TVN histerycznie nagłośnił „gigantyczne” kłopoty z komunikacją kolejową. Efektownie pokazał tłumy koczujące pod dworcami. Skalę dramatu podkreślała obecność służb medycznych. A wszystko to w... Londynie. W domyśle – nie ma co się Tuska przesadnie czepiać. Cóż, Urban chciał wysyłać w stanie wojennym śpiwory nowojorskim bezdomnym. Tylko czekać, jak Fundacja TVN „Nie jesteś sam” zorganizuje akcję wysyłania koców angielskim podróżnym. Naśladownictwo byłoby jak najbardziej logiczne – wedle pomysłu Urbana z czasów stanu wojennego Walter miał ocieplać wizerunek ZOMO. A koce dla zomowców też miał zbierać?
Platforma naśmiewała się niegdyś z parlamentarzystów, którzy wraz z rolnikami modlili się o deszcz. No to ma za swoje. Teraz jej samej pozostają wyłącznie modły o koniec śniegu i mrozu. Moja rada: najlepiej pomódlcie się, chłopaki, do świętego Jana Chrzciciela, który był, jak wiadomo, kolejarzem. Nie wiedzieliście o tym? Nawet Gowin nie wiedział?! Wszak mówi Pismo: „Przyszedł z kolei Jan Chrzciciel...”.
Gadam jeszcze w grudniu przez telefon z rodziną z Podkarpacia. U nich – prawie Bieszczady! – zero śniegu. W Poznaniu – zaspy i mróz, najniższa temperatura w Polsce. Suwałki, polski biegun zimna, też mogą się schować. Dziwne, wcześniej przez ileś lat było w Wielkopolsce jak w piosence Kazika: „Kolejna zima, a tu śniegu ni ma”. Kiedy nastąpił przełom? Synoptycy nie mają wątpliwości: od grudnia 2008 r., kiedy prezydent Grobelny zorganizował w Poznaniu Szczyt Klimatyczny, poświęcony globalnemu ociepleniu. Jeszcze szczyt się nie skończył, a już w Poznaniu zaczęły od mrozu pękać rury. W 2009 mróz –25 sparaliżował miasto. W 2010 r. doszły do tego wielotygodniowe opady śniegu, przez co służby Grobelnego gonią w piętkę. Gdy piszę te słowa, widzę w lokalnej telewizji, jak pękła rura przy rondzie Kaponiera, przez co przestały jeździć tramwaje. Jak tak dalej pójdzie, to w 2011 r. Grobelny będzie musiał przenieść swój gabinet na koło podbiegunowe. Żeby się trochę ogrzać.
Kłopoty z wytłumaczeniem, dlaczego w czasie globalnego ocieplenia wszyscy obywatele szczękają zębami, mają nie tylko w Poznaniu czy Londynie. „New York Times” już temu zaradził – niespotykane mrozy nazywa „anomaliami globalnego ocieplenia”. Coś jak w PRL „przejściowe trudności w zaopatrzeniu”?
Janusz Wiśniewski–reaktywacja! Starsi Czytelnicy pamiętają początki mojej kariery jako Lenina. Było to w 2001 r., rozpoczęły się rządy Leszka Millera, a poznańska policja nie mając pomysłu, jak przykładnie ukarać mnie za nielegalne zgromadzenie pod siedzibą SLD, postawiła mi zarzut: „Umyślnie wprowadził funkcjonariusza policji w błąd, informując, że nazywa się Włodzimierz Iljicz Lenin”. Policjantem, który poczuł się wprowadzony w błąd, był komisarz Janusz Wiśniewski. Minęło dziewięć lat i zamiast Millera mamy Tuska, a ja w przeddzień sylwestra 2010 r. znowu otrzymałem wezwanie do sądu w sprawie nielegalnego zgromadzenia – pod siedzibą PO. Pod wnioskiem o ukaranie podpisał się... Janusz Wiśniewski, dziś już nadkomisarz. W sądzie czeka nas spotkanie po latach. Przypomnę tylko, że za Millera Wiśniewski poniósł widowiskową porażkę – sąd uniewinnił mnie „z racji na fakt, że Lenin jest postacią historyczną i ogólnie znaną”.
