Społeczeństwo Armenii – kraju, który z przyczyn obiektywnych znalazł się w rosyjskiej strefie wpływów – w coraz bardziej potrzebuje wsparcia Zachodu. Mimo to że Armenia wraz z pięcioma krajami poradzieckimi jest objęta programem Partnerstwa Wschodniego, stosunek Europy Zachodniej do niej jest niemal obojętny.
Demokracja w Armenii a Zachód
Po wyborach prezydenckich w 2008 roku, kiedy opozycja pod przewodnictwem Lewona Ter-Petrosjana, który oficjalnie przegrał wybory, przez 10 dni pikietowała na głównym placu w Erewaniu, spora część społeczeństwa Armenii naprawdę czekała na ostrą reakcję Zachodu. Niedoczekali się. Ter-Petrosjan powiedział wprost, że jest rozczarowany zachowaniem krajów zachodnich, którzy otwarcie nie poparli demokratyczne aspiracje Armenii. Za rok, w 2009 Ter-Petrosjan powtórzył krytykę pod adresem Zachodu. Mówił, że zachodnie obserwatorzy na wyborach w Armenii specjalnie nie zauważają naruszeń oraz fałszerstw wyborczych.
Przedstawiciele Rady Europy, czy Parlamentu Europejskiego bardzo rzadko składali oświadczenia o poparciu ruchu demokratycznego, nie wzywali zdecydowanie do natychmiastowego uwolnienia więźniów politycznych oraz dziennikarzy opozycyjnych. To, że w Armenii rządzi nie polityk typu Aleksandra Łukaszenki nie oznacza, że ten kraj ma mniej problemów w dziedzinie wolności słowa, czy praw człowieka.
Represję są kontynuowane
W historii niepodległej Armenii istniało wiele przypadków, kiedy władze czy policja, lub nawet przedstawiciele samorządów przeszkadzali dziennikarzom w wykonywaniu swojego zawodu. Zamykano dzienniki, składano pozwy przeciwko gazetom opozycyjnym z obowiązkiem wypłaty wysokiej grzywny. Najczęściej przemoc stosowano przeciwko pracownikom dziennika „Haykakam Zhamanak” (Czas Ormiański). Pozew na gazetę złożyła rodzina byłego prezydenta Roberta Kocharyana. Dziennikarkę, Lusine Barseghyan pobito kilka razy, redaktor naczelny gazety, Nikol Pashinyan został skazany za uczestniczenie w „masowych zamieszkach” w Erewaniu po wyborach prezydenckich w 2008 roku.
Nieoczekiwanie, 3 lutego 2012 roku został zatrzymany i aresztowany redaktor „Haykakan Zhamanak” Hayk Gevorgyan. Jak podaje policja miał on 13 stycznia rozjechać przechodnia i uciec z miejsca wypadku. Policjanci mówią, że samochód Gevorgyana poszukiwano przez kilkanaście dni mimo to, że jeździł on tym samochodem do pracy i na konferencje prasowe i pokazywał się w miejscach publicznych.
Sfabrykowana sprawa
Redaktor naczelny „Haykakan Zhamanak”, Nikol Pashinyan jest przekonany, że wypadek ten sfałszowany na zlecenie kierownictwa Policji, szczególnie jej naczelnika, Władzimira Gasparyana. Hayk Gevorgyan miał opublikować szereg artykułów, demaskujących brak szanowania przez Gasparyana ustawodawstwa Armenii. Przy jednym z artykułów umieścił zdjęcie na którym widać, że naczelnik policji na przedniej szybie samochodu nie ma nalepki ubezpieczeniowej. Właściciel pojazdu powinien umieścić nalepkę ubezpieczeniową w prawym dolnym rogu przedniej szyby. Za brak tej nalepki grozi kara. Żaden z dziennikarzy w Armenii nie wierzy, że Hayk Gevorgyan mógłby potrącić przechodnia i tym bardziej pozostawić uszkodzonego przez siebie człowieka bez pomocy.
Potrzebny jest głos Europy
Minęło kilka dni od aresztowania dziennikarza, ale żadna instytucja zachodnia nie podniosła głosu w obronie opozycyjnego dziennikarza. Gdyby taka sytuacja miała miejsce np. na Białorusi, politycy zachodnie natychmiast by zareagowali. Może Armenia jest za daleko od Europy? Jak dotąd, oburzenie wyrażają miejscowe organizacje i armeńskie filia międzynarodowych organizacji.
Sprawa trafi do sądu
Nie wiadomo czy sprawa już skierowana do prokuratury, ale z pewnością można powiedzieć że trafi do sądu. Niespodziewanie 4 lutego na posiedzeniu Rady kobiet rządzącej Republikańskiej Partii Armenii (RPA) przewodnicząca rady Hermine Naghdalyan podkreśliła, że prezydent Armenii Serż Sargsyan nie będzie wyrażał opinii w sprawie „aresztowania dziennikarza przed decyzją sądu”. Prezydent jest przekonany, że sprawa trafi do sądy, że organy ścigania mają wystarczająco dowodów by ją udokumentować.
artykul ukazal sie na strinie http://eastbook.eu


Komentarze
Pokaż komentarze (17)