Świadomość nicości egzystencji człowieka rodzi pytanie o istnienie Boga.
Człowiek jest bytem na drodze do śmierci i wobec nieuchronnego końca wiara w Boga ma wymiar praktyczny, gdyż chroni człowieka przed poczuciem nicości, czego świat materialny nie może zapewnić. Z tego powodu rodzi to nadzieję, że istnienie człowieka może mieć cel, którym może być spotkanie z Bogiem.
Uważam, że egzystencja nie poprzedza esencji człowieka, lecz istota określa jego egzystencję, gdyż człowiek, a nie jest to wykluczone, jest Boskim bytem, ma tchnienie i iskrę Bożą w sobie, a nie jest tylko egzystencjalnym przypadkiem ślepej materii w ciemnym i zimnym kosmosie.
Trudno w to uwierzyć, że po to istnieje nieskończony kosmos, aby człowiek tylko cierpiał i umierał.
Musi istnieć jakiś inny, wyższy cel, bo wszystko byłoby absurdem: absurdem, że urodziliśmy się i absurdem, że umrzemy. I absurdem byłoby to, że coś istnieje jako bezsens wszystkiego prowadzący ślepą egzystencję do śmierci przy akompaniamencie cierpienia.
A jednak w kosmosie panują ład i prawa, zatem jakaś logika i przez to cel. Nie jest wykluczone, że tym celem jest Bóg! Bardziej wydaje się to możliwe, niż przyjęcie, że tylko nicość.
Chyba na zdrowy rozum można przyjąć, że nie po to istnieje ład kosmosu, aby wszystko stałoby się pustką nicości, a przez to absurdem. To celowość wywodząca się z ładu kosmosu i jego praw wskazuje na to, że jest coś więcej niż tylko głucha, bezduszna i nieczuła materia. Miejmy nadzieję, że jest to Bóg a nie tylko śmierć i nicość.
Komentarze
Pokaż komentarze (22)