Cieszmy się, najpierw igrzyska a później tajfun Vincent nadejdzie. Strach mysleć co będzie po EURO. Już teraz widać symptomy nadchodzącego kryzysu, spadek sprzedaży detalicznej, konsumpcji, produkcji, dalej wysokie bezrobocie. Do tego zapowiedzi zwolnień (banki, markety). Osłabienie złotówki.
Po EURO ograniczenie inwestycji, krach w budowlance co spowoduje zwolnienia pracowników, efektem będzie kolejne zmniejszenie konsumpcji i tak dookoła Macieju.
Uspakajanie, że nasz budżet dobrze się ma już nie przekonuje. Trzeba zabrać się na poważnie za pobudzenie gospodarki, a nie tylko podwyżkę czego się da i gdzie się da.
Żarty się kończą, zaczynają się schody. Nic to, Premier nawołuje do optymizmu.


Komentarze
Pokaż komentarze