Artur Bazak Artur Bazak
112
BLOG

"Dziennik" - lewica czy sekta

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 27

Robert Krasowski, redaktor naczelny "Dziennika", napisał swój pierwszy naprawdę obszerny artykuł w kierowanej przez siebie gazecie. Co go do tego sprowokowało? Ano "janseniści" z reżymowej i klerykalnej "Rzeczpospolitej", którzy śmieli zwrócić uwagę na to, że gazeta Axel Springera obsuwa się coraz bardziej w lewo. Pragnąc przejąć rząd dusz, próbuje zająć miejsce po "GW" i rozsądzać co jest właściwe i niewłaściwe, dobre i złe, demokratyczne i niedemokratyczne, służące pokojowi społecznemu i go rozbijające. Krasowski powiedział basta i wysmażył ideologiczny manifest.

Jednym słowem z gazety, która na początku swojego istnienia miała ambicje "moderatora najważniejszych dyskusji w kraju" stał się "Dziennik" rzecznikiem bardzo wyrazistego - choć ciągle skrywanego za, z pozoru neutralnymi, pojęciami - lewicowo-liberalnego projektu modernizacyjnego. Robi to z większym wdziękiem i ucząc się na błędach wielkiego poprzednika, czyli "Gazety Wyborczej". Ale Krasowskiemu i Michalskiemu- intelektualnym kapłanom gazety Springera - coraz trudniej ukryć swoje opiniotwórcze ambicje, wywołane nudą ideowe fascynacje oraz środowiskowe niechęci i resentymenty.

Krasowskiego oburzyły artykuły Marcina Dominika Zdorta i Tomasza Terlikowskiego, w których - mocno rzecz upraszczając - publicyści "Rzeczpospolitej" zarzucali m.in "Dziennikowi" wyraźne opowiadanie się w najwiekszych sporach światopoglądowych ostatnich miesięcy (aborcja, eutanazja) po stronie lewicy. Ponadto Terlikowski skrytykował gazetę za wykorzystywanie wizerunku Jana Pawła II do zbijania kapitału (dodatki o papieżu), z pominięciem jego nauk, które nie pasowały do linii "Dziennika". Krasowski uznał to za przejaw myślenia absolutystycznego - wszystko albo nic - które ma prawo istnieć w zakrystii, ale nie w życiu publicznym.

Sądzę, że naczelny "Dziennika" ma problem analogiczny do rektora prywatnej uczelni, która ma ambicje do stworzenia polskiego odpowiednika Oxfordu, ale musi brać pod uwagę, że finansują ją w dużej mierze studenci. Dlatego z jednej strony, odwołuje się do wartości wyższych, wielkich autorytetów, które to marzenie mają pomóc przyblizyć, ale z drugiej, na co dzień, jest często zbieraniną ludzi przypadkowych, bez wyrazu, którzy mają kasę na to, aby się tam znaleźć. Krótko mówiąc ich obecnośc jest warunkiem koniecznym realizacji marzenia o Oxfordzie. Polski Oxford nie powstanie w wyniku aktu woli jego rektora, jakośc przyjmowanych studentów to cena, jaką za to marzenie trzeba zapłacić. "Dziennik" nie będzie czołową gazetą w kraju bez insertów o papieżu, które pozwalają przyciągnąć prawie 200 tyś. czytelników. I dlatego rektor będzie z dumą opowiadał o swojej uczelni, choć zna jej codzienne problemy, a naczelny "Dziennika" będzie bronił swojego prawa do "kremówkizacji" Jana Pawła II, jako wyrazu szacunku do jego osoby. Szacunku niezaangażowanego, "nieuległego", "bez udawanej pokory". Tak, jak to czyni - jego zdaniem - "Rzepa". Przecież nie przyzna, że wedle badań tylko taki sformatowany papież jest do przyjęcia dla czytelników.

Spór polityczny o konstytucyjne wzmocnienie ochrony życia poczętego i postawa Marka Jurka jest dla Krasowskiego pretekstem do wygłoszenia "Dziennikowego" credo metapolitycznego. Jego treść brzmi: W życiu politycznym Polski jest za dużo wartości absolutnych. Po pierwsze, naruszają autonomię sfery polityki, wprowadzając "w jej obszar racje religijne, w dodatku jako wobec polityki nadrzędne i niepodlegające negocjowaniu." Po drugie, niszczą politykę. "Jeśli ktoś potrzebował dowodu, jak niszczące dla polityki są nienegocjowalne pryncypia, dostał go niemal natychmiast. Pierwsze od wielu lat pojawienie się wartości absolutnej na prawicy w ciągu kilku tygodni wywołało w niej rozłam" - przekonuje Krasowski. Po trzecie, wreszcie, wartości absolutne w polityce to zabieg obciążony chroniczną nieskutecznością. Zamiast doprowadzac do obrony życia poczętego, rozbijają partię, która stara się do tego doprowadzić. Wcześniej o tym destrukcyjnym spotkaniu prawicy z Bogiem pisał w "Dzienniku" Cezary Michalski.

