Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
1156
BLOG

ISKANDERY TO DEMONSTRACJA WROGOŚCI - ROZMAWIA RAFAŁ KOTOMSKI

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 7

To jest demonstracja wrogich zamiarów wobec państwa, na którego granicy takie rakiety się rozmieszcza. Upierałbym się jednak, że ma to znaczenie polityczno-psychologiczne, a nie techniczno-wojskowe – mówi o rosyjskich rakietach dr Przemysław Żurawski vel Grajewski z Uniwersytetu Łódzkiego, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

 

Rozmieszczenie przez Rosjan jądrowych rakiet Iskander tuż przy granicy z Polską to chyba prezent gwiazdkowy od Dziadka Mroza. Taki świąteczny efekt wizyty prezydenta Miedwiediewa w Warszawie.

Gdyby się zastanowić na chłodno, liczy się to, gdzie rakiety spadają, a nie skąd startują. Natomiast rozmieszczenie broni jądrowej ma znaczenie polityczne o tyle, o ile jest demonstracją woli nieustępliwej obrony obszaru tego terytorium.

Rosjanie to właśnie nam demonstrują?

Nie, dlatego że nie ma realnego kandydata na najeźdźcę Obwodu Kaliningradzkiego.

W takim razie jest to klasyczny pokaz rosyjskiej siły.

Niewątpliwie. A dodatkowo oddziaływanie psychologiczne na niezorientowaną opinię publiczną, która nie przeprowadzi takiego rozumowania jak my przed chwilą. To jest demonstracja wrogich zamiarów wobec państwa, na którego granicy takie rakiety się rozmieszcza. Upierałbym się jednak, że ma to znaczenie polityczno-psychologiczne, a nie techniczno-wojskowe.

W iście rakietowym stylu wali się marna konstrukcja pod nazwą ocieplenie polsko-rosyjskie, firmowana w ostatnich tygodniach zwłaszcza przez prezydenta Komorowskiego.

Oczywiście, ale trzeba było się tego spodziewać od samego początku i byłbym zaskoczony, gdyby stało się inaczej. Ocieplenie – przedstawiane w wymiarze historycznym – było wyłącznie medialne. W interesie Rosji leży zresztą, by przekonać polską opinię publiczną, że rdzeniem problemów w naszych wzajemnych relacjach jest historia. I udało się im to skutecznie przeprowadzić. A jest dokładnie na odwrót. Stan stosunków polsko-rosyjskich, o ile Polska występuje podmiotowo, określany jest skalą sprzeczności interesów bieżących. Historia jest tylko używana w grze o forsowanie tych interesów. Nie da się obronić tezy, że wzięcie Kremla przez Polaków ma większe znaczenie historyczne dla Rosjan niż potop szwedzki dla Polski. A jednak w relacjach polsko-szwedzkich potop, chociaż proporcjonalnie ponieśliśmy straty porównywalne do tych z okresu II wojny światowej, nie ma obecnie żadnego znaczenia.

Brnąc w historię, w rzeczywistości idziemy na rękę Rosjanom?

Głównie ze względu na to, czym Rosja jest obecnie.

Czy rozmieszczenie rakiet pod naszym nosem nie pogarsza polskiej karty przetargowej w stosunkach z Rosją, ze Stanami Zjednoczonymi?

Nie sądzę. To działanie właśnie na rzecz wytworzenia tego typu nastrojów w Polsce. Pokazania, że jesteśmy mali, słabi i powinniśmy się Rosji bać. Tym bardziej że zostaliśmy opuszczeni, sojusznicy nas lekceważą, traktują instrumentalnie.

A tak nie jest?

Z sojusznikami tak, choć mali i słabi nie jesteśmy. Sytuacja wydaje się bardzo groźna, ale niezależna od rozmieszczenia lub nierozmieszczenia Iskanderów.

Larum grają czy wciąż mimo wszystko bezpiecznie grzejemy się w cieple NATO i najważniejszego z sojuszników za oceanem?

Na pewno nie jest tak, że wojska już odpalają silniki i za chwilę nas zaatakują. Trudno w perspektywie pięciu lat wyobrazić sobie rosyjski najazd na Polskę. Ale jaka będzie perspektywa dziesięciu czy piętnastu lat? Nie podejmowałbym się dziś tego przesądzać. Pamiętajmy, że w myśl przyjętej strategii powierzyliśmy swoje bezpieczeństwo zewnętrznym czynnikom stabilizującym. Faktycznie zaś prestiżowi sił zbrojnych USA. Nikt poważny nie rozważa bojowego wsparcia ze strony Portugalii, Danii czy Grecji w razie ataku rosyjskiego. W związku z taką doktryną zrezygnowano z budowania narodowych zdolności obronnych, czego największą manifestacją jest rezygnacja z poboru i przejście na armię zawodową. Przed wybuchem II wojny światowej destabilizacja bezpieczeństwa Polski następowała z racji zmiany układu sił wojskowych w naszym sąsiedztwie. Obecnie, gdy gwarantem stabilności całego regionu są Amerykanie, impuls destabilizacyjny może się narodzić daleko.

