Piotr Lisiewicz
Pierwsza Dama Anna Dziadzia, później Dembowska, a obecnie Komorowska, zapowiedziała, że pojedzie 10 kwietnia do Smoleńska, „jeśli będą sobie tego życzyły rodziny ofiar katastrofy”. Pani Anno, mogę pani pomóc. Zrobiłem wstępne rozeznanie i udało mi się ustalić, że w rodzinach owych dominuje następujące stanowisko: spieprzaj Dziadzia!
Był rok 1948, gdy we Wrocławiu odbywał się Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju, na którym sowiecki pisarz Aleksander Fadiejew wygłosił słynne przemówienie o szakalach piszących na maszynie i hienach władających piórem, czyli pisarzach antykomunistach. Przybyły na Kongres Pablo Picasso nasmarował na serwetce w restauracji przy hotelu „Monopol” na Świdnickiej gołębia. Ów roznosiciel zarazków, skądinąd agresywny wobec innych ptaków, został symbolem pokoju. Po festiwalu z 1957 r. w Moskwie wypuszczenie tysięcy gołębi skończyło się ekologiczną katastrofą – mnożąca się gigantyczna populacja pokryła swoimi odchodami pół miasta, w tym pomniki bolszewickich bohaterów. „Komunistyczny gołąb pokoju ma na swoich szponach krew” – pisał w 1968 r., po rozjechaniu czołgami Pragi, Juliusz Sakowski, emigracyjny publicysta. Motyw gołąbka pojawia się w piosenkach polskiego undergroundu. Zespół The Gits grający muzykę oi! śpiewa w piosence „Czyste jak polska wódka”: „Strzelać kazali z PZPR-u do robotników, swych bohaterów, a w maju puszczali gołąbki pokoju – mieli s (...) syny poczucie humoru”. Ogłoszono właśnie, że w Smoleńsku 10 kwietnia kagiebowcy razem ze swoimi polskimi poplecznikami zamierzają wypuścić w powietrze 96 gołębi, co zostanie pokazane jako dowód polsko-rosyjskiego pojednania. A jakieś przemówienie o hienach i szakalach z „Gazety Polskiej” też będzie?
Komendant policji Andrzej Matejuk z zaciętą miną zapowiedział, że chuligani stadionowi będą traktowani u nas jak mafia. Super! Znaczy się będą mieli łatwy dostęp do broni, gwarancję bezkarności w razie wpadki, możliwość zakładania kasyn, firm ochroniarskich oraz bankiety z politykami i show-biznesem? Żyć, nie umierać!
Michał Kamiński powiedział brytyjskiej gazecie, że ekstremiści przejęli kontrolę nad PiS, co zmusiło go do opuszczenia tej partii. Fakt, jeśli PiS robi się bardziej radykalny niż Kamiński, były członek Narodowego Odrodzenia Polski, to są powody do niepokoju. Nie dziwi w tej sytuacji, że Kamiński zgolił włosy, by zademonstrować solidarność z działającymi w NOP skinami. Teraz skrajnie prawicowy PiS będzie ich gnębić i twierdzić, że skini to zakamuflowani Żydzi.
Pamiętają Państwo tekst Wojciecha Czuchnowskiego „Tajemnice laptopa mordercy”, dowodzący, że zabójca Marka Rosiaka interesował się różnymi politykami, a na PiS być może padło przypadkiem? „Komorowski także był na liście polityków, których poszukiwał morderca” – pisał Czuchnowski. No i czego żeście się, Czuchnowski, czepiali? On po prostu był ciekawy, co słychać u kolegi partyjnego.
Na Pradze mieści się Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, której założycielem i szefem Rady Programowej jest sam towarzysz Janusz Reykowski, były członek Biura Politycznego KC PZPR. Bolszewiccy oligarchowie płacą sporo kasy za wysyłanie na ową uczelnię swojego potomstwa. A potomstwo to przed zajęciami myśli tylko o jednym – gdzie tu kupić „Gazetę Wyborczą”. Udaje się w tym celu do jednego z pobliskich kiosków no i trafia tam na tradycyjną Pragę. W postaci kioskarza, który trzyma wyłożoną z przodu „Gazetę Polską”. Natomiast „GW” leży u niego na podłodze, a wyleguje się na niej uroczy piesek rasy yorkshire terrier. Ostatnio kioskarz musiał bronić się przed zarzutami studentów, że jego pies ma pchły, które przechodzą na szpalty „GW”, a z nich na studentów. Ponoć boją się oni pcheł niczym Reykowski stonki ziemniaczanej pół wieku wcześniej.
Z kolei studenci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zakablowali swojego profesora, że był nietrzeźwy na wykładzie. Żeby jeszcze jakoś poważnie! Tymczasem profesor ów miał tylko nędzny 1 promil. Na studiach niespecjalnie zadawałem się z ludźmi ze swojego roku – nie mój klimat. Ale mimo wszystko coś takiego jak zakablowanie nietrzeźwego profesora było nie do pomyślenia. Cóż, prowadziło się parę latek temu wśród studentów kampanię przeciw lustracji i tłumaczyło, że donosicielstwo nie było złe? Ano prowadziło. To teraz za karę będzie się prowadzić wykłady o suchym pysku.
„Gazeta Wyborcza” postanowiła zemścić się za bojkot swojego tytułu na liderze stowarzyszenia „Wiara Lecha”, znanymi pod internetowym pseudonimem „Litar”. Dlatego wytropiła, posiłkując się taśmami z monitoringu, że miał on opluć niepodporządkowującego się regułom obowiązującym w tzw. kotle osobnika. „Sponiewierał” – takiego określenia użyto, insynuując jeszcze inne zarzuty, które z filmiku nie wynikają. Cóż, „poniewierać” to słowo pojemne – ja na przykład też w pewnym sensie co tydzień poniewieram autorami „GW”, a czasami nawet na nich pluję. Szef „Wiary Lecha” zareagował w stylu kibolskim – oświadczył po wielu godzinach, że nie miał czasu zajmować się atakiem mało ważnej gazetki, bo był z królikiem u weterynarza. Nie był to pierwszy tego typu atak na „Litara” – niegdyś „GW” zarzuciła mu grożenie przemocą kibicom, którzy w czasie wyjazdu do Holandii będą zdradzać objawy naćpania. W tekstach „GW” o kibicach da się zauważyć pewną schizofrenię. Z jednej strony na meczach mają się pojawiać tysiące bandytów. Z drugiej – każdy objaw dyscyplinowania ich twardą ręką opisywany jest jako skandaliczne nadużycie. Oczywiście na mecze nie przychodzą chmary bandytów. Ale pojawiają się na nich tysiące niekoniecznie metroseksualnych młodych mężczyzn. Coś jak w wojsku. „Myślisz, że jak twój ojciec ma jadłodajnię, to ci już wszystko wolno? Gówno ci zaś wolno!” – taką wypowiedź swojego sierżanta wspominał pisarz Tadeusz Nowakowski. Język dowódców wszystkich armii świata nie przypadkiem bywa soczysty, a maniery niekoniecznie salonowe. Przy okazji przesyłam pozdrowienia dla 7,5-letniego królika Litara. Życzę mu wielu lat w zdrowiu oraz pociechy z dzieci i wnuków.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)