Jacek Sasin w wywiadzie udzielonym wyjawia na światło dzienne niejasne i dwuznaczne okoliczności co do stylu i sposobu przejęcia władzy przez Komorowskiego w pałacu prezydenckim.
Po przeczytaniu tego wywiadu przestałem się dziwić stylowi kampanii prezydenckiej tego kandydata. Jedno jest pewne: on dąży do celu po trupach i pomiając wszelkie zasady przyzwoitości i kultury politycznej.
Incydent z zatrzymaniem Sasina, chcącego lecieć do POlski na kilka godzin i zapuszkowaniu go w JAKu 40, rodzi wątpliwości czy to aby nie współpraca Rosjan przy skutecznym przejęciu władzy w Polsce.
""Od czego zaczęli pracę ludzie marszałka Bronisława Komorowskiego? Kiedy pan się dowiedział o powołaniu p.o. szefa kancelarii Jacka Michałowskiego? Dowiedziałem się
o tym praktycznie od razu po katastrofie, czyli 10 kwietnia. Jeszcze w Smoleńsku koledzy z kancelarii, którzy byli w Warszawie, poinformowali mnie telefonicznie, że zostali zaproszeni na spotkanie z Bronisławem Komorowskim. Marszałek powiedział na nim, iż postanowił powołać nowego szefa kancelarii w miejsce Władysława Stasiaka, który – jak można było domniemywać, ale jeszcze nie stwierdzić, nie było przecież nawet identyfikacji zwłok – zginął w katastrofie. Uwaga ministra Łopińskiego, że przecież żyje zastępca szefa kancelarii, czyli ja, została pominięta milczeniem. 10 kwietnia wieczorem zostałem zaproszony na spotkanie specjalnego zespołu, który pod wodzą ministra Michała Boniego miał opanować sytuację po katastrofie. Był tam m.in. Jacek Michałowski, który został mi przedstawiony jako szef Kancelarii Prezydenta.Następnego dnia w gabinecie ministra Stasiaka marszałek Komorowski wręczył oficjalnie nominację Jackowi Michałowskiemu. Potem, kiedy zrobił się szum wokół tej sprawy, a dziennikarze zaczęli wskazywać na pewną niestosowność tego pośpiechu, w mediach pojawiła się informacja pochodząca od marszałka Komorowskiego, że Jacek Michałowski został powołany, bo marszałek był przekonany, że w katastrofie pod Smoleńskiem obok ministra Stasiaka zginąłem również ja. Gdyby nie tragiczność tej całej sytuacji, uznałbym, że to żart, bo przecież marszałek Komorowski doskonale wiedział, że żyję – chociażby od ministra Łopińskiego, który rozmawiał ze mną, gdy byłem jeszcze w Smoleńsku – a sam fakt wręczenia ministrowi Michałowskiemu nominacji odbywał się w mojej obecności.
i jeszcze tu:
W którymś momencie stwierdziłem, że nie przydam się już dłużej na miejscu katastrofy i podjąłem decyzję o powrocie do Warszawy. Spytałem ambasadora Jerzego Bahra, jak mógłbym najszybciej wrócić do Polski. Ambasador zaproponował mi powrót samolotem rejsowym przez Moskwę, ale w tym momencie ktoś podpowiedział mi, że przecież stoi na lotnisku jak, który przyleciał rano z dziennikarzami. Wydało mi się to dobrym rozwiązaniem, bo pogoda zrobiła się doskonała, skontaktowałem się więc z pilotami jaka, którzy stwierdzili, że w zasadzie w ciągu pół godziny będą gotowi do lotu. Kiedy wszedłem do samolotu i usiedliśmy, zaczęliśmy oczekiwać na pozwolenie na start. W pewnym momencie pilot wyszedł i powiedział, że poinformowano go, iż start jest niemożliwy, gdyż wieża lotów nie jest obsadzona, a kontrolerzy są przesłuchiwani. Przyjąłem to do wiadomości, choć moje zdziwienie wzbudził fakt, że w tym czasie na lotnisku lądowały inne samoloty. To oczekiwanie trwało mniej więcej trzy godziny; w tym czasie dostałem informację, że nawet nie mogę wyjść z samolotu, bo według Rosjan wchodząc do maszyny, przekroczyłem już granicę.
Komorowski i ten/Ci co za nim stoją, są bezględni i nie cofną się - zdaje się - przed niczym, co stanie na drodze do objęcia pełnej władzy prezydenckiej w Polsce. Odgrywają swoją rolę od momentu wydarzenia katastrofy bezględnie, programowo i bez skrupołów.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)