Contra
Zbierałem, nieco chaotycznie, felietony nieodżałowanego śp. Macieja Rybińskiego. Oto, co m.in. pisał przed sześciu laty. Na temat wciąż, jeśli nie coraz bardziej, aktualny: „Kościół kat., jak pisze Jerzy Urban. Kościół-orędownik bicia kobiet i zostawiania ich na pastwę losu (...), [M] Środa dotknęła tabu, napisali Łuczywo z Pacewiczem. Owszem. Stwierdziła, że bicie kobiet jest wynikiem wpływu religii na kulturę. Zawsze mi się zdawało, pewno błędnie, że przemoc wobec kobiet jest przejawem braku kultury. Teraz się okazało, że bicie kobiet to element kultury chrześcijańskiej (...), że bez jej przeorania, zniszczenia i zbudowania nowej, laickiej, nałogowi alkoholicy, sini od denaturatu i wina mszalnego będą pod ochroną Kościoła i w imię Jezusa katować swoje żony i gwałcić córki. Trzeba najpierw zburzyć kościoły, aby móc budować nowy ład społeczny. Bardzo to filozoficzna postawa i nic dziwnego, że takie autorytety jak Łuczywo i Pacewicz przyłączyły się niezwłocznie”. A cóż mamy teraz? Próby zdruzgotania tradycyjnej kultury nabrały świeżej werwy. Jej podstawą jest katolicyzm, więc trzeba go wykorzenić. By zbudować nową kulturę, nową Europę. Nowy porządek. Urbanów się namnożyło. Organ Pacewicza robi, co może. Środa to ogólnie poważany autorytet przez duże A. I parytety, i tzw. ustawa antyprzemocowa czy też próby zlikwidowania przez Komisję Europejską Bożego Narodzenia (na razie w kalendarzach dla dzieci szkolnych) to elementy stopniowego wznoszenia tej budowli. Urban, Środa i towarzysze Pacewicza okazali się być prawdziwymi Europejczykami. A z drugiej strony znany publicysta pisze o M. Środzie i jej „wizji” z niezwykle anemiczną dezaprobatą. „To nie jest mój świat”. Ale równoważny, mający, jak wszystko, także sensowne strony, prawda?
Odcinki
Odszedł precz
Piszę to z dużym wyprzedzeniem, jeszcze w roku 2010. Mają więc Państwo nade mną pewną przewagę, bo czytają to już w roku następnym. Trudno zaś sobie wyobrazić czas gorszy niż A.D. 2010.
Prognozy
Ale proszę się nie trapić, rok 2011 będzie na pewno lepszy niż 2012. I tak dalej – później. Dopiero za dobrych parę lat może nastać okres nieco lepszy. Powtarzam – może (ale nie musi).
Jest wyjście
Czy powyższe brzmi skrajnie pesymistycznie? Niekoniecznie. Dotyczy wszakże wyłącznie materii polityczno-ustrojowej. Pozostaje zaś życie prywatne, rodzinne, osobiste. A przez długie lata PRL-u przekonaliśmy się, że od otaczającej rzeczywistości można się odseparować. Na ile się da. Przy pewnych staraniach można nawet uniknąć schizofrenii, na propagandę nie zważając. Jak kiedyś, wykroić czas, by stworzyć prawdziwy dom rodzinny. W którym m.in. prostować się będzie młodym to, co zaserwowano im w szkołach. Tłumaczyć autentyczny świat. A nawet starać się im wyjaśnić, że nowe cyfrowe cudeńka to zaledwie świat wirtualny. Którym, owszem, można się cieszyć, ale bez popadania w bezkrytyczną manię.
Przetrwamy!
