Da się ją streścić w jednym zdaniu: „No, wreszcie wrócił dzielnicowy."
Tak, jako konsekwentny liberał i zaprzysięgły demokrata uważam, że dobrze się stało. Dobrze, gdy w świecie współczesnej polityki pojawia się ktoś zdolny dostrzegać zagrożenia dla globalnego ładu, mający odwagę nazwać zło złem i determinację, by z nim walczyć. Nawet jeśli wymaga to użycia, mówiąc kolokwialnie, policyjnej pałki po grzbiecie łobuza.
Najpierw był Hamas
Kilkanaście miesięcy temu słyszeliśmy głośne lamenty, głównie lewicowej części sceny politycznej, o ludobójstwie palestyńskiej ludności Strefy Gazy. Zapominano wtedy, niekiedy chyba świadomie, co było przyczyną tego horroru. Był nim inny horror: atak bojowników Hamasu na niewinnych izraelskich cywilów, przeprowadzony przy niemilknącej aprobacie znacznej części Palestyńczyków.
Dla osób wychowanych w poszanowaniu tradycji humanistycznych zasada „oko za oko" brzmi okrutnie. Rozumiem ten dyskomfort. Ale 7 października 2023 roku nie był zwykłym incydentem. Na skali barbarzyństw doświadczanych przez Żydów to drugie, po Holokauście, najcięższe wydarzenie w nowoczesnej historii. Żywi zakładnicy, filmowani i pokazywani światu przez Hamas niemal do ostatniego dnia tamtego konfliktu, są tego wymownym świadectwem.
Dzielnicowy i jego metody
W czasach realnej wojny w Europie, gdzie państwo-agresor jawnie łamie prawo międzynarodowe i odmawia sąsiedniemu narodowi prawa do istnienia, nie powinno dziwić, że państwo zagrożone analogiczną logiką wybiera uderzenie wyprzedzające. Podobnie jak nie dziwiłby nas dzielnicowy, który karze osiedlowych wyrostków już za rysowanie samochodów i przebijanie opon, bo rozumie, że brak zdecydowanej prewencji prowadzi nieuchronnie do poważniejszych przestępstw.
Ktoś może zapytać: na jakiej podstawie akurat USA przypisuje sobie prawo do roli globalnego policjanta? Przecież należy działać w ramach prawa, wyłącznie za zgodą ONZ. To słuszna uwaga, ale w czasach pokoju. W warunkach trwającego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, gdzie Stany Zjednoczone militarnie wspierają Ukrainę, a Iran zasila Rosję, oczekiwanie zgody Rady Bezpieczeństwa na akcję wobec Teheranu graniczy z naiwnością.
Liberał kontra Trump
Piszę to wszystko jako liberał i bynajmniej nie bezkrytyczny obserwator polityki Donalda Trumpa. Jego przemówienia z początku tej kadencji budziły mój niepokój. Rola, jaką odegrał 6 stycznia 2021 roku podczas ataku na Kongres, nie zniknęła z mojej pamięci. Jego ponowny wybór przyjąłem z mieszanymi uczuciami.
A jednak, właśnie jako liberał, muszę oddać mu to, co mu się należy. Trump realizuje jedną z fundamentalnych zasad liberalnej filozofii politycznej, koncepcję państwa jako nocnego stróża. Kogoś, kto nie miesza się wszędzie, ale gdy trzeba, staje zdecydowanie w obronie porządku.
Dzielnicowy wrócił na osiedle. I choć nie jest to dzielnicowy, jakiego bym sobie wybrał, jego powrót, w tym konkretnym momencie, uważam za lepszy niż jego nieobecność.
Jacek Protasiewicz
Fot: Donald Trump /PAP/EPA




Komentarze
Pokaż komentarze (26)