Julian Arden Julian Arden
636
BLOG

Romanse Pana Samochodzika: zemsta Uroczyska

Julian Arden Julian Arden Rozmaitości Obserwuj notkę 6

 

Ciężarówka trzęsła na wybojach. Zawsze byłem przeciwnikiem wożenia pracowników naukowych samochodami ciężarowymi, jednak dla wszechwładnego dyrektora Marczaka miało to podobno urok czasów pionierskich. Po prostu uwielbiał, gdy jego ludzie chodzili w kufajkach, jeździli przygodnym transportem i dudlili piwo prosto z butelki. Pozwalało mu to czuć się znowu młodym.
 
Ręka Babiego Lata, którą z taką czułością tuliłem w swojej, na kolejnym wyboju wyswobodziła się nagle. Moja ukochana chwyciła klamrę zamocowaną na burcie wozu, chroniąc się w ten sposób przed upadkiem. –A nich to Kuwasa! –krzyknęła. Zwróciłem jej uwagę, że towarzystwo studentów archeologii nie posłużyło jakości jej słownika, jednak skarciła mnie ostrym spojrzeniem. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiliśmy, kiwając się i podskakując rytmicznie, zgodnie z ruchami ciężarówki na wybojach. Wraz z nami podskakiwali studenci archeologii, jednocześnie pijąc wódkę, grając w karty i śpiewając piosenki narodów Związku Radzieckiego.
 
Nagle, od szczególnie mocnego wstrząsu, otwarła się paka ciężarówki. Skrzynka zawierająca bezcenną staurotekę fiknęła kozła i wyleciała z samochodu. Osłupiały, wciąż trzymając się paki, obserwowałem jej trajektorię, gdy przefrunęła nad drogą, odbiła się i zniknęła z pluskiem w bagnie po lewej. Wtem obok mnie poderwała się jakaś postać. Babie Lato z okrzykiem „Zatrzymać samochód!” rzuciła się bez wahania za tonącym skarbem. Zgrzytnęły hamulce.
 
Wysypaliśmy się wszyscy z wozu i pobiegliśmy co sił do miejsca zdarzenia. Niestety było już po wszystkim. Bagno stało nieruchome jak wprzódy, tylko w jednym miejscu, na wpół zatopiona, kołysała się na nim damska torebka z lamparciej skóry, pochodzenia komisowego. Spod niej wyrywały się leniwie pęcherze bagiennego gazu.
 
Gdy tak staliśmy porażeni rozpaczą, spostrzegłem obok siebie brodatego starca w osobliwym odzieniu –Kuwasa dał, Kuwasa wziął –rzekł sentencjonalnie i rozpłynął się we mgle. Wokół wciąż bulgotały bagienne pęcherze. Uspokojony tym stwierdzeniem w zamyśleniu włożyłem w usta papierosa i potarłem draskę łebkiem zapałki. Obudziłem się po dwóch tygodniach w szpitalu. Twierdzą, że znaleźli mnie wśród na wpół spalonych szczątków samochodu ciężarowego i około pół tuzina przypieczonych i połamanych studentów. Wówczas właśnie postanowiłem, że następnych odkryć będę dokonywał raczej w pojedynkę.

Raczej bezlitosny, ale w miarę uprzejmy. Od czasu, gdy cisnąłem w brata kielichem, wiele się zmieniło.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości