10 obserwujących
211 notek
116k odsłon
411 odsłon

PIS na krawędzi czarnej d...dziury

Wykop Skomentuj9

o historii, która nigdy nikogo niczego - nie nauczyła


I to się, proszę Państwa nazywa:: nie mieć z kim przegrać. Pan Kaczyński i spółka tak byli pewni wygrania pełni władzy i zielonego światła dla budowy Republiki Przyjaciół POLIN – że jedynie zabezpieczali się jak mogli przed Konfederacją. Tak bardzo się zabezpieczali, łamiąc przy tym prawo i obyczaje, że po pierwsze zwrócili na Konfederację uwagę – na tyle, że nie pomógł hejt, przemilczanie nawet w sondażach, nie mówiąc już o udziale w debatach – a nawet, o czym coraz głośniej, cuda nad niektórymi urnami – że Konfederaci weszli do Sejmu i niewykluczone, że nie pójdą na układy, mogą nie brać jeńców.

 

Mało, że konfederacja weszła, to pompowana przez PIS jako alernatywa do Platformy, Lewica również, a nawet bardziej zaistniała na powrót na scenie politycznej – ale nie ma co tu liczyć na jej wdzięczność. Na pewno będzie w ostrej kontrze do PISu. Podobnie jak najpewniej PSL z peeselowcem Kukizem (Kukiz? Aaa, to ten z peezelu?). Więc powstał front oporu w sejmie, a większość mikra.

 

Jakby tego było mało, przerżnięta została bitwa o Senat – co prawda trwają już prace nad ukałużeniem co poniektórych senatorów, ale wobec narastającej z różnych, często zresztą wykluczających się, przyczyn, niechęci do PISu i jakichkolwiek z nim komityw, widoki na to są marne. Jako przykład sprzeczności sumujących się w ostatecznym rozrachunku można wskazać kwestię relacji pisowsko-żydowskich: jedni zarzucają PISowi antysemityzm czasem łączony z rasizmem i faszyzmem – inni zaś, ci trzeźwiejsi na rozumie – zarzucają skrajny, nieprzytomny, mający wręcz cechy wskazujące na działalność agenturalną ocierającą się o zdradę dyplomatyczną, a może wprost zdradę – służalczy filosemityzm, do tego połączony z analogicznym stosunkiem do USA. Ale w kategorii zdolności koalicyjnej czy choćby do chwilowych sojuszy, te sprzeczne nurty się sumują. Więc mikreńka większość jest, ale nic więcej.

 

Jakby jeszcze i tego było mało, pojawił się ferment w Platformie, efekt przegranych wyraźnie i bezdyskusyjnie wyborów. A ubocznym skutkiem tego fermentu jest poszukiwanie tam kandydata na prezydenta, mogącego skutecznie zmierzyć się z ob. Dudą – cośmy go sobie nieopatrznie wybrali jakiś czas temu. Biorąc zaś pod uwagę, że poza jedynie całkowicie niewładnymi umysłowo zaślepionymi PISowcami, akcje pana Dudy lecą na łeb na szyję – i nie pomagają ani zdjęcia z Trumpem, ani dyrdymały, jakie rzeczony Duda wygłasza gdzie bądź i przed kim bądź. Staje się dość oczywiste, że wobec słabnącej pozycji Dudy połączonej z narastającym – mimo gigantycznego przekupstwa obywateli ich własnymi pieniędzmi – sceptycyzmem, a może i zniechęceniem rządami Dobrej Zmiany – spotęgowanej tyleż niejasnymi, co nieustannymi układami ze środowiskami żydowskimi – bardzo łatwo może się okazać, że w nadchodzących wyborach prezydenckich pan Duda przegra z kretesem na rzecz np. powracającego Tuska, a może np. wybijającego się na samodzielność i coraz mniej skłonnego do ustępowania Kaczyńskiemu – Ziobry. Ziobry, który w ciągu pozostającego roku może przejść jeszcze długą o nieznanym kierunku drogę polityczną.

 

Tak więc, obok słabej pozycji w Sejmie utraconego Senatu, rysuje się perspektywa utracenia stanowiska Głowy Państwa i dostępu do długopisu.

 

A jakby jeszcze i tego wszystkiego było mało, wyobraźmy sobie, że w obliczu ruchów wewnętrznych w PISie, nastąpi ruch odśrodkowy. Że ci PISowcy, którzy choć pozostawali w strukturach, nie zgadzali się np. z obrazem i perspektywami relacji polsko-żydowskich i polsko-amerykańsko-żydowskich, postanowią o ratowaniu resztek swoich twarzy – i wypowiedzą posłuszeństwo panu Kaczyńskiemu. Bo trzeba to jasno powiedzieć: teraz już jest się gdzie ewakuować – nie upodlając się – jak peezelowiec Kukiz – do reszty.

 

Przecież teraz możliwy jest również ruch odwrotny od przewidywanego: nie z Konfederacji do PISu – tylko – z PISu do Konfederacji, jak wyżej wzmiankowałem – w poszukiwaniu resztek utraconej godności. Wystarczy, że pierwszy się odważy, da przykład…

 

Tak więc, jak Państwo widzicie, przejechanie ciężarnej zakonnicy na pasach po pijaku, nie jest przypisane do jednej opcji politycznej, zaś perspektywa, że nie ma z kim przegrać, o ile się tylko choćby w myślach pojawi, niezmiennie powinna być czerwoną lampką ostrzegawczą połączoną z donośną syreną. A te sygnały PIS, zaślepiony pychą, zlekceważył – kto wie, czy nie nasze szczęście.

 

Zatem PIS, zanim się obejrzał, znalazł się nad krawędzią czarnej otchłani – a my, dzięki temu, wręcz przeciwnie – przed jeszcze jedną szansą.

 

 

Dziękuję za uwagę

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale