Dowódca Wojsk Lądowych generał Skrzypczak powiedział dziś kilka słów prawdy na temat stanu polskiej armii. Według niego dramatycznie brakuje niezbędnego sprzętu np. śmigłowce nie zostały uzbrojone w karabiny maszynowe dlatego ich użyteczność jest iluzoryczna, nie ma też samolotów bezzałogowych. Jest to oczywiście prawda, a raczej jej wycinek i myślę, że większość jest gotowa go zaakceptować.
Rzecz jasna rezydent neoconów w polskim rządzie, niejaki Sikorski (zwany przez PiSowców pieszczotliwie Zdradkiem) zapewnił natychmiast, że Polska pozostanie w Afganistanie, "prezydent" zadeklarował, że udział w misjach (czytaj wojnach napastniczych) to nasz obowiązek, a premier powiedział, że śmierć kapitana Ambrozińskiego nie pójdzie na marne - cokolwiek by to miało oznaczać. Z tych wypowiedzi wynika, że politycy nie chcą przyjąć do wiadomości kilku faktów:
1. Polska armia nie jest gotowa do tego by kontrolować całą prowincję Ghazni. Prowincja ta ma powierzchnię niewiele mniejszą niż województwo lubelskie, zamieszkuje ją około miliona ludzi, a polski kontyngent liczy 2000 żołnierzy. W dodatku teren jest ciężki - brakuje dróg, za to są góry.
2. Polska armia nie jest gotowa do prowadzenia wojen napastniczych szczególnie w takim kraju jak Afganistan. Kraju gdzie diabeł mówi dobranoc, gdzie dzieci wcześniej umieją strzelać z Kałasznikowa niż czytać i pisać i gdzie porażkę poniosło Imperium Brytyjskie a później ZSRR. W dodatku ten kraj jest oddalony o kilka tysięcy kilometrów i nie mamy w nim żadnych interesów.
3. Polska to państwo na dorobku, które jeszcze nie odbudowało infrastruktury i gospodarki zniszczonych przez II wojnę światową i PRL. Prowadzenie wojen napastniczych powinno być ostatnim z naszych priorytetów, bo wojny nie przynoszą żadnych zysków, wiążą się za to z ogromnymi wydatkami.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)