Contra
W każdym kraju zachodnim opozycja zareagowałaby ostrzej niż nasza w Sejmie. Nie zgadzam się, że z jej strony to była „awantura”, „przesada”. Owszem, potem powinien być czas na merytoryczne, szczegółowe, spokojne punktowanie. Ale przecież rzeczowej odpowiedzi by się nie doczekano. Ponadto wszędzie taka debata trwałaby non-stop. A u nas… Rozradowany Niesiołowski ze stoperem. Bezczelny Tusk plotący totalne androny, ogłuszający demagogią. Reakcja? Poza okazyjnymi felietonikami skandaliczny popis Tuska po prostu beznamiętnie odnotowano. I zajęto się na powrót kopaniem dopominających się o prawdę. Nie powinienem być zaskoczony. Ale aż prosiło się, by choć raz odrzucono ujmowanie sprawy jako partyjnej. I pryncypialnie, jednoznacznie skrytykowano Tuska i obecnie panujących nad Polską. Już chociażby za przekazanie sprawy w ręce Putina na warunkach prawnych dających temu czekiście wolną rękę. Za brak orientacji premiera nawet w tym, że zamknął sobie wszelkie możliwości odwoławcze. Za skamlące podwinięcie ogona, gdy w Moskwie huknięto. Okazję wzniesienia się ponad partyjne refreny zmarnowano, bo najwyraźniej i dla mediów ten cały Smoleńsk nie jest taki ważny. Prawda dla prawdy, prawda dla Polski – także. Toteż zabrano się z miejsca za ocenę szans wyborczych partii władzy. Zajęto się pełnym zatroskania analizowaniem notowań Tuska. Itd. Stan sceny politycznej w Polsce jest istotny, ale może jednak najpierw należałoby zająć się największą tragedią narodową? Konsekwentnie. Zdecydowanie. Z uporem. Nierealne. Pewne pozory nie powinny mylić. Szef „Rzeczpospolitej” napisał jakby z podziwem: „wystąpienie Tuska w Sejmie było ostre, a atak na opozycję… robił wrażenie”.Pozytywne wrażenie? Może tylko „neutralne”? Nadszedł czas tzw. rezonatorów.
Odcinki
Będzie The End
Owszem, splot różnych spraw i zmęczenie tym rządem da w końcu znać o sobie. Ale sądzę, że za jakieś trzy lata, nie za rok. A w tzw. międzyczasie...
Popisy
Premier ściska się z Putinem, a szczątki prezydenta Polski leżą jak jakiś przedmiot, nieprzykryte biało-czerwoną. Przedtem Arabski z Grasiem omawiają w pobliżu najlepsze miejsce na tzw. photo opportunity – Putina z Tuskiem. Są w znakomitych nastrojach. Tusk ma dziś pretensje, że ktoś ośmiela się kwestionować już samą stronę etyczną jego zachowania (podałem tylko jeden przykład). Jest urażony. Do komisji etyki będzie się skarżył. Niesiołowski (!) także. Ja jestem głęboko dotknięty całym premierostwem Tuska. Gdzie się skarżyć?
Bezkarność
Tusk: „Lepiej znać prawdę i nie mieć wojny”. Co to do diaska jest? Te brednie przytacza się wielkimi literami w czołówkach gazet. Organ Agory cytuje kolejne zdania z wystąpienia premiera. Iż dobre relacje można budować wyłącznie na prawdzie, a następnie (czerwonym drukiem), że dla dobrych relacji z Rosją nie ma mądrej alternatywy. Jedno zdanie jest sprzeczne z drugim. Stopień bezkarnej demagogii Tuska przekroczył wszelkie granice. Wszystko może. W normalnym kraju zaiste nie mógłby być premierem.
