Każdy, kto grał w strategie czasu rzeczywistego (RTS) wie jak bardzo jest to wycieńczające zajęcie. Nie można wręcz odejść od komputera, bo o 3am, może się przydarzyć katastrofa. Politycy coraz bardziej przypominają takich zaangażowanych graczy. Co dzień nowe wyzwanie, akcja i reakcja.
Każde zdarzenie "zasługuje" na polityczną reakcję, wystarczy przypomnieć nocne konferencje PO i SLD, po wieczornych "taśmach Beger" w TVN. Czerwony pasek na TVP3 grzmiał i zmieniał się co kilka minut. Druga strona nie była dłużna, gdy tygodnik Wprost opublikował zwierzenia "taśmy Guzowatego".
A każdy dzień przynosi możliwości walki politycznej, i nie ważne na którym froncie, organizacja EURO2012 jest dobra, konferencja z zatrzymania podejrzanego o korupcję także lub najświeższe zagranie lustracją w Parlamencie Europejskim.
Nawet śmierć byłej pani minister nie została "zmarnowana", podczas gdy gracze wykorzystywali ją do własnych celów, jeden dzień pracy Sejmu przepadł.
Nie twierdzę, że należało przejść nad takim wydarzeniem do porządku dziennego, takie zachowanie nie byłoby naganne, gdyby nie to, że te gry trwają bez przerwy. Gra toczy się nie tylko zespołowo o możliwość realizowania swego programu, równie energicznie rozwija się w kategorii indywidualnie i to czasem pomiędzy członkami tego samego sojuszu (wyrażenie z gier RTS), a celem jest wyrobienie nazwiska, a co za tym idzie pewna reelekcja, że nie wspomnę nazwiska posła, który promuje ostatnio T-Shirt'y.
I tylko określenie "służba publiczna" dudni jak pusta beczka tocząca się z urwiska.



Komentarze
Pokaż komentarze