Tak jak niedawno na Półwyspie Koreańskim?

Właśnie, przecież nie mamy gwarancji, że nie wybuchnie koreańsko-koreańska wojna jądrowa, w którą wciągnięte zostaną USA, a być może Chiny i Japonia. Zaangażowanie Stanów w wojnę iracką, afgańską i kolejną – w Korei czy nuklearnym Iranie – może powodować podważenie ich wiarygodności jako siły odstraszającej destabilizatora Europy Środkowej. Nie w rozumieniu intencji amerykańskich, ale w takim sensie, czy potencjalny destabilizator, to znaczy Rosja, uwierzy, że Amerykanie zaangażowani na tylu obszarach zachowają wolę polityczną i zdolności wojskowe do skutecznej reakcji w Europie Środkowej. Sądzę, że w razie scenariusza koreańskiego czy irańskiego nastąpi seria testów. To będą próby spoistości NATO i reakcji Zachodu w naszym regionie. Wtedy powinniśmy naprawdę zacząć się martwić.

Możliwe byłoby powtórzenie scenariusza gruzińskiego?

Albo inspirowanych zamieszek narodowościowych na Łotwie czy w Estonii z „porządkującą” interwencją rosyjską.

Mam wrażenie, że wcześniej te porządkujące siły mogą znaleźć się na Białorusi. Wyobrażam sobie Rosję inspirującą i robiącą swoją „pomarańczową rewolucję” u Łukaszenki.

Moim zdaniem tak nie będzie i to jeden z istotniejszych błędów analiz na temat Białorusi. Pomija to, co z rosyjskiego punktu widzenia jest najbardziej istotne. Reżim Łukaszenki podważa ideologicznie natury reżimu rosyjskiego. Każda zmiana może być zmianą na gorsze, bo rozpętanie żywiołów społecznych nie daje gwarancji ich ustabilizowania w myśl rosyjskich interesów.

Zamiast niezależnego Łukaszenki nie woleliby marionetki posłusznej Kremlowi?

Ta niezależność jest pewnym problemem, ale nie w takiej skali, by prowokować rewolucję. Rosjanie pamiętają historię pierestrojki, która miała przecież zreformować sowieckie państwo, a nie je rozbić. Na Białorusi zawsze możliwy jest zamach pałacowy zamiast rewolucji. Wtedy najprostszy jest wypadek lotniczy albo samochodowy lub jakiś snajper szaleniec. Podkreślę raz jeszcze, Białoruś nie stanowi dla Rosji wyzwania ideowego, jak stanowiła Gruzja czy kiedyś Ukraina.

Z ostatnich Pańskich wypowiedzi wynika, że zgadza się Pan z tezą, iż polska polityka zagraniczna formułuje swoje cele na poziomie personalnej gry o stanowiska w międzynarodowych strukturach.

I efekt jest taki, że zamiast rozgrywać, jesteśmy rozgrywani. Jako największy kraj w regionie powinniśmy świadomie prowadzić politykę promowania na eksponowane stanowiska w strukturach międzynarodowych polityków z mniejszych sąsiednich państw. W ten sposób możemy zjednać sobie ich współpracę na rzecz realizacji naszych programów państwowych. Cieszymy się ze stanowiska przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, a przecież z punktu widzenia decyzyjnego nie ma ono żadnego znaczenia. W interesie Polski jest stawiać w Unii na Bałtów, a w NATO np. na Czechów. Przecież czeskiemu szefowi Sojuszu Moskwa nie zarzuci rusofobii, jak mogłoby się to wydarzyć w przypadku twardych rozmów z szefem pochodzącym z Polski czy krajów bałtyckich. W ten sposób powinniśmy grać, a nie próbować zagarniać dla siebie stanowiska. W tej chwili to Niemcy grają w taki sposób nami, czego przykładem była nominacja Buzka.

Skoro o rozgrywaniu mowa, to najlepiej nas chyba ostatnio rozegrali Rosjanie i Amerykanie przy okazji rzekomej ofensywy międzynarodowej prezydenta Komorowskiego.

Rzeczywiście ta „ofensywa” była osobliwym przedsięwzięciem. Szczególnie widać to na przykładzie wizyty w Waszyngtonie. Prezydent Obama zaprosił polskiego prezydenta tylko dlatego, że potrzebował głosu Polski przeciwko republikańskiej opozycji w Kongresie wobec sporu o ratyfikację układu START. W ten sposób popieramy politykę, która nie leży w naszym interesie, a na dodatek nie mamy z tego żadnych rzeczywistych korzyści. Ekipa Obamy prowadzi politykę wycofania z Europy Środkowej i resetu stosunków z Rosją. Cele zadeklarowane w Waszyngtonie przez prezydenta Komorowskiego są albo żenujące – jak uchylenie wiz dla polskich obywateli (cel strategiczny Polski to załatwienie miejsc pracy na czarno dla kilkudziesięciu tysięcy osób), albo kabaretowe – jak obietnice Obamy, że zrobi coś w połowie 2013 r. Każdy, kto choć trochę interesuje się polityką, wie, że kadencja obecnego prezydenta USA kończy się w 2012 r.

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka