Contra
Niezadługo zajmę się konkretnie tym, jak, moim zdaniem, powinna działać jedyna poważna partia opozycyjna. Parę uwag ogólniejszych. Nie chodzi o żadne „wszystko albo nic”. Monopoliście, którego w żaden sposób nie można zaliczyć do „obozu niepodległościowego”, należy przeciwstawić się zdecydowanie. Określenie „obóz niepodległościowy” można wyśmiewać, ale dla mnie pozostaje wyznacznikiem podstawowym. Przy takim nastawieniu natrętne nawoływania do „umiarkowania”, tj. wpisania się w istniejący układ, brzmią bezsensownie. PiS jest „radykalny” akurat w tym, w czym byłem „radykalny” całe świadome życie. Piszę to także po to, by dalsze uwagi nie było postrzegane jako defetystyczne. Ukazanie trudności to nie defetyzm. Powinno mobilizować, a nie odwrotnie. Jest tak, że obecna partia władzy, nawet zajmując w wyborach drugie miejsce – wygrywa. Potencjalnych koalicjantów ma aż za dużo. Szczerze mówiąc, nie wierzę w odsunięcie Tuska. A jeśli nawet, to alternatywa rysuje się też fatalnie. „Bunt” Schetyny to dla mnie wyłącznie starania o mocną pozycję. Pozostaje więc ktoś typu „Bronka”, czyli prosowiecki, pardon prorosyjski, już bez żadnych osłonek. Ponadto walka z monopolem, oczywiście, ale jak można życzyć dobrze SLD? Kierownictwo jest młode, ale to ono dokooptowało do partii weteranów PRL, coraz bezczelniej nawiązujących do tamtej tradycji. Toteż, nawet gdyby był możliwy, alians powyborczy z SLD, to dla mnie koszmar. Jak widać, realistyczne przeszkody na drodze do prawdziwej zmiany w Polsce są gigantyczne. Ale właśnie dlatego trzeba szukać nowego podejścia, nowej strategii, wyjścia poza partyjne ramy. Po to, by orientacja niepodległościowa nie tylko przetrwała, ale aby była jak najsilniejsza.Na ile to tylko możliwe.
Odcinki
Zdecydowali
Lot samolotu z prezydentem Polski na pokładzie prowadzono z Moskwy. Jakże precyzyjnie można określić głównego winowajcę!
„Dobry ton”
Kolejna decyzja rosyjskiego Sądu Najwyższego w sprawie Katynia. Muszę powtórzyć. B. Komorowski: „Dialog i bliższa współpraca zaczęły nadawać dobry ton naszym kontaktom z Rosją”. D. Tusk – dobre stosunki z Rosją są priorytetem (górującym nad zgoła wszystkim). Niektórzy w Polsce (nieliczni) zauważyli, że pokorne łaszenie się do Rosji jest bezsensowne, kontrproduktywne. Było, jest i będzie. Ale chyba równie istotna jest kwestia, skąd wziął się ten niesłychany pęd ku miłości wobec Moskwy, który nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek pragmatyzmem. Dużo natomiast z „ociepleniem” interesów Moskwy w Polsce. Doprawdy intrygujące pytanie. Nieprawdaż?
Niemal tabu
Napisałem, że nieliczni zwrócili uwagę na efekty polityki „kocham pana, panie Ławrow”. Media różnych – niby? – orientacji obok kolejnych tytułów pn. „Rosję trzeba szanować” piszą o gestach rosyjskich, że Rosja musi powiedzieć „b”. W wywodach tych kompletnie gdzieś znika rząd RP, jego polityka, skutki tej polityki. To jest niemalże temat tabu.
Zły ton Memoriału
O owym „dobrym tonie” Sikorski, Komorowski, reszta rządu dudnili bez przerwy i bez przerwy. Także po rosyjskiej pierwszej, oficjalnej, skandalicznej odpowiedzi wysłanej do Strasburga. W wielu już rozmowach z Miedwiediewem Komorowski z pewnością nie poruszył takiego detalu, jak postępowanie Rosji w sprawie Katynia. I jakoś nikogo nie dziwi, że orędownikiem polskiej sprawy jest rosyjski Memoriał. A nie Warszawa.
