28 obserwujących
417 notek
342k odsłony
201 odsłon

Co robić? Z kim? Dlaczego?

Wykop Skomentuj14

Proste pytania. To są pytania o… politykę. Rozumianą racjonalnie a nie jako wstrząsy emocji. Mającej trwałe umocowanie w „policzeniu głosów”. Do napisania tej notki skłoniły mnie ostatnie notki Jana Mak. Początkowo miałem odpowiedzieć na jego blogu, ale uświadomiłem sobie, że zajęłoby to za dużo miejsca jak na tę formę wypowiedzi.

Pytania, które stawiał Jan Mak zorientowane były wokół odpowiedzi: „jakie skutki dla elektoratu będzie miała decyzja o dymisji Jacka Kurskiego z szefowania TVP”. Komu może to przynieść zyski a komu straty.

No właśnie. Ale aby spróbować odpowiedzieć na postawione w tytule pytania trzeba odpowiedzieć sobie na dosyć proste pytanie. Dlaczego coraz więcej ludzi jest zainteresowanych „morsowaniem” w lodowatej wodzie? Przecież to jest porzucenie ciepłego grajdołka i rzucenie się w lodowatą do szpiku kości wodę. Po jaką cholerę? Nie lepiej ciepła wodą pod prysznicem zlewać sobie plecy? No właśnie. A może człowiek może w pewnym momencie dojść do wniosku: „co ja tu właściwie robię, co po mnie zostanie?”. 

A może w polityce chodzi nie o to, aby przetrwać do następnych wyborów i językiem na brodzie wpaść na metę z przekonaniem, że tak właściwie to po co myśmy w tych wyborach startowali? Może chodzi o coś więcej? Może chodzi o życie w „ciekawych czasach”, które zmieniały otaczającą rzeczywistość?

Może chodzi o takie programy polityczne i gospodarcze, które wcale nie były programami „ciepłej wody w kranie” a były porwaniem się z motyką na Księżyc, czyli na przykład wyprawą po kilka kamyków i kilka selfie zrobionych z Księżyca? Może to jest sens istnienia polityki, że organizuje ludzi wokół jakiejś sprawy, która wykracza poza szarą codzienność? Może warto przekopać kanał w Suzie? Może warto zbudować kolej ze wschodnich stanów do zachodnich? Może warto wydrążyć w skałach kanał w Panamie? Może rzucić się na wyprawę w poszukiwaniu Przejścia Północnego przez obszary północnej Kanady w poszukiwaniu szlaku z Atlantyku do Pacyfiku. Nawet z zagrożeniem życia (co się stało faktem w przypadku wyprawy admirała Franklina). Może warto jak Musk zgromadzić wokół siebie ludzi, którzy chcą polecieć na Marsa, pomimo, że mogą nie dożyć 40-tki? Może o to chodzi w życiu, aby nie zmarnować go jak dżdżownica, która tyko żre i wydala za sobą?

Ja wiem, Mierzeja Wiślana to nie Suez lub Panama. Centralny Port Komunikacyjny to nie przylądek Canaveral. Ale już magistrale kolejowe, sieci autostrad z północy Bałtyku do Morza Czarnego i Śródziemnego to jest coś na miarę kolei, która podbiła Dziki Zachód? Może Trójmorze (co za gra słów!) to nie Stany Zjednoczone, ale jak mawia star chińskie przysłowie: „nawet największą podróż zaczyna się od małego kroku”.

No dobrze. Pytanie: z kim? Gdzie szukać sojuszników, bez których w demokratycznych społeczeństwach nie da się tego przeprowadzić? Czy da się taki program przeprowadzić przez partię Złych Emocji? Nie sądzę. Czy może je przeprowadzić partia Dobre Zmiany? Ma szansę.

No i teraz zasadnicza sprawa. Gdzie szukać zwolenników? Abstrakcyjnie rzecz ujmując możemy założyć, że każdy człowiek to jest taka Niewiadoma Czarna Skrzynka. Czyli możemy do niej zastosować modele rodem z automatyki. Takiemu modelowi podajemy na wejście sygnał i patrzymy jaka będzie jego odpowiedź. Czy ta odpowiedź będzie prawie natychmiastowa (funkcją skoku Heaviside) czy może będzie inercyjna jak dla elementów pojemnościowych, które potrzebują określonego (relatywnie długie czasu) na uzyskanie stabilnej odpowiedzi?

I tu jest „pies pogrzebany”. Partia Złych Emocji poszukuje automatów ze skokiem Heaviside na wyjściu. Oni błyskawicznie się zapalają, ale też błyskawicznie gasną. Partia Złych Emocji wzbudza ich tuż przed wyborami, licząc na ich utwierdzony badaniami efekt. Oszukani co do swoich decyzji reagują skokowi i skokowo im te emocje opadają. Można ich wykorzystywać regularnie. Są zupełnie bezwartościowi dla partii Dobrej Zmiany. Szkoda nich wydawać pieniądze w kampanii.

Partia Dobrej Zmiany musi szukać automatów o inercyjnej charakterystyce, takich politycznych kondensatorów. Zmieniają poglądy powoli, ale stabilnie. Potrzebują czasu na podjęcie decyzji, ale też wolno zmieniają poglądy. Nawet jak mają przeciwne poglądy – ale są rzetelni! – jest spora szansa, że dołączą do rozsądnego projektu.

No i teraz zasadniczy problem. Jak zamodelować milionowe sieci takich automatów, które wzajemnie sobie przekazują swoje odpowiedzi? Hę, jest ktoś chętny do zamodelowania takiego układu?

Przekładając na bardziej oczywiste decyzje: do kogo dotrzeć z przekazem? Czy „mityczne centrum” to są automaty typu skokowego czy inercyjnego? Jaka jest ich proporcja? Jakiego typu w nim jest więcej? A może warto dotrzeć do „umiarkowanych lemingów”. Ja jestem przekonany – nie jestem tu Kolumbem bynajmniej – że nawrócone na Dobrą Zmianę lemingi to byłaby warstwa neofitów, przy której obecny jej „twardy elektorat” to byłby gołąbki pokoju. Oczywiście znowu jest pytanie. Ile z nich to „skokowcy” a ilu „bezwładnościowcy”. Nikt nie ma tu jakiegoś narzędzia, który by dało odpowiedź na to pytanie ze 100% dokładnością. Zostaje intuicja, kto ją będzie miał ten wygra. W sumie oczywista oczywistość.

No dobrze, a jeżeli okaże się, że większość pragnie, pożąda i wzbudza i akceptuje tylko Złe Emocje. Trudno. Z każdej sytuacji jest rozsądne wyjście. Ja uważam, że rząd złożony z partii Złych Emocji jest szansą dla wzrostu - tak, tak! - ilości automatów inercyjnych i to w kierunku partii Dobrej Zmiany. Spokojnie.

Lepiej z mądrymi coś czasem zgubić niż z głupimi znajdować pustkę. A z mądrymi prędzej czy później coś się wartościowego znajdzie.

A, i jeszcze jedno, bo bym zapomniał. Oczywiście wszystkie podobieństwa są w tym tekście zamierzone i celowe. 


Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale