http://lewica24.pl/swiat/564-butyan-opzycja-protestuje-ale-jest-zadowolona.html
Opozycyjny blok Armeński Kongres Narodowy zorganizował kilka dni po wyborach wiec, w którym podważył wyniki wyborów (w których udało mu się przekoczyć wysoki próg wyborczy 7%). Przywódca Kongresu, były prezydent Lewon Ter-Petrosjan, zapowiedział skargę do Trybunału Konstytucyjnego.
Zdaniem przedstawicieli Kongresu wybory nie były ważne, gdyż wzięło w nich udział więcej osób niż faktycznie mieszka w kraju.
Liczba wyborców w Armenii przed każdymi wyborami rodzi wiele pytań. Przedstawiciele opozycji i dziennikarzy, ponieważ za każdym razem liczba wyborców rośnie mimo że od kilku lat w Armenii zwiększa się ujemne saldo migracji.
Prawo głosu w wyborach parlamentarnych 6 maja miało 2 482 739 wyborców. W wyborach parlamentarnych w 2007 r. prawo głosowania miało 2 317 810 wyborców. A listy wyborców z 2008 r. (wybory prezydenckie) zawierały nazwiska 2 328 020 osób. Oficjalne statystyki podają, że w Armenii w 2009 r. mieszkało 3 238 900 osób, a według spisu powszechnego z 2011 r. stale w Armenii mieszka 2,85 miliona mieszkańców.
By odpowiedzieć na pytanie, czy opozycja ma racje, kwestionując liczbę wyborców (według opozycji liczba wyborców była zawyżona o 500-700 tysięcy nazwisk), trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jedną, najważniejszą kwestię – obywatele Armenii będący za granicą nie mają prawa głosować. Ta zasada obowiązuje po zmianie Konstytucji i wprowadzeniu podwójnego obywatelstwa w 2005 r.
Setki tysięcy Ormian pracują za granicą, by utrzymać swoje rodziny. Trudno wyobrazić sobie, że będą wracać do kraju, by wziąć udział w głosowaniu. Jednocześnie nieobecni w kraju ludzie są nadal zameldowani w swoich mieszkaniach, więc są na liście wyborców.
Niestety Trybunał Konstytucyjny Armenii nie zgodził się, by po wyborach publikowane były listy wyborców, nie ma więc możliwości sprawdzenia, czy ktoś zagłosował zamiast nieobecnego obywatela czy nie. W związku z tym nie ma żadnych dowodów ma to, że opozycja nie ma racji.
Z góry jednak można powiedzieć, że Trybunał Konstytucyjny nie podzieli wątpliwości opozycji, czyli nie będzie unieważnienia wyników wyborów. Po każdych wyborach w Armenii opozycja kwestionuje wyniki, a decyzje Trybunału za każdym razem brzmią prawie tak samo, zgodnie z linią: „miały miejsce nieprawidłowości, jednak nie miały one wpływu na wyniki”.
Jeżeli po prezydenckich wyborach w 2008 r. Lewonowi Ter-Petrosianowi nie udało się osiągnąć unieważnienia, to tym razem na pewno również się nie uda. W 2008 r. opozycja była zjednoczona. Powstały 1 sierpnia 2008 r. Armeński Kongres Narodowy, w którego skład wchodzi 18 partii, organizacje pozarządowe oraz działacze opozycji, nie mówi jednym głosem. Jedni uważają, że wynik wyborów opiera się na manipulacjach, więc trzeba zrezygnować z mandatów poselskich, inni twierdzą, że trzeba walczyć z władzą i parlament daje większe możliwości do tej walki.
Jedno można stwierdzić na pewno - kierownictwo Kongresu jest w gruncie rzeczy zadowolone z wyników wyborów. W przeciwnym razie Kongres zwoływałby demonstracje codziennie, jak to miało miejsce w 2008 r. Wiec w dniu 8 maja był krótki. Ludzi było mało. Daje powody do stwierdzenia, ze dalsze działania opozycji będą pozorne. Zaistniała sytuacja stwarza wrażenie, jakby opozycja nie chciała podgrzewać sporu przed wyborami prezydenckimi w 2013 r., w których jednak, jak się wydaje, Ter-Petrosjan już nie będzie kandydował.
Żadnych demonstracji nie zwołały inne partie, które weszły do parlamentu, ale z bardzo niskim wynikiem. Nie można jednak wykluczyć, że latem zwiększy się aktywność polityczna - przecież w lutym 2013 roku odbędą się wybory prezydenckie. Z tego powodu zakończenie wyborów parlamentarnych można uznać za początek kolejnej kampanii wyborczej...


Komentarze
Pokaż komentarze