Kilka dni w rozjazdach. Tymczasem w polskim bagnie, zwanym dla niepoznaki piłką nożną, sytuacja w weszła w nową interesującą fazę. Otóż w rolę „szambonurka” przedzierzgnął się po wyroku Trybunału Arbitrażowego przy PKOL specjalny kurator, który miał przejąć władanie szambem, czyli PZPN-em. Do siedziby wszedł, zwołał nawet konferencję prasową i … zaczęło się kino bez pieniędzy
Ta nader delikatna w stosunku do PZPN-u operacja (bardziej sensowniejsze byłoby wejście tam CBA i wyprowadzenie kilku delikwentów w kajdankach) spotkała się z natychmiastową reakcją FIFA i UEFA, których prominent Sepp Blatter zagroził, że jeśli kurator nie odejdzie z PZPN, Polska walkowerem przegra mecze eliminacyjne do mundialu. No i zrobił się klops.
Za cztery lata mamy w Polsce Euro 2012, więc awantura z władzami piłkarskimi organizującymi te mistrzostwa (nie organizuje ich rząd), stawia Polskę w mało komfortowej sytuacji, delikatnie rzecz ujmując. Przypomnieć wypada, że FIFA i UEFA z niejednym rządem wojowały, wyrzucając z rozgrywek narodowe jedenastki, co zdarzyć się może także w naszym przypadku, o ile nie zapadnie jakiś konsensus.
To, że winny całej sprawie jest PZPN jest tzw. oczywistą oczywistością. Jako skamielina opanowana przez rarogi, broni swoich przywilejów i całkiem pokaźnego kondominium regulującego system rozgrywek piłkarskich, a przede wszystkim sprawy narodowej reprezentacji. Nie raz już o tej piłkarskiej szarańczy pisałem, chociażby w tekście „Piłka drukowana”. Nic się od tego czasu (4 lata) nie zmieniło. No może jedynie to, że banda z UEFA, postanowiła chronić bandę z PZPN-u. Poniżej przypomnienie tego, co pisałem. Czy coś się zmieniło?
“…polski futbol to par excellence jedna wielka banda kombinatorów, wydrwigroszów i pozerów. Pijawek, które do perfekcji opanowały sztukę ssania każdego cycka, choćby o parametrach wągra. Na czele tego piłkarskiego grzęzawiska od lat stoi szpakowaty goguś Michał Listkiewicz (…).
Struktura i jakość polskiego futbolu to marność nad marnościami, która nie wiedzieć czemu, ma wciąż swoich wyznawców i adoratorów. Polscy kopacze, to rozkapryszone gwiazdeczki i primabaleriny. Włoski na brylantynę, kolczyki w uchu, czuprynki w wystudiowanym nieładzie, niedbałe ruchy luzaków oraz bystry wzrok i słuch podążające za każdym szelestem “papiera”. Gwiazdeczki nic nie muszą robić, od czasu do czasu tylko trochę pobiegać, pokopać piłeczkę, czasami nawet w nią trafić, a niekiedy, co daj Boże, także w światło bramki.
Po 90 minutach dreptania gwiazdeczki schodzą z boiska, zażywają kąpieli, dostają papu i tutu z odżywkami, wizytują gabinety odnowy biologicznej, potem z najwyższą dokładnością kasują mamonę. (…). Nasze gwiazdeczki do perfekcji opanowały pozerstwo, stąd ich śladowa obecność w dobrych ligach zagranicznych. Dla wielu z nich zagranie pełnych 90. minut meczu to perspektywa zawału serca, gdyż wysiadają już w pierwszej połowie.
Za gwiazdeczkami podążają - to oczywiste - działaczyki, wszyscy jak ze sztancy. Półtusze odziane w granatowe garnitury ze złotymi guzikami, wymięte krawaty i spocone karki. Na ręku omegi, a w skromniejszym wydaniu koniecznie “szwajcary” z dwoma cyferblatami na błyszczącej bransolecie. Poupychani w okręgowych związkach i klubach piłkarskich, z kompletnie nieprzejrzystymi kompetencjami, udowadniają na każdym kroku swoją nieodzowność. Ręce powykręcane od “reumatyzmu”, zaślinione brody od widoku naiwnego sponsora czy publicznej kasy. Nie potrafią robić niczego innego poza wrażeniem. To obraz piłkarskiego działaczyka made in Poland.
Właśnie media podały, że UEFA traci cierpliwość, czyli mamy bezczelnego szantażu ciąg dalszy. Bandzie z PZPN tylko w to graj. Ot, Jurgieltnicy!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)