Patrzmy w przyszłość
Powiedzmy wprost: tak jak katastrofę smoleńską obecny rząd zlekceważył Katyń 1940. Jest dlań kwestią drugorzędną. Nic nie może zakłócić… Trzeba patrzeć w przyszłość… Pamiętamy pełne patriotycznego uniesienia St. Niesiołowskiego, by nie nazwać ludobójstwa ludobójstwem. Po pierwszym piśmie przesłanym z Moskwy do Strasburga rodziny ofiar stwierdziły, że to „policzek wymierzony nie tylko nam, ale wszystkim tym, którym zależy na pełnym wyjaśnieniu zbrodni katyńskiej”. Tym, którym zależy (naprawdę). Właśnie.
Umorzenia odtajnią
Ach, nie. Wszystko, co napisałem, jest nieważne. „Materiały” na temat utajnienia postępowania o umorzeniu śledztwa zostaną przekazane Polsce. „Zaraz po zakończeniu prac nad ich odtajnieniem”. „Umorzenie”. Poznamy decyzje na temat umorzenia sprawy. Na to czekaliśmy. To jest powiedzenie „b”. Pełna informacja o umorzeniu odpowiedzialności za Katyń. Kolejny gest.
„Uzupełnią”
Sikorski mówi, że „polska prawda będzie pełniejsza, czyli lepsza”. „Pełniejsza” oznacza, że będzie półprawdą. W takiej sprawie nie widzę różnicy między fałszem totalnym a sztukowaniem prawdy przemieszanej z kłamstwami, reglamentowanej.
Żelazna zasada
Symetria. To jest obowiązujące. Niemalże tak, jak używanie słowa „grzmiał”. Kto ze straceńczą odwagą krytykuje wyrywkowo rząd, musi dodać, czasem zupełnie nie ą propos: „a z kolei PiS…”. Słusznie. Trzeba też przyłożyć partii współrządzącej. Niniejszym przypominam o tym obowiązku. Czasem, np. w sprawach gospodarczych, można zrobić wyjątek, ale proszę pamiętać – stosowanie tej zasady jest obowiązkowe. Kto tego nie robi, sam się kompromituje.
Wstyd, uzasadniony
Polacy, cały naród, to hieny cmentarne. W ogóle jesteśmy najohydniejszym plemieniem na Ziemi. Zawsze byliśmy. Jest czego się wstydzić. I wiadomo, co należy potępiać i zwalczać. Polskość mianowicie. Nasze winy są wszechstronne. Całkiem niedawno media rosyjskie informowały, że II wojna to pokłosie polskiego awanturnictwa roku 1920. A miliony pomordowanych i łagierników to właściwie ofiary nie Lenina i Stalina z pomagierami, ale Józefa Piłsudskiego. Odpowiadamy więc również za wybuch II wojny, a także za terror w ZSRR. Polska i polskość są zakałą ludzkości. Rodzime autorateta chętnie ten temat rozwiną.
Tylko sąd!
Wiadomo (i wspominam o tym wyżej), z czym teraz musimy – powinniśmy – się mierzyć Ale myślę, że ta opóźniona notka pozostaje aktualna. Jest nawet coraz aktualniejsza. Nie zaprzestaną pisać o „polskich obozach”. Fakt, że jeden z dzienników zachodnich pomieścił w swoim kodeksie redakcyjnym wskazówkę, by tego określenia unikać, nic nie zmienia. Jest wiele innych mediów. Oczywiście nie tylko w Ameryce. Sprostowania to też za mało. „NYTimes” np. jest tak redagowany, że musi zamieszczać sprostowań dziesiątki. Na str. 48. Podziwiam działania Fundacji Kościuszkowskiej i jej szefostwa. Ale jedynym remedium byłoby wytoczenie przy pierwszej okazji sprawy sądowej przez polski MSZ (o ile mamy MSZ). W Ameryce trudno byłoby ją wygrać, ale nie o to chodzi. Równe fundusze co na sprawę przeznaczyć się powinno na jej nagłośnienie. Poruszono by w jej trakcie oczywiście także to, jak wyglądała okupacja hitlerowska w Polsce, na ile różniła się od tej na Zachodzie, kim byli pierwsi więźniowie Auschwitz. I wiele więcej. Ze względu na „egzotykę” (na Zachodzie) tematu owo nagłośnienie mogłoby być tego rzędu, że dosłyszałyby je tamtejsze media. A wówczas wyrok sądu miałby znaczenie drugorzędne.
Bardzo
Korespondent „WybGazety”: „W Rosji bardzo nas cenią”. No, ja myślę. Tak jak Janukowycza? Czy jednak na razie trochę mniej?