Ekspercko
„Rosyjska prawda o katastrofie smoleńskiej: winni Polacy”. No, nie całkiem tylko rosyjska. By tym razem zejść z politycznej góry. W mediach coraz więcej zdań nt. „mrocznej prawdy o Polakach” itd. Szczególną rolę odgrywają bardzo specjalni (najchętniej zapraszani przez telewizje) „eksperci lotniczy”. Już 2 czerwca, nic nie wiedząc, udzielali wywiadów o wymowie „To wina Polaków”. Nazywali nawet MAK „międzynarodową komisją” (!). Dziś najwybitniejszy z nich, niejaki T. Hypki, powtarza to samo. Całość winy jest polska. Całość. „Uparcie chcieli lądować” (lądowanie i próba podejścia są tym samym). Kontrolerzy starali się pomóc, jak tylko mogli, ale nic nie mogli. A piloci dobrze wiedzieli, że tamci nic nie mogą – twierdzi ekspercko. Powtarzane (wiele razy) słowa: „na kursie, na ścieżce”. „Pas wolny”. „Reflektory włączcie” nic w istocie nie oznaczały. Brak tylko uwagi, że piloci dobrze wiedzieli, że nic nie znaczą. Ponadto, co stwierdzono explicitŹ, lot był prowadzony z Moskwy. To też prawidłowe? Nie tylko R. Kuźniar czy ambasador RP w Moskwie działają tak, jakby robili to w interesie rosyjskim. Zaiste, biografie, powiązania tych ekspertów (dwaj czołowi to wydawca i redaktor tego samego pisma) dobrze by było znać. A p. Hypkiego informuję, że w stwierdzeniu „naruszenie sterylności wieży” chodzi o obecność tam Krasnokuckiego, a nie o brud w pomieszczeniu.
Bez szans
J. Kaczyński planuje kolejne odwiedzenie USA, aby uzyskać pomoc. To bezcelowe. Nic nie da. W Ameryce rządzi Obama. A i tak potrzebny by był oficjalny apel tutejszego rządu, i to wystosowany z miejsca. Skoro na spotkaniu z dyplomatami Komorowski stwierdza, że liczy na dalszy „dialog z Moskwą” mimo „pojawiających się różnic”. A była taka okazja, by chociaż tą drogą… Zachód (USA i Europa) sprawę już odfajkował. Teraz jakby podwójnie. Nie wróci do niej. Nie ma na to żadnych szans. PS. Komorowski: „Dialog i bliższa współpraca zaczęły nadawać dobry ton naszym kontaktom z Rosją, czego symbolem była wizyta prezydenta Dmitrija Miedwiediewa”. Oraz, niewątpliwie, honorowanie przez człowieka z Belwederu – Jaruzelskiego. Można by pomyśleć, że Komorowski li tylko z wrodzoną bystrością traktuje poważnie pozory bez znaczenia. Ale nie! To jest wielbiciel WSI. Prawda, twierdzę to z całkowitą pewnością, wygląda o wiele gorzej.
Czyja reputacja
Wołek: „Obóz smoleński zwietrzył swoją być może już ostatnią szansę”. To o motywacji pragnących ustalenia prawdy. Znajdujemy za to potwierdzenie, do jakiego obozu należy ob. Wołek, uważający się za publicystę. Dalej – „Rzeczpospolita” ma czelność wyeksponować te słowa Wołka: „Na jednej szali jest cyniczny smoleński szantaż i nieustanna presja, które wprowadziły już pewien zamęt, dezorientując część opinii publicznej. Na drugiej szali leży reputacja Polski jako państwa poważnego i obliczalnego”. Dalej Wołek (18 I) idzie na całość, twierdząc, że polscy piloci „ze swoim prezydentem” „uparli się lądować”. O jaki „pewien zamęt” Wołkowi chodzi? O to, że zdanie jego kumpla z „obozu antysmoleńskiego” W. Kuczyńskiego: „załamał się formalny system dowodzenia statkiem powietrznym. Dowódcą statku został prezydent Lech Kaczyński, a dowódcą operacyjnym gen. Błasik” uległo czasowo pewnemu osłabieniu. Już wraca. I niech tylko ktoś nie myśli, że Kuczyński na jaką taką uczciwość się nawrócił. Ma nową wersję. Bardziej pomocną dla swojego obozu. Niedwuznacznie sugeruje, że na Lecha Kaczyńskiego wywierano nacisk. To może lepiej od razu stwierdzić, jak komunistyczny „Przegląd” – Jarosław Kaczyński wymusił lądowanie samolotu.
„Rzeczpospolitej” gratuluję stałych współpracowników. Przynoszą honor gazecie, a ta coraz bardziej przynosi honor Polsce.
Twarde skrupuły
Organ Agory: „Rosyjski twardy pragmatyzm zderzył się ze skrupułami Tuska przed użyciem tragedii do rozgrywek politycznych”. Jakie piękne! I ten „pragmatyzm” i te „skrupuły”. Dobrze chociaż, że „WybGazeta” z przyjaciółmi się nie zderza.
