Contra
Rosja jest państwem autorytarnym, które nigdy nie uzna swojej winy w niczym. Banalne? Nie dla wszystkich. Nawet teraz. Donald Tusk dokonał najgorszego upartyjnienia. Upartyjnił godność narodową. Dla doraźnych, partykularnych interesów zhańbił Polskę. Na ołtarzu tzw. przyjaźni z obecnym reżimem rosyjskim złożył nasz honor. Teraz dostał w zęby, ale jestem prawie pewien, że to przeboleje. Tak czy inaczej, wina jego, jego ministrów, jego ekipy – moralna, polityczna, społeczna, narodowa – jest ewidentna. I cokolwiek by ględzono, pozostanie taką na zawsze. Pupilka Putina nie byłaby pewno bezczelna w 100 proc., z satysfakcją waląc nas po twarzy, ale powiedzmy w proc. 90. Wiedziała jednak, że z tym rządem bliskiej zagranicy może sobie pozwolić na wszystko. „Raport jest nie do przyjęcia”? Zobaczymy. Piszę to przed jakimikolwiek słowami premiera (ale po chorobliwie filorosyjskich wynurzeniach obecnego prezydenta) i szczerze mówiąc, nie jestem ich specjalnie ciekaw. Proszę bardzo, choć i tak swojej winy nie zmaże i szkody nie naprawi, niech mnie zaskoczy. W oczach mediów zachodnich i tak życzliwych Moskwie pięknie już nas przedstawił. Dziękuję, ob. Tusk. Piszę ostro, bo to, co wygadują posłowie PO czy pracownicy prezydenta, przechodzi wszelkie pojęcie. Jakże ostrożne, tchórzliwe są pierwsze reakcje ministra Millera czy rzecznika Grasia. A np. Piotr Zaremba krytykujący (!) twarde (werbalnie) stanowisko wobec pierwszych wersji raportu MAK, nazywając je „krzykiem”, powinien się wstydzić. Rosjanie czytają polskie media, znają dobrze obecną atmosferę w Polsce. Anodina (Putin) wiedzą też, że mają tutaj wielu bliższych i dalszych przyjaciół. Z pewnością się na nich nie zawiodą. Obecny stan polskiego państwa jest rozpaczliwy.Szczególnie w sferze moralnej.
Odcinki
Kpiny z Polski
Tzw. raport MAK jest tego rzędu, jakiego mógł oczekiwać każdy, kto ma odrobinę pojęcia o dzisiejszej Rosji. Dlaczego jeszcze bezczelniejszy, niż można było oczekiwać, piszę w „Contrze”. Reakcja niektórych polskich mediów jest więcej niż skandaliczna. O politykach nie będę pisał.
Wyjaśnienie
Mimo że teraz niemal wypadałoby ograniczyć się do jednego tematu, wkładam do rubryki także notki o innych sprawach, w tym nawet takich, które mogą się dziś wydawać błahe. Lub odległe. Bo jestem pewien, że koledzy zajmą sie dogłębnie i fachowo potraktowaniem nas przez Rosję i wszystkim, co się z tym wiąże.
Psychoanalityk
Chciałem napisać nieco dłużej o zdumiewającym tekście Piotra Zaremby „Węzeł smoleński” („Rzeczpospolita”, 10 stycznia). Autor przerwał swoje normalne zajęcie, tj. psychoanalizowanie J. Kaczyńskiego i PiS, by zająć się w podobnej formie i „Gazetą Polską”. Ale straciłem na to ochotę. Stwierdzę tylko, że autor w sposób wręcz nieprzyzwoity miesza doraźną politykę z bezprecedensową tragedią narodową. Najmniej pisze o prawdzie, tak jakby była nieistotna. Wspomniał jednak o stronie „zainteresowanej prawdą”. Istnieje więc też strona nią niezainteresowana. O jakiej więc „debacie” (o której pisze), z kim i w jakiej formie tutaj mowa? Dla Zaremby poszukiwanie prawdy, niechby rozpaczliwie, czasem błądzące, to zresztą „kakafonia” i brak umiarkowania. Nie ma na to zgody, podobnie jak na wiele innych stwierdzeń autora. Trzeba wykazać naprawdę dużo dobrej woli, by nie skonstatować, że P. Zarembę poszukiwanie prawdy znudziło i z ochotą by ją zamazał. Nieco niżej piszę jeszcze trochę o innych aspektach tego tekstu, bo jest on wielce typowy.
