24 przez cały dzień katuje na żółtym pasku że jedna z policjantek miała pękniętą szczękę, a druga czaszkę.
To wszystko jest jednak tylko zrobieniem gruntu. Bo przecież narosłe "negatywne emocje" trzeba skanalizować. I to właśnie robi premier, który znów przerywa wizytę w Piździchu Dolnym, odrywa się od gospodarskiego doglądania trzody i rusza do Warszawy (TVN informuje że premier rusza). Premier wie, że ojczyzna jest w niebezpieczeństwie. Wie, że za "tragedią z zielonej góry " stoją złe siły wywrotowe, które pchają nieświadomych młodych ludzi do przemocy.
Premier w końcu przyjeżdża do Warszawy. Znów może zmarszczyć czoło, zrobić strapioną smutną minę ojca narodu, wykazać się siłą charakteru i odwagą (tyle razy na zapleczu ćwiczył ten numer z Ostachowiczem).
Premier więc jest i oznajmia, że dla bandyterki nie będzie przebaczenia, nie będzie tłumaczeń, że winni zostaną ukarani (rzecz normalna w normalnym kraju - musi mówić o tym aż sam premier, nie wystarczy że Policja się tym zajmie?).
To jednak nie koniec, bo dużo ważniejsze są słowa Premiera o tym, kto tak naprawdę za "pogromem zielonogórskim" stoi :
"Ta sytuacja to wyraźny dowód na to, że niektórzy w Polsce czują się rozzuchwaleni. Jestem przekonany, że jednym z powodów agresji są nieodpowiedzialne słowa niektórych polityków, którzy bandytów nazywają patriotami. "
No i wszystko jasne. Premier wyraźnie daje znać "kto za tym stoi". Biorąc pod uwagę, że słowo "patriotyzm" najcześciej pada z ust polityków PISu, można liczyć na sukces "oglądacza", który wyłapuje ogólny sens między kawą, gryzem kanapki, małym skokiem na sport, podrapaniem się po dupie i powrotem na gadającego premiera.
Czy Jarosław Kaczyński kiedykolwiek nazwał bandytów patriotami? NIE. Dziś Jarosław Kaczyński nawet nie komentował sprawy, a tragiczną śmierć kibica nazwał poprostu tragicznym wypadkiem. To wszystko jest nieważne, należy tak sprasować rzeczywistość by wbić młotem do głowy, że po pierwsze: każdy kibic jest przestępcą, po drugie: za wszystkie przestępstwa kibiców odpowiada PIS, po trzecie: każdy kibic działa w imieniu, na "zlecenie" PIS.
Proste. Należy dać PISowi i kibicom za razem - gębę bandytów.
Na tym jednak apetyty się nie kończą. Geobbelsowska szkoła propagandy uczy wyraźnie, że kluczem do sukcesu jest permamentne wytwarzanie stanu zagrożenia, no i pewna powtarzalność.
Dlatego już wczesnym popołudniem władze Zielonej Góry apelowały o spokój, "o powstrzymanie się od agresji", nawet zjawił się szef ABW który mówił o "postrzymaniu się od akcji odwetowych". TVN trąbił o tym jak to "kibole" zbierają się na wielką demonstrację, która niczym zapałka wrzucona w stóg siana, przerodzi sie w kolejną falę zamieszek, a Zieloną Górę pochłonie wojna domowa. Skąd takie informacje? Tego nikt nie wie.
Z wielkiej demonstracji wielkie nici, a zamiast akcji odwetowych w miejscu tragicznej śmierci kibica pojawiły się jedynie znicze i szalik klubu żużlowego Falubaz. To jednak w medialnym praniu mózgów nieistotne - już dawno bowiem symulakry zastąpiły rzeczywistość. Ludziom można wmówić że zamieszki toczą się codziennie, można wynajdywać co raz to inne "mądre głowy" i przeplatać to na okrągło z przebitką tego zadymiarza z Bydgoszczy, który kopnął kamerzystkę kilka miesięcy temu. Można wmawiać, że wielka akcja odwetowa jest tuż, tuż., że "pisowskie bojówki" już szykują piekło - to wszystko na przekór logice i zdrowemu rozsądkowi, oraz faktom - które mówią, że od ładynch kilku lat polskie stadiony są bezpieczne, a liczba "zajść" nie przekracza średniej unijnej. Co więcej - zwyczajne prawo psychologii społecznej - mówi o tym że tłum ludzi jest dużo bardziej podatny na zachowania ekstremalne niż jednostka. Emocje często biorą górę nad zdrowym rozsądkiem i tak jest wszędzie - w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytani, w Polsce i w Gabonie.
U nas jednak nie chodzi o normalność. Chodzi o to by skonfliktować i podzielić Polaków. Wszak takie cuda boskie jak "zamieszki" nie zdarzają się co dzień, a Platforma ma już tylko 5 dni.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)