Cóż, nakazali
Drakońskie unijne limity emisji CO2 dotkną Polski. Stracimy niesłychane sumy. Rzecz dotknie wszystkich. Firmy z branży szczególnie dotkniętych tymi nakazami już szukają miejsc za granicą, gdzie mogłyby się przenieść. Jakoś wielce cicho na ten temat. A wart poruszenia, poza meritum sprawy, z co najmniej trzech powodów: 1. Porażki rządu. 2. Mnożenia się arbitralnych zarządzeń Brukseli. 3. Totalnej nonsensowności, na której opiera się cała ekohisteria.
Inne parafie
W 1981 r. na UW odbyło się uroczyste uczczenie Marca 1968 r. Były m.in. przemówienia, sesje. Na jednej z nich po wystąpieniu nieco wówczas innego niż dziś Marcina Króla A. Michnik stwierdził: „Mówisz, jakbyś był z AK”. Implikacja tego sformułowania była oczywista – Michnik wywodzi się z zupełnie innej tradycji, innej „parafii” niż Armia Krajowa. Uderzyło mnie to tak bardzo, że pamiętałem to cały czas, przez tyle lat. Jak i zachwyt Michnika w latach 70. eurokomunizmem, propagowanym wówczas głównie w Hiszpanii. W „Kulturze” Michnik życzył „socjalizmu” (eufemizm dla owego komunizmu z ludzką twarzą) całej Europie. Słowo „całej” sam podkreślił. Było to preludium do późniejszego zachwytu nad kolejną podobną próbą – pierestrojką Gorbaczowa. Był nią zafascynowany. Życzył jej jak najlepiej. Jej, czyli zachowaniu pięknie zliberalizowanego ZSRR. W działaniach opozycji Michnik miliony razy przewyższa takich jak ja (to, że krytykujący pełnię ortodoksji komunizmu z takich pozycji przyczyniają się wyjątkowo do jej osłabienia, to duży osobny temat). Ale powtarzam – dążył, by powstał świat, Europa, nasz region, Polska zupełnie inne od tych, jakich pragnęli tacy jak ja. To jest różnica zgoła podstawowa. Marzyliśmy, by ZSRR i pierestrojkę wraz z Gorbaczowem diabli wzięli. I, notabene, byliśmy przekonani wówczas, w późnych latach 80., że tak się stanie. Pewno z braku fascynacji.
Czkawka Okrągłego Stołu
Prezydencka kancelaria stała się w dużej mierze Unią Wolności bis. Z dodatkami równie makabrycznymi. UW (w różnych wydaniach) była zawsze moim ideowym przeciwnikiem. T. Mazowiecki prezentowany jest jako najważniejszy doradca osoby pełniącej funkcję prezydenta RP, ktoś o fantastycznych zasługach. Dla mnie T. Mazowiecki i jego „filozofia” jako premiera są praprzyczyną zła. „Gruba kreska”, nierozliczenie komunizmu, nieodcięcie się od PRL są źródłem, zatrutym źródłem tego, iż Polska nie jest wciąż normalna. I że mogą powracać – co właśnie obserwujemy – lata 90. Wtedy, u zarania III RP, podpisano cyrograf i – co było dla mnie oczywiste – przesądzono sprawę na pokolenia. Modne twierdzenie, że tak było trzeba – wybrać Jaruzelskiego itd. – tylko należało z paktu z komunistami wycofać się wcześniej (czego nie uczyniono i nasz kraj był do jego końca największym sojusznikiem ZSRR) – zawsze odrzucałem. Nie było potrzeby. Obóz (pokoju i socjalizmu) zaczął trzeszczeć w szwach. Natrafiłem na rocznicową wypowiedź T. Mazowieckiego o Okrągłym Stole: „W głowie mieliśmy budzik: ostrożność”. Jest to uwaga kompromitująca. Okrągły Stół zarządził Gorbaczow. Spierestrojkowanie Polski było zaleceniem, które przywódcy PRL musieli wykonać. Straszenie „buntem generałów”, III wojną, tym, że ZSRR może zniszczyć swój pieczołowicie wtedy konstruowany wizerunek – to był prymitywny szantaż. T. Mazowiecki i rycerze Okrągłego Stołu aż za łatwo ów szantaż wzięli za rzeczywistość. Dziś aplikuje się nam na powrót całą tamtejszą „filozofię”. Od antydemokratycznego semi-autokratyzmu, którego orędownikiem był wtedy Mazowiecki, po tchórzliwą służalczość wobec sąsiada. Mówiąc delikatnie, Mazowiecki jest wart Komorowskiego. I na odwrót. Wspominając o drodze życiowej Mazowieckiego, wypomina mu się na ogół zachowanie w czasach terroru komunistycznego, a potem już nie tyle sam pobyt w Sejmie, ale wyjątkowo nachalne sławienie komunizmu. Ale to przecież nie wszystko. W czasie Soboru Watykańskiego Mazowiecki, Turowicz i inni wystosowali do Ojców Soboru anonimowe pismo atakujące, dyskredytujące kardynała Wyszyńskiego. Prymas Tysiąclecia wiedział jednak, kim byli autorzy donosu, i odnotował to. Dziś jednym tchem czci się Stefana Wyszyńskiego i T. Mazowieckiego. Cały epizod wymazano zaś potężną gumką. T. Mazowiecki zawsze był i pozostał „postępowym katolikiem”. A to dziś przecież modne. Nigdy, nawet przez chwilę, T. Mazowiecki nie był dla mnie postacią pozytywną. Ale pasuje do obecnej Polski. Ten powrót oznacza jednocześnie, że nie myliłem się w jego ocenie.