Wstyd przynosi
Wspaniały temat do demonstracji „niezależności” wybrał B. Komorowski: skierował do Trybunału Konstytucyjnego plany ograniczenia biurokracji (co przeprowadza się wszędzie). Także wszędze spotyka się starania, by starzejąca się ludność pracowała jak najdłużej. Ale B. Komorowski emerytom pragnącym dorobić do nędznych na ogół świadczeń, wbrew zapowiedziom, pomóc nie zamierza. Doradców dobiera się na własną miarę. Doradcy B. Komorowskiego prezentują podobnie olśniewający poziom, jaki zaprezentował on w Waszyngtonie. Ale najgorszy wykład spośród wszystkich przywódców do tamtejszego szerszego audytorium to już coś.
Z życzliwością
Jeszcze parę słów o wysokim profesjonalizmie dzisiejszego P. Zaremby. Co do „życzliwej krytyki” (PiS) to wiem trochę, na czym to polega. Konserwatyści w USA krytykowali często poszczególne posunięcia nawet R. Reagana. Ale było aż nadto widoczne, że jest to krytyka życzliwa. Nie jestem ani „bezkrytycznym chwalcą”, ani „gorliwym wyznawcą” J. Kaczyńskiego i do naprawdę życzliwych rad/krytyk właśnie się zbieram, bo nadszedł na to czas, a ja obecnych władz znieść nie mogę. Zajmowanie się wyjaśnianiem Smoleńska bynajmniej nie kłóci się z normalną polityką. PiS ma program we wszystkich dziedzinach, a tłumaczenie, że „nie może się on przebić do mediów” kompromituje takich ludzi mediów jak Zaremba. Na rolę kontrolującego rządzących monopolistów najwyraźniej nie ma ochoty. Najlepiej więc, aby dalej głosił miłość do tej formy opozycji (czy też „opozycji”), jaka mu odpowiada, czyli p. Kluzik. Bo twierdzenie, że oskarżenie go o zdradę przez A. Macierewicza niesłychanie by mu zaszkodziło, brzmi zbyt groteskowo. Chodzi o to, aby nie być nazwanym „propagandzistą pisowskim”. Jestem pewien, że P. Zaremba na podobne haniebne oskarżenie nie zasłuży.
Bezczelność i obłuda
A. Michnik, człowiek kreujący wśród innych samocenzurę, mający specjalnego adwokata od dławienia wolności słowa, który dba, by nie został naruszony majestat Michnika, prowadzi kampanię w obronie słowa na Węgrzech. Podpiera to twierdzeniem, iż w latach 2005–2007 wolność w Polsce była dławiona, ale złaknieni jej Polacy wybrali panującą obecnie partię, która o tę wolność dba jak o najrzadszą roślinkę. Rozkwita więc coraz bujniej. Życzy też Węgrom, by skończyły się rządy V. Orbana, tzn. do władzy powrócili szczególnie tam ohydni komuniści, którzy nawet 1956 r. nie chcieli czcić. Michnik, który położył tak wielkie zasługi, aby doprowadzić do moralnego bankructwa społeczeństwa polskiego, umoralnia Węgrów. Adam Michnik jest mistrzem hipokryzji nie do przebicia. Co do samej ustawy medialnej to trudno się na razie bliżej wypowiadać. Rząd Fideszu jest dla „Europy” niepoprawny politycznie, ale nie zamierzam stosować podwójnych miar. Jeśli ustawa ta będzie wykorzystywana politycznie, to będzie to naganne i niezbyt mądre. Ale np. w W. Brytanii stacji emitującej program Wojewódzkiego tzw. media watch dog wlepiłby potężną karę finansową. Uczynienie tego samego za propagowanie komunizmu lub zaprzeczanie jego zbrodni (w Budapeszcie ma powstać pomnik upamiętniający ofiary Katynia) także popieram. W ustawie jest też punkt „unijny” (określony procent emitowania „filmów europejskich”, głównie francuskich), który mi się nie podoba. A co do kwestii głównej – zobaczymy.
