Blog
w sposób cudowny i przedziwny stworzony świat
Arkadiusz Robaczewski
Arkadiusz Robaczewski filozof, publicysta.
0 obserwujących 109 notek 72982 odsłony
Arkadiusz Robaczewski, 27 lipca 2012 r.

Polityczna prowokacja o diabolicznym charakterze


Jeśli ktoś nie dostrzega jeszcze, że jesteśmy w samym środku pola bitwy, to znaczy, że jego dusza żyje iluzją. Nie jest to żadna metafora, tylko nazwanie rzeczywistości po imieniu. Nie jest to bitwa, w której można sobie pozwolić na przegraną! Stawką bowiem jest nasze życie wieczne: szczęście i radość na wieki lub rozpacz, samotność i bezbrzeżny smutek – też na wieki, bez żadnej nadziei.

 

Bitwa toczy się dzień po dniu, w każdej godzinie i minucie następujących po sobie dni. Nasz przeciwnik – szatan – ma potężny oręż. Potężny, bo prawie niewidoczny i obezwładniający nas bez użycia siły, a często z naszym niemałym wkładem.

 

Bronią szatana, która nie służy mu do obrony, a do ataku są, na przykład, otwarte w niedziele podwoje hipermarketów i centrów handlowych. Wiele rodzin, po Mszy św. udaje się właśnie do nich. Czy w ten sposób chcą umożliwić działanie Chrystusa Eucharystycznego, którego być może przed chwilą przyjęli? Ułatwić sobie współpracę z Jego łaską?

 

Bronią szatana jest rezygnacja ze wspólnej rodzinnej modlitwy w domach – bo nie ma czasu, bo po całym dniu jest się zmęczonym, bo wystarczy, gdy każdy sam się pomodli. Szatan powstrzymuje nas też od modlitwy przed i po posiłku.

 

Bronią szatana są nasze piątkowe zabawy i brak uczczenia Męki Pańskiej w ten dzień.

 

Bronią szatana jest włączony w domach telewizor i nawet niewinne z pozoru programy seriale, które są pochwałą życia miałkiego, „jakby Bóg nie istniał”. Wprowadzają one w życie duchowe lenistwo i oziębłość.

 

Bronią szatana jest nasza bojaźń walki w przestrzeni publicznej, nasza cicha choćby zgoda na publiczne bluźnierstwa, coraz częściej i coraz śmielej dokonywane. Bronią szatana są nasze spuszczone oczy i tchórzliwa ucieczka w domowe zacisze i tłumaczenie, że „każdy ma prawo”.

 

Bronią szatana jest nasza obawa przed ludzkim osądem, przed narażeniem się na śmieszność, niezrozumienie.

 

Dziś katolicyzm jest rzeczywiście rozbrojony. Nie ma już Kościoła walczącego, jest Kościół pielgrzymujący. Tylko że owi „pielgrzymi” przypominają często tchórzliwa tłuszczę patałachów, która tak naprawdę nie wierzy ani w wielkość ani w moc Swego Boga, a cześć Maryi uważa za niewartą czynnej obrony.

 

Gdzież tym pielgrzymom do Kaprala z III części Dziadów:

 

Otoż - więc z rozkazem
Brata Pana jechałem w miasteczko Lamego -
Jak dziś pamiętam - więc tam byli Francuziska:
Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska -
Nuż beczeć; - każdy Francuz, jak podpije, beczy.
Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy,
Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste!
Aż był wstyd mnie młodemu. - Z rozpusty w rozpustę,
Dalej bredzić na świętych; - otoż z większych w większe>
Grzechy laząc, nuż bluźnić na Pannę Najświętszę -
A trzeba wiedzieć, że mam patent sodalisa
I z powinności bronię Maryi imienia -
Więc ja im perswadować: - Stulcie pysk, do bisa!
Więc umilkli, nie chcąc mieć ze mną do czynienia.(...)
Ale no Pan posłuchaj, co się stąd wyświęci.
Po zwadzie poszliśmy spać, wszyscy dobrze cięci -
Aż w nocy trąbią na koń - zaczną obóz trwożyć -
Francuzi nuż da czapek, i nie mogą włożyć: -
Bo nie było na co wdziać, - bo każdego główka
Była ślicznie odcięta nożem jak makówka.
Szelma gospodarz porznął jak kury w folwarku;
Patrzę, więc moja głowa została na karku?
W czapce kartka łacińska, pismo nie wiem czyje:
"Vivat Polonus, unus defensor Mariae".
Otoż widzisz Pan, że ja tym imieniem żyję.