Można głupiej?
Korespondent Polsatu w Moskwie: „Ostatnia nadzieja w prokuraturze” (Putina, zarządzanej przez Czajkę!). I coś takiego: „Strona rosyjska mocno podkreśla, że prokuratura jest organem niezależnym od jakichkolwiek instytucji rządowych” (!). Bliscy Politkowskiej podzielają to zdanie. Opinia, że prokuratura owa musi zareagować zgodnie z naszymi oczekiwaniami, jeśli chce dalszego „ocieplania relacji”, ma sens raczej średni, bo Tusk z Komorowskim zadbają z pewnością, by „ocieplanie” interesów rosyjskich było kontynuowane. Zdanie, iż wszyscy w świecie niezmiernie podziwiają MAK, jest też interesujące.
Rewelacje
Z listy sensacji: – Zwolennicy Janusza Kurtyki ponieśli porażkę w wyborach kandydatów do Rady IPN. A zwolennicy PO? „Wojciech Jaruzelski wygrywa wojnę o kształt pamięci o sobie”. Samodzielnie? Nikt mu w tej wojnie nie pomógł?
Technika
Za wstrzymaniem dostaw do Możejek stał putinowski dostojnik Sieczyn. Wydał zarządzenie, pół roku potem nastąpiła awaria, której przez cztery lata nie sposób usunąć. „Przecieki” nie pozostawiają tu żadnych wątpliwości. Sikorski: „ktoś podejrzliwy może dojść do wniosku, że chodzi o sprawę polityczną, a nie techniczną”. Sikorski w przypadku prawdziwych przyjaciół podejrzliwy nie jest. Dodaje: „Polska życzyłaby sobie, aby rurociąg znów zaczął działać”. Ale czy przypadkiem, technicznym, najważniejszej przyjaźni by to nie zakłóciło?
Rozleglej
„Władimir Putin decyduje, co jest w Rosji prawdą, a co nie” – przeczytałem. Tylko w Rosji?
Strach
„Dyktator Łukaszenka drży przed poetą” – wielki tytuł „G. Wyborczej”. Ale przed kim drży demokrata Tusk? Przed niesłuszną częścią Polaków? A może przed premierem Szwecji?
Odważnie
Nie będzie normalizacji stosunków z Białorusią, dopóki wszyscy więźniowie polityczni nie zostaną uwolnieni – oświadczył odważnie platformerski MSZ. Pięknie. Słusznie. Tyle że kwestia więźniów politycznych, a nawet zabójstw politycznych w Rosji w najmniejszym stopniu nie zmniejsza apetytu rządzących w Warszawie na łaszenie się do tamtejszego reżimu.
Symbolika
Belgia się sypie. Siedziba naszej stolicy, władz „jednoczącej się Europy”. Co za symbol!
Drżenie
Ja również, jak prezydent Szymborskiej, chciałbym podziękować poetce. Którą wszyscy kochamy i cenimy. Za przepełniony łzami i bólem tren po śmierci Stalina: „Jaki rozkaz przekazuje nam na sztandarach rewolucji profil czwarty – Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty! Wzmacniać warty u wszystkich bram. Oto Partia – ludzkości wzrok. Oto Partia – siła ludów i sumienie. Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie. Jego Partia rozgarnia mrok. Niewzruszony drukarski znak drżenia ręki pisarskiej nie przekaże. Nie wykrzywi go ból, łza nie zamaże. A to słusznie. A to nawet lepiej tak”. Próbka poezji miłosnej: „Partia. Należeć do niej. Z nią działać, z nią marzyć. Z nią w planach nieulękłych. Z nią w trosce bezsennej. Wierz mi to najpiękniejsze”.
Wiersze metafizyczne, jak ten nazywający Lenina „nowego człowieczeństwa Adamem” (kokos.salon 24.pl). Poza ideowością tego typu, który znakomicie ułatwia sięgnięcie po noblowskie laury, imponuje poetycka wszechstronność autorki. Warto przypomnieć najpiękniejsze karty twórcze tego sumienia narodu. Zwłaszcza że (mówiąc delikatnie) nie są nadmiernie nagłaśniane w rozlicznych hagiografiach poetki. Marzącej dziś wspólnie a nieulękliwie z Michnikiem, Komorowskim i zapewne Jaruzelskim.