Tischner o Michniku
Ludzie się zmieniają. Dziś niemalże kanonizowany, zwłaszcza właśnie w „Gazecie Wyborczej”, ks. Józef Tischner pisał kiedyś niezwykle trafnie: „Pytania nie są tylko teoretyczne, idzie o to, czy myśl Michnika mimo wszystko udziela aprobaty temu, co zaistniało w Polsce po drugiej wojnie, czy też uważa on, że wszystko było błądzeniem? Czy A. Michnik wierzy, że przynajmniej początki były dobre? Czy w ten sposób, mimo całej krytyki i opozycyjności, udziela on moralnej sankcji zrębom aktualnego systemu? Wszystko wskazuje, ze udziela”. („Polski kształt dialogu”, Editions Spotkania, 1981 r.). Dotknięto tu sprawy absolutnie kluczowej. To rozróżnienie: 1944, 1947, między komunizmem, jako takim, a stalinizmem, to jedna z podstaw mego zdania, że mimo szykan, jakie go spotkały ze strony tępych aparatczyków, Polska, o którą starał się Michnik, nie miała być Polską normalną. Ks. Tischner pisał też wtedy: „Z praktycznego punktu widzenia rzecz pachnie formą »moralnej demagogii«, bo cóż mi pozostaje, jak nie poprę ideałów laickiej lewicy? Nic, tylko: szowinizm, ucisk narodowy, obskurantyzm, bezprawie i inne podobne okropności. Kiedyś za stalinizmu nie mieliśmy wyjścia, bo nie pozwalały na to »żelazne prawa dziejów«, dziś także nie mamy wyjścia, bo nie pozwala na to wzniosła – rzekłbym nawet nazbyt wzniosła – etyka »demokratycznego socjalizmu«. Zmieniliśmy poziom rozważań, ale struktura jakby pozostała”. Nawet wówczas ks. Tischner był zbytnim optymistą. To „lewica katolicka”, działając w symbiozie z Michnikiem, przeprowadziła wybór Jaruzelskiego. Michnik zaczął się określać jako reprezentant „ładu demokratycznego”, pozostając dla mnie przebranym, monopolistycznym neorewizjonistą. A ks. Józef Tischner stał się jego (i nie tylko jego) wielbicielem. Czemu, nie potrafię powiedzieć. Ale o Michniku będę pisał bo: a) nie zgadzam się, że kiedykolwiek się zmienił; b) co prawda bez Kwaśniewskiego & Co, ale powraca jego wizja z początku lat 90.; c) w strategicznych miejscach Michnika wychowankowie, tabuny W. Mazowieckich, zajmują ważne pozycje. Nie utracił znaczenia. Niestety.
Bezkarny plagiat
Minister Rostowski ma dobre wzorce. Identyczna podwójna księgowość publiczna to specjalność Baracka Obamy i jego ekipy. I tego procederu nie opatentował!
Dogłupianie
Niezmiernie ważnej sprawy dotknął dwa tygodnie temu w „GP” Rafał Ziemkiewicz. I tym razem nie chodzi mi o zawsze cenną krytykę walczącego ateizmu. „Matołectwo absolwentów produkowanych przez permanentnie reformowaną edukację niepostrzeżenie sięgnęło szczytów”. O, właśnie. I mało pociesza fakt, że jest to w dużej mierze fenomen ogólnozachodni. Stale mówiło się u nas o szkolnictwa reformach formalnych. A zgoła nic o tym, czego się uczy, jak się uczy, kto uczy...
Nałogowo
Partia pani Kluzik zamierza uzupełnić swoją nazwę o określenie Centrum. Jak zaczyna się kraść hasła i nazwy, to można popaść w nałóg. Rzetelna nazwa, tj. PO light, miałaby dodatkowe walory: wzmogłaby znajomość ważnego języka obcego oraz podkreśliła istnienie prawdy jako takiej. Tak zapoznanej w „stylu europejskim”, który partia ta hołubi.
