Julian Arden Julian Arden
3426
BLOG

Romanse Pana Samochodzika: pies i wydra

Julian Arden Julian Arden Rozmaitości Obserwuj notkę 13

 

-Tomaszu, dzielimy już od miesiąca twą służbową kawalerkę w budynku Ministerstwa Kultury i Sztuki. Nigdy nie czułam się tak cudownie, wyjąwszy może moment, gdy naszym oczom objawiły się tajemnice praskich czarnoksiężników. Jednak czy to brudne juczne bydlę musi spać z nami co noc, zwłaszcza że twoje kawalerskie łoże mierzy circa 60 cm szerokości?
 
Zafrasowałem się. -Ależ Helenko, dogi niemieckie są bardzo czyste, zaś moje łóżko trafiło tu  z magazynów Ministerstwa i jest w istocie pryczą pochodzącą z dawnych koszar kozackich. Ponieważ mieszkamy w pomieszczeniach służbowych, nie mogę zmienić go na jeden z tych jakże wygodnych jugosłowiańskich materacy, które ostatnio pojawiły się w polskich sklepach.
 
-W czeskich są już od roku. –odparła sarkastycznie. Sarkazm zawsze był jej mocna stroną. -Jednak pozostaje kwestia miejsca na cztery gigantyczne odnóża pokryte szarą sierścią, ogon grubości milicyjnej pałki oraz łeb jak kredens. Czuję się przytłoczona agresywną męskością bijącą z tego potworu.
 
W tej sytuacji zaproponowałem kawę. Pies został w domu, my zaś udaliśmy się na pobliski Nowy Świat do baru Familijnego, na najlepszą kawę w Warszawie. Mimo tej inwestycji w uczucia Helenka wydawała się nieprzejednana i po powrocie mało rozmawialiśmy.
 
Gdy obudziłem się rano, narzeczonej przy mnie nie było. Prawdę mówiąc, leżałem na dywaniku obok łóżka. Na moim ulubionym nachtkastliku z epoki brązu znalazłem krótki liścik skreślony kochaną ręką: -Wyszłam z psem. Poczułem zaskoczenie. Moja piękna Czeszka nigdy dotąd nie zajmowała się Protazym. Dokonane później przeszukanie pomieszczenia wykazało, że wraz z narzeczoną i psiskiem zniknęła zabytkowa sekretera z epoki Ming oraz kilka tajnych dokumentów dyrektora Marczaka, dotyczących archeologicznych pozostałości odwetowców na Górnym Śląsku. Poszukiwania długo nie dawały rezultatu, wreszcie po dwóch tygodniach milicja odnalazła nad Wisłą jeden pantofel czeskiej produkcji, który łatwo rozpoznałem jako należący do mojej narzeczonej. Obok leżała torebka damska z butelką, zawierającą resztki chloroformu.
 
Przy tej smutnej okazji zawarłem znajomość z przystojnym milicjantem z Komendy Głównej. Blondwłosy, czarnooki major starał się rozwiać moje obawy. Pewnego razu przy kawie wyjaśnił taktownie, że pracownicy obcych wywiadów często stosują podobne tricki, aby wywieść w pole nie tylko milicję, ale również swoich bliskich. Zapewne oboje żyją dziś szczęśliwie w Monachium. Dało mi to wiele do myślenia. Na szczęście, parę dni wcześniej otrzymałem naglące wezwanie od Wilhelma Tella. Coś niezwykłego kroiło się w Szwajcarii Kaszubskiej. Co za ulga: tydzień spędzony wśród harcerzy do reszty wybije mi z głowy myśli o kobietach.

Raczej bezlitosny, ale w miarę uprzejmy. Od czasu, gdy cisnąłem w brata kielichem, wiele się zmieniło.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości