Co się dzieje z tym zastraszaniem Watykanu przez rząd Trumpa? Do czego to jest Trumpowi potrzebne, żeby jego wojny miały charakter religijny?
Donaldowa radość z wyboru amerykańskiego papieża, że to znak Boskiego poparcia dla jego władzy już dawno się skończyła przy pierwszych kontaktach, dających mu zrozumieć, że Kościół nie będzie dywanikiem dla jego nóg. I był to ogromny policzek. Jeszcze poprzednia władza zdawała się właśnie taki mieć w Watykanie, przez co wielu wiernych na świecie nabrało czujności, czy to już koniec Kościoła urzędowego, czy nie koniec? Prostytucja z władzą światową aż po dobrowolne zamykanie kościołów? Do tego jakieś nowe przeobrażenia, „magiczne” (w sensie - niepojęte co do nazewnictwa i desygnatu umykającemu obrazowaniu w głowie) - synody o synodalności (posiedzenia o posiadówach?). Czy to jest uderzanie w piersi, że dotąd nie kochaliśmy świeckich po bratersku, ale teraz to już spojrzymy na nich okiem pierwszych apostołów bez rozdzielania na „świeckich” i „duchownych”, czy początek usuwania granicy instytucjonalności dla poddania władzy komuś kto się zaczął o to upominać tym zamykaniem kościołów? A jeszcze zaczęli się betonować na to uczestnicy rytu trydenckiego, że ujrzeli w tym herezję. Od czego wkrótce dostali po głowie, że przeciwnie – to z nimi dzieje się coś złego, źle owocują dzieląc Kościół. I bądź mądry, czy to Duch Święty miesza w tym tyglu, czy diabeł.
Czy Trump nastał jako kara po popełnionym błędzie, czy zbawiciel, którym się ogłasza? Intuicyjnie to już inauguracyjne w tej prezydenturze Ave Maryja odebrałam jako potwarz. Wyraźny zamiar instrumentalizacji religii. Ale to moje subiektywne zdanie i często takie coś, to tylko rodzaj budzenia mnie – patrz, patrz, patrz i bądź czujna.
Czy świętobliwe postępowanie się objawiło pod takim sztandarem? Co tu relacjonować, gdy każdy widzi, że samowola, samowola, samowola; grabież, grabież, grabież; wojny, wojny, wojny… Koniec wskazywania nawet na pozory prawa, jak to w polityce przywykliśmy, że ten mi przyklepał papierek i tamten i wszystko za zgodą całego społeczeństwa w wymiarze kraju, czy większym, które ustanowiło demokratycznie takie i takie instytucje do tego i tamtego.
A że stopnień udręczenia społeczeństwa papierologią (wcale nie lepiej cyfrowo) i galimatiasem instytucji już dawno przekroczył wytrzymałość znoszenia tego wszystkiego ze zrozumieniem i raczej sprzyja wyłączaniu mózgu – nie myśl, tyko rób to bezmyślnie, żeby się w kółko nie wkurwiać z jakiej racji ktoś chce tego, czy tamtego - to znowu na dwoje babka wróżyła, bo niby dobrze, gdy pojawia się koniec odpowiedzialności rozmytej, czyli niczyjej. Przecież to straszne, że już dawno kompletnie nikt za tym nie nadąża, kto winien tych wszystkich deficytów i długów w różnych gradacjach oraz na czyją rzecz, poza jakimś abstrakcyjnym konstruktem w głowie, że spoko – to ciągle chodzi o strukturę i porządek zależności, a nie dzicz. Wszystkie branże muszą walczyć o te swoje przetrwanie z mizernym skutkiem, jak ta służba zdrowia, którą trzeba bez końca przekształcać w coś innego, żeby nie upadła do cna. I nawet ten zdradzony przez masy domowy ołtarzyk telewizyjny załatwił sobie przetrwanie zamordyzmem, że teraz to już jest przymusowe opodatkowanie na jego przetrwanie i możecie sobie go nie oglądać, bylebyście dawali za to haracz.
No ogólnie popieprzone to wszystko z tym mnożeniem się przymusów, co jest przestępstwem… I jeszcze obrońcy tego jak w obłędzie z hasłami na ustach, że to po przeciwnej stronie są rządy autorytarne, a oni to wcale, skądże.