Mówią o nadchodzącym kryzysie. Ale sądzę, że Polacy, gdy jednak przyjdzie, i z nim sobie poradzą. Wiele już przetrzymali, toteż i czas ten przetrzymają, przetrwają. Włączając to, co napływa do nas z zewnątrz. Proszę, wcale nie jestem taką Kasandrą. Może w to, co stoi w tej notce, za łatwo uwierzyć nie można. Ale... Wszyscy mówią, że najważniejsza jest edukacja. Ta sensownie specjalistyczna z pewnością ma wagę ogromną. Ale jeszcze ważniejsza jest – jak wspomniałem – edukacja wyniesiona z domu rodzinnego. Może jednak na wszelki wypadek obecne, jedno z ostatnich polskich pokoleń, które jeszcze wiele pamięta, postara się zadać kłam zaczynającym rubrykę z lekka sarkastycznym notatkom. Należy zawsze pamiętać o pewnym dawnym powiedzeniu: „gdy kłamstwo i szaleństwo od dawna już buszuje, prawda i rozsądek dopiero się ubierają”. Tym razem może być inaczej. Wszelako krytykując tyle z obecnej rzeczywistości, nie mogę po prostu zaakceptować, że powstanie, już na dobre, coś, co można by określić mianem „postświata” (zachodniego). Nie wolno popadać w beznadzieję. Podobnie jak karmić się wyłącznie nostalgią. Jest nieuchronne, że świat się zmienia. Ale nie wydaje się, by musiał to być ruch jednokierunkowy. Na stałe.
Sfera duchowa
Słyszałem (nie z Polski) kogoś, kto określił się jako pesymista. Ale zaraz dodał: – Pomyślcie, na ile sposobów mogę się z wami obecnie skomunikować, ile mamy nowych możliwości, a to przecież nie koniec. Będziemy mieli nowe ulepszenia i ułatwienia. Tyle wciąż przed nami. Przyszłość na pewno będzie wspanialsza. W sensie, o którym, mówił – pewno i tak. Może nawet mimo dzisiejszych globalnych perturbacji także w innych, tych raczej dla życia podstawowych. Ale, i piszę o tym do znudzenia, mnie chodzi o nieco więcej. Bo ludzie i tylko ludzie mają swoją sferę wewnętrzną. Dla wielu jest nieistotna, uboczna, wręcz niedostrzegalna. Dla mnie – najważniejsza, podstawowa. Bohaterowie „Nowego wspaniałego świata” Huxleya mieli, wydaje się, dobre warunki bytowe. Oraz podniety. A świat ich był koszmarem. Poczynaniom piewców, projektantów, budowniczych nowego wspaniałego świata, dążącym do przekształcenia natury ludzkiej, wręcz obowiązkowo należy się starać przeciwstawić. Jak i gdzie tylko można.
Klimatologia
PAP uzyskał informację od „pełnomocnika MSZ ds. restytucji mienia”, że Polska stara się od 2004 r. odzyskać 10 obrazów zrabowanych przez Armię Czerwoną. Stara się i stara. Czekając – jak stwierdza pełnomocnik – „na odpowiedni klimat polityczny”. W 2004 r. nie było odpowiedniego, dziś też nie ma. Doprawdy, z klimatem są kłopoty. PS. Rosja przetrzymuje (ile już lat?!) nie żadne tam „10 obrazów”, ale całe polskie archiwa, przepełnione bezcennymi dokumentami. A i dóbr kulturalnych o wiele, wiele więcej, niż wymienia pełnomocnik. Mimo to „klimat polityczny” do uścisków z moskiewskim reżimem jest dla władających obecnie Polską czemuś odpowiedni.
Skuteczna powaga
Kolejna, olśniewająca wypowiedź B. Komorowskiego: „Raport ws. katastrofy smoleńskiej przygotowuje – zgodnie z procedurami – kraj, w którym do niej doszło, czyli Rosja”. Dostojnik ów podkreślił też, że procedur należy się trzymać, gdyż inaczej – proszę czytać uważnie – „naraża się państwo polskie na brak powagi albo skuteczności”. Ach, ta imponująca skuteczność. Bo jeśli chodzi o „powagę”, to już mamy jej uosobienie – B. Komorowskiego.
Niesamowite
Trudno pojąć powszechną obojętność wobec stwierdzenia Tuska, że liczy się tylko tu i teraz. A los następnego pokolenia, klęskę deficytu i w ogóle wszelkie ciężary wynikłe z działań/niedziałań jego rządu prawdziwy polityk powinien mieć w pięcie. Jest wręcz niewyobrażalne, by jakikolwiek przywódca gdziekolwiek zadeklarował coś podobnego. U nas zaś mało kto się tym przejął.
Tuzy i asy
Bryluje Marcinkiewicz. W „Rzeczpospolitej” wywiad z Migalskim. Czas kabotynów i błaznów. Choć dokonania Migalskiego w pewien sposób muszą imponować. Był „zły”, stał się „dobry”. Teraz jakiekolwiek tytuły naukowe kiedyś mu odmawiane to będzie betka. Dorabia sobie w międzyczasie na obfity własny fundusz emerytalny – unijny, a nie ma hojniejszych. Na dodatek stał się gwiazdą medialną przewyższającą Palikota. Nawet zabawy ze stringami są już zbędne. I jeszcze chce być pospotlitykiem. Obrotny człek.