O Ameryce
Młody człowiek, który zabił ludzi i zranił kongresmenkę, był wiele razy posyłany do psychiatrów swojego college’u. Rodziców wzywano, aby zakomunikować, że absolutnie powinien znaleźć się w szpitalu. Twierdził, że właściwie wszyscy poza nim są głupi, lubił palić amerykańską flagę. Bali się go i koledzy, i nauczyciele. Czemu go nie izolowano? Skrótowo: Ken Kesey. Ach, jakże wspaniały „Lot nad kukułczym gniazdem” to nie tylko, och jak piękno-szlachetny manifest wolności. Rozkwitła wówczas ideologia, w myśl której psychicznie chorzy to ludzie gnębieni hospitalizowaniem. Wypuszczono ich. W ostatnich latach pod wpływem przemocy zalewającej popkulturę (i bezstresowego wychowania) młodzież zaczęła urządzać masakry. Także w Europie. W Ameryce zaś nadal prawie niemożliwe jest izolowanie psychopatów. Zamiast poprawić ten groźny nonsens, zaczęto czyn owego szaleńca za wszelką cenę wiązać z polityką. Bo co to za okazja! Krytykujących Obamę można oskarżyć o szerzenie nienawiści. Dowalić prawicy. Londyński „Times” bredzi, że stwierdzenie, iż ustawa zdrowotna unicestwia powstawanie miejsc pracy (bezrobocie jest znacznie większe niż rejestrowane oficjalnie) to krwiożerczy język, nie do pomyślenia w innych parlamentach (!!!). Należy więc „zjednoczyć się”, by „nie było podziałów”. Tj. wspierać agendę Obamy. W ten sposób, oczywiście, psychopaci i szaleńcy znikną. Niestety, niektórzy Republikanie kupili te nonsensy. Obama zręcznie, trochę inaczej niż media, rozłożył tony. I wszyscy się zachwycili. Zapanowała atmosfera „kochajmy się”. Teraz wygłosi pojednawcze orędzie. Będzie niesamowicie nagłośnione. Zyska w sondażach. Powie ktoś – przesuwa się do centrum, to i dobrze. Otóż, stara się grać na dwóch fortepianach. Nie wierzę, że zaprzestanie. Stał się na powrót faworytem roku 2012. A to fatalne.
Nowych wieści z Ameryki jest wiele. Republikańskie działania ustawodawcze w Kongresie mają, wbrew gadaniu, duże znaczenie. Już dziś. Nawet w kwestii odrzucenia „reformy zdrowia”. To jednak dłuższy temat. Orędzie Obamy, choć będzie „wspaniałe”, interesuje mnie mało. Liczą się wyłącznie czyny. Natomiast istotny jest ton i forma odpowiedzi Paula Ryana, szefa komisji budżetowej, wielkiej gwiazdy GOP. * Kolejny „projekt” – kobiety na pierwszą linię frontu (w imię „równości”) to następny przykład szaleństwa opartego na obłędnym założeniu, że między płciami nie ma żadnych różnic.
Detal, smakowity
Wraz z Szymborską prezydent udekorował m.in. jakże nowoczesną Andę Rottenberg (ale nie K. Kozyrę) oraz – co niby najbłahsze, ale mnie zdenerwowało – La Passionarię polskich recenzentów B. Hollender z „Rz”. Tę od „Stone burzy mity”, „Kino powinno budzić” (marksistowsko) itd. Rozjazdy po festiwalach, postępowych, że aż zęby bolą – ogłupia, jasne. Ale p. Hollender to okaz doprawdy wyjątkowy. Zaczynam cenić tych aktorów, którzy z tą osobą (o mentalności twórców „Jasnych łanów” czy też ubeckiego „Cienia” nadawanego przez Canal +) nie rozmawiali. P. Hollender nie jest „zasłużona dla kina”. P. Hollender jest zasłużona w walce o pokój, postęp – przeciw imperializmowi i Systemowi. Jakże pasuje do czasów Komorowskiego, Michnika, Żiżka i M. Moore’a. Trafny laur.
Na topie
„Narracja” – nowy termin, którego użycie jest niezbędne we wszelkich tekstach publicystycznych i „publicystycznych”. Obawiam się, że nie będę „grzmiał” i nie „wyartykułuję” określenia „narracja”.Choć to słowa „kultowe”.
Jacek Kwieciński



Komentarze
Pokaż komentarze (1)