Proszę Państwa! Czuchnowski rzygałby jadem dalej niż widział. Justyna Dobrosz-Oracz obsmyrałaby tym nachalnie odsłoniętym biustem, skrajnie niepasującym do miejsca pracy, każdego posła PiS spotkanego w Sejmie, a na pozostałych czyhałaby pod ubikacją. Krystyna Janda wystąpiłaby u Dorotki Wysockiej-Schnepf z mocnym przekazem na nagłówek we wszystkich mediach: "Ja też miałam kolonoskopię".
A Anita Werner? Ja to słyszę: "Dziś w Faktach TVN historia, która wywołała falę oburzenia w środowisku dziennikarskim i prawniczym. Telewizja Republika opublikowała informacje dotyczące prywatnych badań medycznych Adama Michnika. Sprawa dotyczy danych wrażliwych, które zgodnie z prawem, powinny pozostawać objęte ścisłą tajemnicą. Eksperci nie mają wątpliwości: to poważne naruszenie prawa do prywatności i standardów etycznych w mediach. Padają pytania o granice debaty publicznej i o to, czy w politycznym sporze wszystko wolno. W reakcji na haniebny materiał, już jutro pod siedzibą Agory zbierze się odbytokrąg. Młodzieżówka KO oraz podstarzałe celebrytki ustawią się w takie przygniecione jabłko, na kształt doopy Adama Michnika. "To wyraz naszej łączności z poszkodowanym" - dodałaby na przebitce Katarzyna Kolenda-Zaleska. Po tym wstępie seria zdjęć Adasia z podkładem, który naprędce nagrała Margaret.
Jakie wnioski z tej afery? Proste. My nie mamy dziennikarzy. Mamy polityków oddelegowanych na odcinek medialny i to jeszcze tak głupio zaangażowanych, że zatracili nawet podstawowy, ludzki instynkt samozachowawczy. Warto spojrzeć na to nieco szerzej. Bo tu chodzi o coś znacznie bardziej prymitywnego i jednocześnie znacznie groźniejszego - o selektywną moralność, która w polskich mediach osiągnęła poziom sztuki. Tu zasady zmieniają się szybciej niż paski w TVN24, a granice prywatności wyznacza nie Konstytucja ani elementarna przyzwoitość, tylko aktualna sympatia polityczna redakcji.
Bo prawda jest taka: nie oburza ich naruszenie prywatności. Oburza ich fakt, że naruszono prywatność nie tego, kogo można bezpiecznie rozszarpać. Gdy ofiarą jest ktoś "z właściwej strony", nagle pojawia się powaga, eksperci, łzawe komentarze o standardach i demokracji. Gdy po drugiej stronie - wtedy jest śmiech, sugestywne tytuły, puszczanie oka do widza i festiwal moralnego relatywizmu. A potem jeszcze zdziwienie, że społeczeństwo przestaje wierzyć mediom i traktuje je jak kolejną frakcję polityczną, tylko z lepszym oświetleniem i makijażem.
A samemu Hołowni życzę po ludzku zdrowia.


Komentarze
Pokaż komentarze