Znaleziono szczątki człowieka o 200 tys. lat za stare, by prawdziwa była teoria ewolucji. Jeśli odkrycie się potwierdzi, media powinny przeprosić Macieja Giertycha za głupawe dowcipy. Ciekawe, że może on triumfować dzięki archeologom z Izraela. Cóż, zawsze podejrzewałem, że Giertychy to wyjątkowo perfidna żydowska agentura, na dodatek dobrze zakamuflowana. Te obecne konszachty Romana z ludźmi byłej Unii Wolności (obecnie w PO) też nie wzięły się znikąd.
Jeśli wszystko pójdzie po staremu, to wkrótce w tabloidach odnajdziemy zdjęcia Antoniego Macierewicza pijącego wódkę z gen. Dukaczewskim. Potem Macierewicz ogłosi, że czas rozliczeń z PRL mamy szczęśliwie za sobą. Cieszy się, że miał w tym swój udział, choćby jako likwidator WSI. Różnił się wtedy z Adamem Michnikiem, ale dziś są już inne czasy – wszak od 1989 r. minęło 21 lat. Teraz powinniśmy budować nowoczesną Polskę. Niezapominającą o korzeniach, ale umiejącą się odnaleźć w nowym świecie, w czym historyczne obsesje nie pomagają. Młodych zwolenników zwalczania przywilejów postkomunistycznej oligarchii Macierewicz traktować będzie pobłażliwie. Wyśmieje ich tanią odwagę, przywołując fakt, że siedział w więzieniu. Macierewiczowi jako bohaterowi, legendzie oraz ikonie okładki poświęcą wszystkie tygodniki opinii, a jego życie rodzinne opiszą kolorowe pisma dla pań. Nie będzie miał tam fanatycznych oczu Dzierżyńskiego, lecz pogodny uśmiech człowieka, który całe życie poświęcił Polsce. Niemożliwe? Też tak myślę. Ale dmucham na zimne. Pamiętam, jak niektórym poprzednim laureatom „Gazety Polskiej” bezkompromisowość przechodziła zaraz po odebraniu nagrody. Jak ręką odjął.
Polacy wpadli w szok z powodu CEBULI! Nie, nie chodzi o to, by jej cena wzrosła wraz z ceną tuskowych jabłek. „To będzie szok dla fanów »Uwagi«. Z programu odchodzi Ryszard Cebula. Dziennikarz przenosi się do TVN24” – poinformował „Fakt”. Co do mnie, to byłem tak szokujaco zszokowany, że aż napisałem wiersz: „Co innego cebula. / Ona nie ma wnętrzności. / Jest sobą na wskroś cebula / do stopnia cebuliczności”. No dobra, to nie ja, tylko Szymborska, ta od Lenina i Orła Białego. Jak mogli nie dostrzec Państwo różnicy?
Od wielu lat nie świętuję sylwestra. Co za przyjemność pić jednocześnie z jakimiś pozerami, którzy cały rok są trzeźwi, a teraz zachowują się jak pijacy, bo tak wypada? Obłuda i tyle! No dobra, w domu walnę (piszę to jeszcze w starym roku) jakieś wino... Czyli wypiję zdecydowanie mniej niż z reguły w soboty. Po wino to musiałem ustawić się w kolejce. Dziewczyna sprzedająca alkohol wyraźnie zniesmaczona była pytaniami zadawanymi przez wydziwiających nad flaszką niekumatych jednodniowych pseudopijaków. – No cześć, wreszcie ktoś normalny – przywitała mnie z ulgą jako jedynego moczymordę z prawdziwego zdarzenia.
Piotr Lisiewicz



Komentarze
Pokaż komentarze (27)