Jestem rozczarowany, zawiedziony. Czuję się oszukany. Krażę po mieszkaniu i pytam sam siebie - dlaczego dałem się w to wszystko wmanewrować? Dlaczego zaangażowałem się emocjonalnie, dlaczego UWIERZYŁEM?
Wymieniam te same argumenty, które przecież ciągle brzmią żywo. O tym, że nie można tak niszczyć państwa, instytucji, o hańbie śledztwa smoleńskiego, o 4 latach marazmu a nie kopa cywilizacyjnego, o państwie "kolesi" i chłopskich ciotek, wujków. To wszystko ciągle przemawia - to wszystko działa na wyobraźnię. A jednak - po raz pierwszy od dawna - pojawił się cień wątpliwości i pytanie: JAK DŁUGO JESZCZE MOŻNA?
Ileż można czekać, jak długo iść pod wiatr. Jak długo krzyczeć do ścian?
Znów serwuję emocjonalny wpis, pozbawiony argumentacji, ale o czym tu pisać? Bardziej znani i poczytni bloggerzy "ludu pisowskiego" napisali już wszystko.
Mam żal. Żal do Prezesa. Pierwszy raz od dawna muszę powiedzieć, że zawiodłem się na nim. Czuję się oszukany.
Chodzi głównie o rozbudzone, rozbuchane do granic nadzieje.. Pobrzmiewają mi w głowie ciągle słowa o "naszych sondażach", o odrobinie wysiłku - i wygramy, o tym że PIS prowadzi - wszystko to z pewną miną i uśmieszkiem.
Jak teraz brzmią te słowa? Żenująco, groteskowo. Trzeba było startować z wysokiego C? Naprawdę był sens rozbudzać wysokie oczekiwania? Nie lepiej było mówić "Liczymy na dobry wynik, na odebranie jak największej liczby głosów naszym przeciwnikom, ale ZDAJEMY SOBIE SPRAWĘ, ŻE WYGRAĆ BĘDZIE BARDZO CIĘŻKO"?
Nie lepiej było w tą stronę pozycjonować oczekiwania? Dziś nie oglądalibyśmy choćby tego błysku w oku i szyderstwa postaci typu Żakowski i inni. Czy buńczuczne słowa prezesa nie skompromitowały go zupełnie? NIe podejmuję się odpowiedzi na to pytanie - nie teraz.
W każdym razie - niestety - ale po raz kolejny my daliśmy się podpuścić, a Jarek chyba udowodnił, że nie ma pojęcia o nastrojach społecznych. Jest nas bardzo wielu, ale siła nienawiści, niechęci jest potężniejsza. I zaklęcia nie pomogą. Takie rzeczy trzeba wiedzieć, bo lud idzie za swoim pasterzem i mu ufa. A porażka boli bardzo.
Co teraz? Na pewno zgodzę się, że mimo, że było to potężne uderzenie "w ducha" , należy się pozbierać. Potrzebny jest spokój. Wycofać narazie - pozwolić działać zwycięzcom. Uważnie obserwować i unikać prowokacji - jak przez większość - moim zdaniem jednak bardzo dobrej kampanii wyborczej.
Wiem, że nie pokusiłem sie nawet o próbę wyrażenia własnego zdania w sprawie prezesa. Czy Jarosław Kaczyński powinien dalej stać na czele PISu?
Nie wiem. Poprostu nie wiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)