Wiele wskazuje na to, że największa partia opozycyjna się rozpadnie - tzn wyjdzie z niej grupa secesjonistów - jak wielka, nie wiadomo. Wiadomo, że wyjdzie z postaciami o wiele ważniejszymi dla PISu niż Kowal i Kluzik - Rostkowska i specjalista od (nieswoich) ptaków.
Te figurki to płotki, a o płotkach szybko się zapomina. Ziobro i Kurski jednak płotkami nie są. Zbyt mocno elektorat kojarzy ich z "lnią partii", "z podziałem ideologicznym" itp. Z drugiej strony są też zbyt mocno kojarzeni przez anty - elektorat, co przesądzi o ich porażce - ale o tym za chwilę.
Po obejrzeniu kilku wypowiedzi Ziobry, po analizie jego zachowań w ostatnich dniach nie ma wątpliwości, że intencje tego polityka od początku nie były czyste, że wszystko co się stało po wyborach było zaplanowana grą, że wywiad, wyskok Cymańskiego, dyskusja w mediach i całkowite przykrycie medialne przecież równolegle gryzącej się Platformy - było zaplanowane.
Ziobro wiedział, że najsałbszy prezes jest właśnie teraz. Wiedział, że elektorat jest rozczarowany, wiedział też że próba sił będzie szansą na ugranie przynajmniej nieco pola dla "swoich" (Ziobrzystów, Ziobrystów?)
Musiał oczywiście też zakładać, że Jarosław nie da mu nic. Że nie ugnie się i że trzeba będzie się pakować.
Jak więc kalkulował Ziobro? Dowiemy się w przeciągu kliku tygodni. Zbysio jest karierowiczem - przekonamy się czy nie jest idiotą i czy ma dystans do siebie.
Jesli ma dystans i nie jest idiotą - wie, że wyciągnięcie sporej grupy posłów i powołanie nowego ugrupowania skończy się jedynie pęknięciem w obecnym elektoracie PIS. Co więcej - pęknięciem nierównym. Większość zostanie przy prezesie (poziom haryzmy Jarka i Zbyszka jest zbyt różny z korzyścią dla tego pierwszego). Jesli Ziobro nie jest idiotą i umie realnie ocenić sytuację - to wie, że nie ma żadnych szans obecnie przesunąć się w kierunku centrum, gdzie mógłby zbierać głosy. Zbyszek - mimo że przez jakiś czas będzie kokietowany przez media - nie ma w rzeczywistości szansy zdobyć zaufania elektoratu "anty-pisowskiego". Sam Zbyszek jest zbyt utożsamiany z tym kierunkiem, co więcej - ma zbyt wielki elektorat negatywny. Cieszy się po prostu nieskalaną nienawiścią. Podobnie zresztą jak (w mniejszym stopniu) Kurski.
Tak więc przesunięcie do środka się nie uda - i jeśli Ziobro będzie tego próbował samodzielnie, po wyjściu z PISu to znaczy, że jest idiotą i karierowiczem a nie strategiem. Ziobro doprowadzi do rozpadu PISu i w ogóle rozdrobnienia polskiej prawicy. Przyczyni się do całkowitej dominacji Po i wykreowania na silną opozycję Palikota.
Jest jednak inna alternatywa, która strategicvznie pojmując grę jaka toczy się na polskiej szachownicy, mogłaby się okazać posunięciem mistrzowskim, co więcej - mistrzowskim również dla Jarosława Kaczyńskiego. Otóż Ziobrze musiałby ktoś pomóc w przesunięciu do środka.
Kto? Odpowiedzcie sobie państwo sami. Analogicznie silna postać do Ziobry, tyle że po drugiej stronie barykady... Postać, która też jest chyba sfrustrowana i która ma swoje powody by szukać sojuszników.
Medialnie taki na pozór egzotyczny sojusz można bardzo łatwo sprzedać. "Zerwanie z duo-polem na polskiej scenie", "koniec wojny polsko - polskiej", "nowa jakość w polskiej polityce" i inna nowomowa.
Grzegorz znany jest też z tego że ma wiele meidlanych znajomości, więc może (to oczywiście tylko spekulacja) mógłby liczyć na przychylność propagandy. W każdym razie to postać z którą poprostu liczyć się należy.
Jak zyskałby na tym Kaczyński? Zyskałby koalicjanta. Oczywiście musiałby się pogodzić, że nie będzie już nigdy wladcą oświeconym, i że Budapesztu też już nigdy nie będzie, ale ten nowy twór - dla Jarka mógłby oznaczać wyrwanie z politycznej stagnacji i powrót do koalicyjnej - ale jednak - władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)