Tylko Ramadan
Skasowanie przez Komisję Europejską świąt chrześcijańskich – ale nie np. Halloween – na razie w kalendarzach przeznaczonych dla dziatwy szkolnej (setki tysięcy rozesłane do wszystkich państw-członków, promowane przez MEN), to ani detal, ani „błąd”. To świadome, celowe odżegnywanie się „Europy” od chrześcijaństwa. Podpiłowywanie własnych korzeni. Dowód, jaką rolę pełnią w UE najważniejsi – biurokraci, których zadaniem jest indoktrynowanie, zwłaszcza młodzieży. I kim oni są? Taką „wspólnotę” po prostu odrzucam. Nie chcę „głębszej integracji”. Nigdy nie powiem „jestem Europejczykiem”. Dla mnie ekonomia nie jest najważniejsza. Niech UE wdraża jeszcze większą poprawność. Tym szybciej czeka ją (niezależnie od dzisiejszych kłopotów euro, Portugalii; nawet stabilność finansowa Francji jest niepewna) los ZSRR czy Jugosławii. A nie realizacja mocarstwowej utopii. Wiem, że głoszę niesłychane herezje, ale robię to bez jakiegokolwiek skrępowania. Bo „wartości francuskie” mam w głębokiej pogardzie. PS. Europarlament odmówił potępienia propagowania totalitaryzmów (w dzisiejszej praktyce chodzi wyłącznie o komunizm). Oraz zajęcia się tragedią smoleńską.
Putinada
Notka pt. „Mackiewicz, Bukowski i ja” (sprzed dwóch tygodni) została w pośpiechu „niedopisana”, przez co tytulik stał się częściowo niezrozumiały. Otóż, jestem chyba największym w Polsce (nie przesadzam!) wielbicielem twórczości Józefa Mackiewicza. Zbierałem – także rozproszone po różnych pismach emigracyjnych, polskich czy rosyjskich – wszystko, co wyszło spod jego pióra. A za jego książkami wręcz szalałem. J. Mackiewicz zaś – jak wiadomo – stale podkreślał kompletną jakościową różnicę między Rosją (mimo wszystkich krzywd, jakie nam wyrządziła) a ZSRR. „Sowietyzm, bolszewizm, komunizm to najbardziej perfidny, niszczycielski, barbarzyński, degradujący system, jaki można sobie wyobrazić” – pisał. I miał oczywiście 100-proc. rację. Póki mogłem, póki miałem nadzieję (upadek ZSRR itd.) trzymałem się rozróżnienia Mackiewicza. A więc niejako automatycznie nie mogłem być rusofobem tout court (nigdy też nie gardziłem rosyjską kulturą, a wręcz przeciwnie). Zresztą wtedy najważniejsze było to, aby bolszewizm (łącznie z Gorbaczowem) został zmiażdżony w swoim centrum. Podobne nadzieje na całkiem odleninizowaną Rosję miał Wołodia Bukowski, o którego gorącym patriotyzmie przekonałem się nieraz osobiście. Dziś mamy Rosję czekistowską, co łącznie z powrotem imperialnych postaw w ogóle jest mutacją zaiste niebezpieczną. PS. Piotr Skwieciński wysmażył kolejną historiozoficzną cegłę na temat stosunków Polska–Rosja. Oskarżył m.in. takich jak ja o psychozę. O nie, to Skwieciński cierpi na obsesję. Także z objawami ubocznymi. Może znajdę miejsce, by i na nie zareagować. Mocarstwowo, cierpiętniczo, chorobliwie – oczywiście. Na razie detalik. Informuję Skwiecińskiego, że gdyby dzieci-kwiaty (dla niego symbol piękna i szlachetności) zaludniły Kreml lub Pałac Elizejski, rychło zaprowadziłyby dyktaturę totalną. Bo niewiele ich dzieliło od dzisiejszego środowiska „Krytyki Politycznej”.
Zabytki
Dokąd ma się przenieść SLD? To oczywiste. Do Pałacu im. Stalina. Do obecnie istniejących socrealistycznych figur przodujących klasowo postaci wystarczy dodać rzeźbę przedstawiającą sekretarza Jaruzelskiego. I będzie w sam raz.
