Dlatego piszę te słowa – jako były entuzjasta Władimira Putina – w akcie głębokiej samokrytyki i duchowego katharsis.Popieranie Putina w latach 2000–2014 nie było łatwe. Przekonać kogokolwiek, że były porucznik KGB z wątpliwą przeszłością w Dreźnie, który dorwał się do władzy przez zamachy na bloki i Czeczenię, jest „suwerennym mężem stanu” – wymagało naprawdę tytanicznego wysiłku intelektualnego. Opieraliśmy się wyłącznie na „geopolityce” i „realizmie”, a nie na jakichś tam drobiazgach typu charakter czy moralność. Wczesne przemówienia o „wstawaniu z kolan”, „suwerennej demokracji” i „wielkiej Rosji” brzmiały tak przekonująco, że aż łzy same cisnęły się do oczu.
Hasło „rosyjska wielkość”, ochrona „rodaków za granicą”, odbudowa wpływów na postsowieckiej przestrzeni, koniec upokorzeń z lat 90. – to wszystko trafiało prosto w serce każdego, kto miał dość liberalnego bagna i zachodniego mentora. Putin jawił się jako outsider, znienawidzony przez oligarchów Jelcyna, liberałów i cały kolektywny Zachód. To dawało nadzieję, że oto mamy wreszcie prawdziwego samca alfa, który „odbuduje imperium”.
Oczywiście od początku były czerwone flagi. Był niby konserwatystą i obrońcą tradycyjnych wartości, ale jednocześnie otaczał się kolesiami od judo i judoków z kontraktami na ropę i gaz. Utrudniało to zadanie tym z nas, którzy chcieli widzieć w nim prawosławnego rycerza. Ale w desperacji po Jelcynie uznaliśmy, że zalety przewyższają wady. Liczyliśmy, że nawet jeśli dotrzyma 35% obietnic – to i tak będzie lepiej niż Gorbi czy Jelcyn. Jakież to było słodkie złudzenie.
OCZYSZCZANIE AUGIASZOWYCH STAJNI. CO SIĘ STAŁO?
„Oczyszczenie elit”, walka z oligarchami, pionowa władza – to były filary narracji wczesnego Putina. I co?
Pierwszy krąg oligarchów zastąpiono drugim – tylko bardziej lojalnym i jeszcze bogatszym. Silowicy z teczkami przejęli Gazprom, Rosnieft, banki, media i połowę nieruchomości w Moskwie. „Oczyszczanie” polegało na tym, że stare świnie zastąpiono nowymi, a bagno stało się jeszcze głębsze i bardziej śmierdzące.
Myśleliśmy, że po 2014, a zwłaszcza po 2022, Putin wreszcie przejdzie na tryb „żelaznej miotły”. Że weźmie się za korupcję na serio. Zamiast tego dostaliśmy pałac na 1,35 mld dolarów (no bo każdy patriota potrzebuje takiego akwarium z rybkami za miliard), jachty warte więcej niż PKB Mołdawii i córki z paszportami zachodnimi na wszelki wypadek. Genialne posunięcie taktyczne.ROSJA NAJPIERW?
„Rosja wstaje z kolan”, „multipolarny świat”, „koniec jednobiegunowego świata” – piękne hasła. Putin miał zakończyć upokarzającą politykę Jelcyna, przestać być wasalem Zachodu, przestać żebrać o okruchy z Brukseli i Waszyngtonu. Pamiętacie te cytaty?„Rosja nie ma prawa być słaba.”
„Nie pozwolimy, by ktokolwiek narzucał nam swoją wolę.”
„Będziemy budować własną przyszłość, a nie kopiować cudzą.”
„Naszym celem jest suwerenność i godność.”
I co z tego wyszło? Najpierw 20 lat integrowania się z Zachodem (wspólne ćwiczenia z NATO, przepływ kapitału, „partnerstwo strategiczne”), a potem – kiedy już wszyscy uwierzyli w „koniec Zachodu” – wielka inwazja na Ukrainę, która w cudowny sposób zjednoczyła NATO, podwoiła budżet Pentagonu, sprawiła, że Finlandia i Szwecja wbiegły do Sojuszu, a rubel musiał być ratowany przez chińskie pożyczki i indyjskie rupie. Brawo za genialną szachową partię.A „Rosja Najpierw”? Okazało się, że to raczej „Donbas Najpierw”, „Chiny Najpierw”, „Korea Północna Najpierw”, „Iran Najpierw”, a Rosja – gdzieś na szarym końcu.