 

Jestem po telefonicznej rozmowie na temat koncertu „madonny”, piosenkarki, która ma wystąpić 1 VIII na stadionie w Warszawie. Rozmówca mnie przekonywał, że data i godzina koncertu oraz rocznica rozpoczęcia powstaniowej hekatomby to zwykły przypadek, a ludzie nie muszą świętować smutnych rocznic, mają prawo się bawić. Jeśli ktoś nie chce – na koncert iść nie musi. Jeśli ktoś chce – może uczcić powstańców, a potem pójść na koncert. Zresztą – perorował mój rozmówca - „madonna” jest dobrze wychowana i z pewnością sama się odniesie do tak ważnej rocznicy.

Słuchałem rozmówcy, a jednocześnie myślałem, że coraz trudniej o ratunek, bo ta gładka mowa w ogóle nie dotyka istoty problemu, jest przewrotną sofistyką, która zaczadza, rozbraja do reszty, pozbawia własnego sądu.

Nie przekonał mnie: data i miejsce koncertu, cała antykulturowa droga aktorki, a także jej prowokacyjny pseudonim wpisane są w plan przesuwania progu moralnej, historycznej, narodowej wrażliwości. Także na wywołanie konfliktu społecznego, w którym ci, którzy mają do dyspozycji zdecydowanie dominujące media będą przedstawiać zwolenników zgody na koncert jako światłych, wychylonych ku przeszłości, wyzwolonych z krepujących stereotypów. Przeciwstawią im obskurancką tłuszczę, która łatwo się obraża, rozpamiętuje narodowe klęski, jest pogrążona w moherowej pobożności,a niewinne zachowania uznanej na świecie artystki, traktuje jako wymierzone we własne świętości.

Spodziewam się takiego przekazu. Tyle, że ta "artystka" naprawdę drwi sobie nie tyle z religijnych uczuć, ale przede wszystkim bluźni Bogu, szydzi z Maryi, demonstracyjnie ukazuje swa pogardę do Krzyża, na którym za nią Chrystus dokonał Swej Męki. Prawdą też jest, że ma wystąpić w rocznicę dnia, gdy ówcześni rówieśnicy tych, którzy wybierają się na koncert, oddawali swe życie za dobro, które nie tylko uznali, ale które rzeczywiście jest większe od jednostkowego życia - za trwanie narodu i Ojczyznę. Przypominanie pokoleniu dzisiejszej młodzieży, że takie dobra istnieją i nie można ich rugować poza horyzont spraw ważnych - nie opłaca się dostawcom towarów na rynek idei i konsumpcji. Społeczność, która widzi dobra rzeczywiście ją transcendujące nie poddaje się łatwo manipulacji, jest nieobliczalna w swych wyborach. Niech zatem nikt nie pamięta. Pokażmy, że tamto pokolenie ginących w powstaniu już się nie liczy. Liczy się tylko dziś. A dziś najważniejszy jest spokój i zabawa. Niech protestują ciemniaki i katole.

Pewnie tak będzie. Nawet ci protestujący, te ciemniaki i katole, nie będą mieli wsparcia od swych pasterzy. Zabierze głos grupa księży. Odezwie się kilku biskupów, tych, którzy praktykują ewangeliczny radykalizm i poważnie traktują swoja odpowiedzialność za zbawienie dusz. A przecież ci protestujący chcieliby mieć wsparcie swoich pasterzy, chcieliby usłyszeć wyraźny, mocny, odważny głos Pasterza Stolicy czy Prymasa! Taki głos wzmacnia wiarę, uzdalnia do walki! Taki głos jest obowiązkiem pasterzy, który przyjęli na siebie w dniu kapłańskich czy biskupich święceń.
Jeszcze nie wszystko stracone. Jest modlitewna krucjata w tej intencji, jest niewidzialna, a żywa i intensywna więź między walczącymi przed blisko siedemdziesięciu laty a tymi, którzy dziś, w innych warunkach ale w tej sprawie podejmują walkę. Wierzymy w świętych obcowanie!


 

Zaprojektowany koncert piosenkarki jest przede wszystkim bluźnierstwem, ale jest też polityczną prowokacją o wyraźnie diabolicznym charakterze. Walka jest śmiertelna! To jedna z bitew walki, w której stawką jest życie wieczne.


 

Arkadiusz Robaczewski

 

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

arob@hot.pl

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @deda Ooo, to wspaniale! Wielkie dzięki i cześć dla takiego Kapłana...
  • @breakwater Tyle,że wspomnianie radio swieckie służy deewangelizcji z definicji. Radio Maryja...
  • Zdecydowanie bronię Pana Senatora! Pan Senator z cała pewnością jest przeciw tzw. aborcji i...

Tematy w dziale