By nie wieża Babel
Planowana przez PiS wielka międzynarodowa konferencja nt. gospodarki ukazująca raz jeszcze (choć media to ignorują), że nie jest to partia jednotematyczna, to niewątpliwie dobry pomysł. Ewentualne różnice zdań w jej trakcie to też nic złego. Nie powinno jednak dojść do „pomieszania języków”. W krajach anglosaskich „liberalizm” znaczy zupełnie co innego niż w kontynentalnej Europie. Pod hasło, „jak naprawić błędy liberalizmu”, zwłaszcza reprezentanci Tea Party mogą podkładać zgoła co innego, niż spodziewa się PiS. Sytuacja w USA jest wielce odmienna od polskiej, a termin „liberał” oznacza po prostu lewicowiec. Może tylko w przeciwstawieniu się monopolistycznej wszechwładzy rządu, a także nadmiernych regulacji (hamujących rozwój) i ingerencji w życie obywateli może wystąpić poglądów zgodność. W Ameryce solidarność społeczna wyraża się istnieniem, spontanicznym powstawaniem wielkiej liczby organizacji obywatelskich (nie mylić z tzw. organizacjami pozarządowymi), swego rodzaju buforu między rządzącymi a pojedynczymi ludźmi. Niechcącymi być traktowanymi jak przedmioty. Obawiam się, że różnic z Polską, wynikłych m.in. z odmiennego stopnia rozwoju USA (czy Singapuru), jest jednak więcej.
Nie w Polsce
Pani Anne Applebaum napisała tekst pn. „Orbanie, nie idź tą drogą”. Zostawiając tu Węgry na boku, aż prosi się, by wyprodukowała artykuł pt. „Tusku, nie idź tą drogą”. Ale to nierealne. Mimo że jest znana i samodzielna, małżonek (któremu, o zgrozo, P. Zaremba prorokuje świetną przyszłość polityczną) zamknąłby ją wówczas w domu. Na klucz. I zabrał komputer.
Inaczej
Ameryka doprawdy pod wieloma względami różni się od Europy. Tam zamożniejsi i w ogóle „ustawieni życiowo” mają na ogół wiele dzieci. Małżeństwo nie jest wśród nich passé. A zarówno związki nieformalne, zdrady i nieślubne dzieci – wszystko to jest wśród nich poniżej średniej krajowej (oczywiście wyłączywszy Hollywood, San Francisco czy nowojorską Greenwich Village).
Hasła podrzucone
Określenie: „wojna polsko-polska” to termin z nowomowy przeciwników demokracji (podobnie jak kiedyś T. Mazowieckiego „polskie piekło”).
Bez serca
Drażni mnie tzw. animizm, czyli zrównywanie innych stworzeń z ludźmi. Ale zwierzęta kocham. I po prostu czytać nie mogę, że bezduszny magistrat warszawski chce skazać na zagładę kilkaset piesków ze schroniska w Celestynowie. Ponadto same Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami może być pozbawione owego 1 proc. odpisów darczyńców. A ja od lat właśnie tej instytucji darowuję ów podatkowy odpis.
Geografia
Nagrody. Podobno oprócz Planete do jakiejś kandyduje National Geographic, który prezentuje rzekomo piękne, programy geograficzne. Rzeczywiście. Pierwszy dzień świąt: całą dobę, po kolei: „Biblia diabła”, „Wierzyć, nie wierzyć”, „Kto zabił Jezusa”, „Cała prawda o Jezusie”, „Pierwszy Jezus?”. I czemu nie? Skoro w „WybGazecie” w rubryce... kulinarnej wydrwiwa się ks. Jerzego, jego sanktuarium i modlących się tam, to czemu udając stację geograficzną, nie specjalizować się w dokopywaniu chrześcijaństwu? PS. A do nagród wypadnie powrócić, bo mimo szczególnych kulis przyznanie lauru „dziennikarza roku” makabrycznemu neokomuniście – Arturowi Domosławskiemu – to skandal.
Genialni
Propagowanie przez „Rzeczpospolitą” najlepszej muzyki popularnej doprawdy imponuje. „Unikatowa seria”. Teraz opatrzona reklamą: „Pełne morderstw, gwałtów, narkotyków i okrucieństw teksty Eminema”. I: „genialny twórca brutalnych i pełnych wulgaryzmów tekstów” oraz „objawienie”. Wiemy już więc, na czym polega genialność. Ale czemu tylko muzyka? Genialni artyści, reżyserzy. Ideowi aktywiści, jak Larry Flynt, Jerry Springer, Kuba Wojewódzki, też zasługują na dodatkowe uznanie. A czy nie można by tak jakoś uhonorować twórców filmów o Guevarze?Recenzentów teatralnych, filmowych, muzycznych.
Jacek Kwieciński



Komentarze
Pokaż komentarze