Każdy, no może prawie każdy kierowca padł ofiarą „misiów z suszarką”, czyli radaru. Ustawi się nasza władza drogowa na chlebowym odcinku szosy i „portfele kierowców wysychają aż miło”. Kierowcy też mają w broń obronną, a to instalują antyratady (nie wolno), a to Radio CB (wolno) mrugają sobie światełkami że na drodze stoi przeszkoda terenowa.
Czwarta nad ranem – pusta droga – pięćset metrowy odcinek z białymi tablicami za krzakiem stoją ukryci: „No gdzie to się pan tak spieszy teren zabudowany trzysta się należy. Wolniej trochę wolniej”, a miałem na liczniku nieco ponad 80. Gdzie byli ci policjanci gdy na warszawskich ulicach osiągano prędkości godne toru Formuły I, chodzi o wypadek znanego dziennikarza sportowego.
Mam propozycję protestu, aby naszą władzę kochaną zmusić do budowy dróg obwodnic, autostrad, a nie tylko omawiać te sprawy na posiedzeniach rządu. Jeden tydzień w roku zacznijmy jeździć przepisowo. Pięćdziesiąt w terenie zabudowanym, przestrzegajmy znaki ograniczające prędkość. Efekt chyba nie jest trudny do przewidzenia. Zakorkujemy Polskę totalnie. Zacznijmy poruszać się w dużych miastach zgodnie z przepisami ustanowionymi przez (p)osłów 50 kilometrów na godzinę.
Gdyby od 1989 roku budowano tylko 200 km autostrad rocznie mielibyśmy ich obecnie ponad cztery tysiące kilometrów. Przy średniej odległości od granicy do granicy nie przekraczającej 800 km mielibyśmy pięć pasów autostradowych łączących północ południe, wschód zachód, i po przekątnej. Dlaczego ich nie budujemy? Eksperci którzy zasiadają i doradzają piszą plany prognozy. Co roku ilość kilometrów jest odwrotnie proporcjonalna do zaangażowania rządu! Wydaje mi się że na autostradach ktoś musi stracić duże pieniądze i dlatego program ich budowy jest sabotowany.
Według mnie to stracą na tym: stacje benzynowe, hotele zajazdy – ruch na drogach krajowych zmniejszy się (bo będzie musiał). Przydrożne karczmy zaczną świecić pustkami. Na niemieckich autostradach stacje benzynowe są co 50 km, na polskich drogach co 5 km , albo częściej.
Policjanci bo ruch dalekobieżny wyjedzie z „chlebowych dróg” na autostrady i nie będzie komu wlepiać tylu mandatów. Właściciele powierzchni reklamowych ustawionych przy drogach. Warsztaty samochodowe, bo ilość wypadków i stłuczek się zmniejszy.
Może to i spiskowa teoria dziejów, ale jakaś przyczyna tego kompletnego braku budowy autostrad i dróg szybkiego ruchu musi być. Tak na koniec mam pytanie: może ktoś udzieli mi odpowiedzi dlaczego na autostradzie A-4 pomiędzy pomiędzy Katowicami, a Wrocławiem nie ma żadnej stacji benzynowej. Chcąc zatankować należy zjechać kilka kilometrów. Miejsca na A-4 są, a od kilku lat nie ma tam żadnej stacji.
Jeden tydzień w roku jeździmy "nienormalnie czyli zgodnie z przepisami" ja proponuję pierwszy tydzień września.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)