Wróci?
Uwielbiam tytuliki. W okresie świątecznym wyjątkowo podobał mi się w kiosku ten z „Przeglądu”: „Dziadek Mróz przebrany za Świętego Mikołaja”. Organ pn. „Przegląd” będzie miał niebawem swój program w TVP. A kiedy wróci Dziadek Mróz?
Z Ameryki
Nawet do sytuacji w Ameryce wrócę już po okresie świątecznym (tj. po 6 stycznia). Teraz tylko parę słów. l Układ START przeszedł, bo do Republikanów „umiarkowanych” dołączyli w Senacie tzw. realiści od spraw międzynarodowych. Ci, którzy twierdzą, że to „sukces Ameryki”, plotą bzdury. l Ale media, które znów kompletnie zarzuciły obiektywizm, o niczym innym nie trąbią, tylko o triumfalnym grudniu „odnowionego” Obamy. l Czy nowy Kongres potrafi przejść do ofensywy? Jest to kwestia podstawowa. l Ostatni sondaż – 51 proc. przeciw Obamie, proc. 40 nadal za – na razie mało znaczy. l Wyszła rewelacyjna książka „Radical-in-Chief”, źródłowa, fachowa, szczegółowa. Wskazująca, że Obama jest zaiste socjalistą, rozmyślnie działającym stopniowo, według wskazówek mentorów. Też początkowo podchodziłem do podobnych supozycji ze sceptycyzmem. Ale Obama latami należał do grup, organizacji z określeniem „socjalistyczna” w nazwie. One stanowiły trampolinę dla jego chicagowskich początków politycznych. l Od 1.01. progresistowski prezydent ma wprowadzić mocą rozporządzenia, pozalegislacyjnie, element wciąż wielce niepopularnej tzw. reformy zdrowia, stanowiący pierwszy krok w kierunku eutanazji. l Innymi słowy – usunięcie Obamy z Białego Domu to absolutna konieczność. l Pewno były i tam ekscesy tego typu, ale nawet media elektroniczne zaczęły w USA znów używać nazwy „Christmas”. Kontrast np. z W. Brytanią jest duży.
Greenred
Pamiętam czasy, gdy słowo „zielony” oznaczało kolor, a nie nową religię. Przyznam, raz jeszcze, że od dłuższego czasu nie mogę znieść tego koloru. Niemal tak jak czerwonego.
Sami 15-latkowie
Co to jest, do diaska „obciach”? Skąd wzięło się to określenie? Ano z żargonu młodzieżowego, a młodzież jest teraz gloryfikowana, ubóstwiana. To jedna z licznych chorób naszych czasów. Dla mnie „obciachem” byłoby użycie terminu „obciach”.
News nr 1
Elton John jest matką (czy też ojcem). O, to jest wiadomość na pierwszą stronę. Dotyczy wszakże i kultury, i „life style”. „Rzeczpospolita” pospieszyła ze specjalnym wydawnictwem nt. tej znanej piosenkarki.
Tylko sztuka
„I ty możesz zostać Katarzyną Kozyrą”. A ja nie chcę. Całe życie pragnąłem być artystą.
Nauczyciel
Często to tłumaczę (patrz zresztą kolejna notka), ale naprawdę wiele kwestii musiałem pominąć, czyli przesunąć. Łącznie z tym, na czym zależało mi najbardziej. Reakcją na bijącą rekordy hipokryzji, podwójnych standardów i obłudy kampanię A. Michnika i jego organu przeciw V. Orbanowi i Fideszowi. Stylu i formy tej kampanii nie zniweluje fakt, że dołączyli inni, wielu. Kiedyś Michnik miał uczyć wolności medialnej Gruzinów. Zaiste, to wypróbowany spec w tej dziedzinie.
K+M+B
Jak stwierdziłem, te „Odcinki” pisane są nie tylko z dużym wyprzedzeniem, ale także w okresie, który można nazwać świąteczno-noworocznym. Dlatego zamiast tylu tematów, którymi zająć się muszę (chociażby z pewnym „poślizgiem”), mamy tu pewien „groch z kapustą”. Ale, niech tam. Ważniejsze, że mamy z powrotem Trzech Króli jako pełne święto.W mojej rodzinie zawsze obchodzono je b. uroczyście.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)