Nie śmieszne, nie śmieszne. Fajnie by to było, gdyby po prostu się mylili, albo wciskali kit, ale to jest dużo gorzej, że się nie mylą, a mimo to niczym nie różnią z zacietrzewieniem, bo „walczą o demokrację”. To jak z syndromem belki w oczach uniemożliwiającej spojrzenie na siebie.
A tu wyskakuje gościu, który na oczach kamer odprawia ściąganie dla swojej władzy nad światem łaski Jezusa Chrystusa–Boga i klękajcie przed nim narody. Koniec pytania kogokolwiek o cokolwiek, bo on wszedł w „świętą wojnę” równo - i z dyktatorami i z biurokracją i wszelkim nieposłuszeństwem wobec niego samego, a nawet z tym zdradliwym Kościołem Katolickim, który zamknął swoją działalność w pandemii na zawołanie innej władzy niż on, bo ma już na to namaszczenie i na to żeby teraz Stany Zjednoczone były narodem wybranym…
Czyli każdemu dogodzi, skoro nawet lewica dostała zagwostkę, czy to nie ich przedstawiciel przydatny do usunięcia Kościoła z życia społecznego ludzi, czego oni w żadnych czasach nie potrafili.
Bo Pentagon bez ogródek (no może w metaforze) groził Watykanowi banicją do USA wzywając ambasadora Watykanu na dywanik do wysłuchania swoich bluzg, czego „klechom” nie wolno mówić w homiliach, że nic o życzeniach pokoju tam, gdzie Trump chce, żeby pokoju nie było.
Ja bym nawet skłaniała się do zobaczenia dobrych stron tej jawnej wrogości w odróżnieniu od skrytej, bo nikomu nie powinno się mylić, czy spuści mi bomby na łeb przez źle pojmowane chrześcijaństwo – na szczot Trumpa, wymagające unicestwienia, czy jako opętanemu barbarzyństwu, które zagraża istnieniu świata. Mówię o tożsamości takiej Polski z Trumpem przez te wszystkie „demokratyczne” układy i zależności umowne. A już szczególnie, że i ponadnarodowe struktury przestały mu stawiać opór i deklarują gotowość do takich wojen jakie sobie wódz zamarzy, byle tylko ich nie opuszczał (czym trzyma w szachu – że już mu się znudzili, skoro wybierają procedury nad nim). Brzmi absurdalnie? Nie. Ludzie, to tylko ludzie – spróbuj się nie bać bez końca, gdy ktoś upiera się ze straszeniem bez wątpienia też bliższym ciału, czyli zwyczajnie wymianą osobową na bazie owej „struktury demokratycznej”, czy „prawnej”.
Żart, że Trump chce zostać władcą świata i Kościoła w jednym? Chyba, że to publiczne zgłoszenie apostazji… To jego słowa dzisiaj pokazywane przez media: "Papież Leon jest SŁABY w kwestii przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej. Mówi o „strachu” przed administracją Trumpa, ale nie wspomina o STRACHU, który Kościół katolicki i wszystkie inne organizacje chrześcijańskie odczuwały podczas pandemii COVID, kiedy aresztowano księży, duchownych i wszystkich innych za odprawianie nabożeństw. Nie chcę papieża, który uważa, że to w porządku, by Iran miał broń nuklearną. Nie chcę papieża, który uważa, że to straszne, że Ameryka zaatakowała Wenezuelę, kraj, który wysyłał ogromne ilości narkotyków do Stanów Zjednoczonych i, co gorsza, opróżniał więzienia, w tym morderców, handlarzy narkotyków i zabójców, w naszym kraju. I nie chcę papieża, który krytykuje prezydenta Stanów Zjednoczonych, bo robię dokładnie to, do czego zostałem wybrany, Z WIELKĄ PRZEWAGĄ, ustanawiając rekordowo niską liczbę przestępstw i tworząc Największą Giełdę Papierów Wartościowych w Historii.".
Po tej krytyce Trup wstawia swoje zdjęcie jako uzdrawiającego Jezusa... 


Komentarze
Pokaż komentarze (1)