Cep nowoczesności
Powtarzam po raz dziesiąty. Konserwatyzm (w ujęciu globalnym) nie jest anachroniczną tęsknotą do minionych porządków. Wierność tradycji to nie jakiś tępy anachronizm. To próba podtrzymania „paru podstawowych prawd”, które po prostu muszą być niezmienne i uniwersalne. Paru. Oraz istnienia prawdy jako takiej. To obrona przed relatywizmem i nihilizmem. Stoimy na barkach naszych przodków. Bez pamięci o przeszłości nie ma przyszłości. Nie wszystko, co nowe, jest piękne. Tymczasem w szybkim tempie pojęcie „konserwatyzm” zaczyna być (jak jest już „tradycjonalizm”) traktowane zgoła pejoratywnie. Warto zapytać, co to za zwierzę ta „nowoczesności”. Czy to Kuba Wojewódzki, galerianki, prymitywizm, wulgarne „performance”, używanie słowa na „k” jako znaku przestankowego? Należy to krzewić? Przystosować się? Czy może „się zbuntować”?
Najważniejsi
Wszyscy kłaniają się w pas władzom komunistycznych Chin. Amerykanie szczególnie, co jest zrozumiałe, bo Pekin jest bankiem USA.Stany są jego dłużnikiem.Nie będę tu wnikał w perspektywy rozwoju (dominacji) chińskiej potęgi lub też jej załamania. Jeszcze bardziej niepokoi rozbudowa przez Pekin sił militarnych. Na ogromną skalę.
Pomogą bombami
Mamy w świecie kryzys żywnościowy. Ciekawe, czemu nagle wybuchł. Pewno, że jest kogo żałować (w przeciwieństwie do np. francuskich związkowców). Ale jego efekty mogą zaiste zmienić świat. Mogą to też uczynić działania Międzynarodówki Anarchistów.
Coraz równiej
Tzw. kwoty w biznesie, czyli parytety. Na początek płciowe. Już są pierwsze głosy: stopniowo, w każdej firmie, na takich i takich stanowiskach ma być obowiązkowo tyle i tyle kobiet. Jestem pewien, że za jakiś czas stanie się to normą. Parlamenty, w tym nadzwyczaj poprawny, nasz, uchwalą.
Podziwiać trzeba
„Sztuka jest polityką”, „Śpiewam politycznie” – pełno u nas zachwytów nad sztuką wszelkiego rodzaju i wszelkiej rangi „zaangażowaną”. Z jakichś względów musi być światowy consensus podziwu dla tego zaangażowania. Jednolicie postępowego, czyli mówiąc wprost – lewicowego, jeśli nie lewackiego. Na czele grupy piewców powinna znajdować się Polska. Czemu?
Nadrabiamy
„Obama popiera aborcję” – entuzjazmuje się „Rzeczpospolita”. „Małżeństwo – po co?” – zachwyca się „Gazeta Wyborcza” unowocześnianiem się zwyczajów w Polsce. Postęp nie tylko u nas postępuje. Wspieramy, cieszymy się nim, gdzie by nie narastał.
Jacek Kwieciński



Komentarze
Pokaż komentarze (1)