Wartości absolutne nie są absolutnie mile widzane w sferze publicznej. Inaczej ci, którze je głoszą stają się automatycznie rzecznikami "totalnej ideologii gwarantowanej przez państwowy monopol".

"Początek lat 90. to był okres, kiedy polska prawica definiowała się w odniesieniu do Boga. Pozbawiona politycznych tożsamości, wyrwana z ciągłości rozwoju, oderwana od swoich najważniejszych tradycji – konserwatywnej, liberalnej, narodowej – które były jak najbardziej świeckie, uwikłana w ostry spór z lewicą i przeżywająca boleśnie niedawny rozpad "solidarnościowej wspólnoty", uciekła na pozycje konfesyjne. Nie wiedząc na czym polega polityka, w religii szukała bezpośredniej pomocy. Ewangelia miała być jej programem, a Kościół organizacyjną podstawą. Skończyło się tym, że najbardziej religijny naród w Europie na wiele lat przegonił prawicę od władzy, bo się jej wystraszył. Bo nawet żarliwi katolicy chcą być posłuszni Bogu na mocy własnych decyzji, a nie państwowych zaleceń."- pisze Krasowski.

Zgadzam się z jego diagnozą przebiegu i skutków tamtych sporów. Ale stosowanie jej do dzisiejszych sporów wydaje mi się ahistoryczne. Krasowski zdaje się nie zauważać, że zmienił się znacznie kontekst społeczno-polityczny i ideologiczny. I to także jest jego zasługą, że Slavoj Żiżek i środowiska nowej lewicy, które rozpoczęły długofalowy marsz po władzę dostały błogosławieństwo naczelnego "Dziennika", gdzie traktuje się ich z nadzwyczajną atencją i nieukrywaną fascynacją. W tym sensie obrona neutralnego, autonomicznego od wszelkich ingerencji religijnych i wartości absolutnych życia publicznego i politycznego jest anachronizmem. W każdym razie Krasowski broni ładu, który - pośrednio własnymi decyzjami i udzielanymi takim a nie innym grupom i środowiskom bezcennemu wsparciu - niszczy już dzisiaj. Jestw  tym i cynizm i obłuda. Niestety.

"Czy katolicyzm jest dzisiaj w Polsce w podziemiu? Czy jest opresjonowany przez spójną koalicję ateistycznej władzy i mediów?"- pyta naczelny "Dziennika". I odpowiada, że katolicyzm w Polsce to dzisiaj siła i monopol na wychowanie, moralnośc publiczną i prywatną. To matura z religii, szacunek dla wartości katolickich, restrykcyjna ustawa antyaborcyjna. Jeśli publicystom "Rzepy" za mało - mówi Krasowski - to znaczy, że chcą państwa wyznaniowego. Szkodzą Kościołowi, pokojowi społecznemu, zachowując sie jak "durnie" i "awanturnicy". Autorzy "Rzepy" nie widzą, że Kościółw w Polsce dzierży rząd dusz. Krasowki chyba sam nie wierzy w to co pisze.

"To już nie jest ani polityka, ani nawet polityka katolicka. To już czysto wewnątrzreligijny spór. Dzisiejsza "Rzeczpospolita" toczy sekciarską wojnę z większością współczesnego Kościoła." Dowodem na to jest przesadna uwaga przykładana do tradycyjnej mszy św., "gorąca wiara" i mocne wyraziste przekonania.

"Cechuje ich nie tyle fanatyzm - pisze o publicystach "Rzepy" Krasowski -  co raczej skłonność do heroizacji własnego istnienia, silna potrzeba wzięcia na swoje ramiona jakiegoś wielkiego ciężaru. Kiedy ich równieśnicy wyrastają z marzeń o tym, by zostać wielkim rycerzem albo bohaterskim strażakiem, oni dopiero się rozkręcają. Zbawienie siebie, pomoc bliźniemu, to dla nich zbyt mało. Oni chcą uratować miliony istnień przed potępieniem, przed zgnuśnieniem w śmiertelnym grzechu życia codziennego. Oni łakną czynów wielkich, które można dostrzec z kosmosu. Choć przed światem grają pokorę, rządzi nimi pycha. Rozmach ich ambicji robi wrażenie. Śmieszności." Interesujące, że nie śmieszy Krasowskiego rozmach ambicji nowej lewicy, ich pomysy na rozwiązanie dręczących Polskę sporów światopoglądowych. To bardzo zastanawiające.

Pisze Krasowski: "My nie walczymy o rząd dusz, ani na prawicy, ani gdzie indziej. Owszem mamy swoje sympatie ideowe, nie ukrywamy ich, ale nie mamy misji potępiania tych, których nie zdołamy przekonać. Poza tym, zanim zaczniemy nawoływać do zmiany świata, chcielibyśmy go nieco lepiej poznać. Dlatego prezentujemy różne stanowiska, zachęcamy, wręcz zmuszamy ich reprezentantów do tego, żeby spierali się na naszych łamach." Kto nie wierzy, niech dokładnie przeczyta komentowane artykuły Krasowskiego, Michalskiego. Niech przejrzy numery "Europy" z ostatnich miesięcy. Istny pluralizm...po lewej stronie dyskursu.



 

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka