Polska nie radzi sobie z rolą ofiary, a pod wieloma względami w ogóle jej nie realizuje. Często jest to błędnie interpretowane z zewnątrz jako obojętność, postawa obronna, a nawet zaprzeczenie, ale dokładniej rzecz biorąc, jest to wynik długotrwałego uwarunkowania historycznego, w którym przetrwanie zależało nie od uznania, lecz od wytrwałości. Dla Polaków cierpienie rzadko było nagradzane współczuciem, a często karane dalszą przemocą, dlatego wcześnie nauczono się, że ból należy znosić w milczeniu, a nie okazywać.
Wieki inwazji, podziałów i okupacji wyrobiły w ludziach nawyk wytrwałości, a nie adoracji. Pod okupacją niemiecką widoczność mogła oznaczać śmierć. Pod rządami sowieckimi sama pamięć mogła stać się obciążeniem. Zbytnie mówienie, zbyt wyraźne pamiętanie lub postrzeganie siebie jako pokrzywdzonego wzbudzało podejrzenia, przesłuchania, a nawet gorsze konsekwencje. Z czasem wykształciło to kulturowy instynkt, by nie prosić świat o bycie świadkiem cierpienia, lecz o jego przetrwanie. Godność tkwiła w wytrwałości, a nie w uznaniu.
To pomaga wyjaśnić, dlaczego polska historia jest tak często źle rozumiana za granicą. W kulturach, w których uznanie moralne wiąże się z publicznym artykułowaniem krzywdy, milczenie jest postrzegane jako nieobecność. W Polsce milczenie było ochroną. Rodziny uczyły się przetrwać, minimalizując siebie, obniżając swój wizerunek, przekazując traumę poprzez nawyki i ostrzeżenia, a nie świadectwa. Dzieci dziedziczyły ostrożność, nie zawsze zdając sobie sprawę z jej źródła, a żal zakorzeniał się w postawie, dyscyplinie i powściągliwości, a nie w narracji.
W Polsce panuje również głęboki dyskomfort związany z byciem definiowanym przede wszystkim przez krzywdę. Przyjęcie roli ofiary oznacza dla wielu rezygnację z własnej sprawczości, a historia Polski oferuje zbyt wiele przykładów tego, co się dzieje, gdy inni cię definiują. Opór, czy to zbrojny, kulturowy, czy duchowy, stał się centralnym elementem tożsamości, a opór ten nie szedł w parze z apelami o litość. Polacy nie czekali na ratunek, starali się przetrwać wystarczająco długo, aby odzyskać siebie.
Podziwiam ten instynkt, nawet gdy sam z nim walczę. Są chwile, kiedy chciałbym, żeby ta odmowa zmiękła, żeby ciężar tego, co Polska wycierpiała, mógł być wyrażany bardziej otwarcie, nie dla moralnej rywalizacji, ale dla historycznej jasności. Milczenie kiedyś chroniło ludzi, ale we współczesnym świecie może również umożliwiać wymazanie. Kiedy cierpienie nie jest wyrażane, często jest przenoszone, minimalizowane lub całkowicie wykreślane.
Jednak odmowa bycia ofiarą nie jest zaprzeczeniem, lecz dziedzictwem. To pozostałość po pokoleniach, które nauczyły się, że przetrwanie wymaga schylania głowy, niedokończonej historii i nienaruszonej godności. Polska nie prosi o litość. Prosi, jeśli już, o to, by traktować ją poważnie, nie jako symbol czy morał, ale jako naród, który przetrwał i postanowił trwać.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)