Miliony młodych mężczyzn wysłanych w mięso armatnie, gospodarka na kroplówce z Pekinu, elity uciekające na Zachód z walizkami euro – ale za to mamy „historyczną Rosję” na mapach propagandowych. Wielki sukces.
Najlepszy sposób, żeby zniszczyć własny ruch – to publicznie opluć tych, którzy najbardziej w ciebie wierzyli. Najwierniejsi patrioci – ci od „ruskich na sopatkach”, ci co krzyczeli „Krym nasz!” najgłośniej – teraz siedzą w łagrach albo na emigracji. Prigożyn? Martwy. Strelkow? Zamknięty. Girkin? Zamknięty. Tysiące blogerów, ochotników, korespondentów wojennych – albo w areszcie, albo w grobie, albo na emigracji. Putin publicznie nazwał ich „zdrajcami”, „ciemnogrodem” i „piątą kolumną”, kiedy tylko odważyli się powiedzieć, że coś poszło nie tak.Atak na własnych najwierniejszych zwolenników był tak wściekły, że aż samemu Prigożynowi zrobiło się głupio i musiał lecieć na Moskwę z Wagnerem. No i poleciał – dosłownie.
Coraz częściej słychać, że Putin to po prostu klasyczny dyktator-narcyz z kompleksem cesarza. I wiecie co? To brzmi bardzo trafnie. Człowiek, który nie toleruje najmniejszej krytyki, który każe nazywać się „władcą” i „strategiem wszech czasów”, który zmienia konstytucję, żeby zostać do 2036 (a pewnie i dłużej), który sadza do więzienia każdego, kto powie „wojna” zamiast „specoperacja” – no cóż, trudno tu mówić o pokorze czy realizmie.
Publiczne pokazywanie torsu, judo z młodymi chłopcami, miliardowe pałace, złote krany – to już nie jest nawet kicz, to jest patologia.I raczej oznaka pedofili
A język? „Mogę was zmielić w proch”, „jesteśmy gotowi na wszystko”, „nie mamy nic do stracenia” – brzmi jak groźby gangstera z lat 90., a nie głowy państwa z bronią jądrową.
Putin rządzi dekretami, a nie prawem. Konstytucja? Śmiech na sali. Dyplomacja? Pokazywanie środkowego palca całemu światu, groźby nuklearne co weekend, obrażanie przywódców jak dzieciak na placu zabaw. Na Chiny i Indie to nie działa – one po prostu biorą ropę 30% taniej i śmieją się w kułak.Czy Putin jeszcze kiedyś wróci do obietnic z 2000–2008 roku?
Raczej nie.
Pytanie brzmi raczej: czy dożyje końca kadencji, biorąc pod uwagę stan zdrowia, paranoję i coraz większą liczbę generałów, którzy wiedzą, gdzie leżą trupy (dosłownie i w przenośni)? Ja były entuzjasta Putina przyznaje z głębokim wstydem: dałem się nabrać. „Wstawanie z kolan” zamieniło się w padanie na kolana przed Pekinem. „Suwerenność” okazała się suwerennością jednego człowieka i jego najbliższych.
A „wielka Rosja” – wielkim cmentarzem ambicji jednego narcyza w bunkrze.
Dziękuję za uwagę. Idę się wstydzić dalej.
Ja Spiryto Libero vel Jarosław Ruszkiewicz serdecznie przepraszam
Przepraszam administrację i wszystkich blogerów za mój hejt, mowę nienawiści oraz lewe konta

Przepraszam tych wszystkich którym wyrządziłem krzywdę podszywając się pod ich nickami
Pragnę na swoje usprawiedliwienie powiedzieć jedno.
Od lat jestem upośledzony na umyśle.Lata bicia mnie po głowie przez ojca zrobiło swoje
Wiem że jestem chory i te wszystkie działania to nie ja ale mój chory umysł
Straciłem na S24 tylko w tym roku fejkowych 25 kont które i tak nikt nie czytał i nie komentował.Żadna strata.
Jeśli pojawi się jakieś nowe konto, to pamiętajcie że to nie ja ale moją chora głowa.
Pozdrawiam z Choroszczy i informuje ze Wi-Fi dziala


Komentarze
Pokaż komentarze (3)