246 obserwujących
1040 notek
2365k odsłon
2924 odsłony

MAK UPRAWDOPODOBNIŁ ATAK ELEKTRONICZNY

Wykop Skomentuj7

Sprzeczność podanych przez MAK współrzędnych miejsca, gdzie rozbił się Tu-154, i współrzędnych zatrzymania się komputera pokładowego FMS, a także różne miejsca zniszczenia samolotu i zaniknięcia zasilania komputera, mogą wskazywać na możliwość zastosowania meaconingu do zmylenia polskich pilotów.

– Ponieważ część opinii publicznej podejrzewa, że katastrofa mogła być wynikiem celowego działania, należy to zweryfikować oraz odtajnić zapisy z czarnych skrzynek – uważa Marek Strassenburg Kleciak, pracujący w Niemczech polski ekspert ds. nawigacji satelitarnej, który wygłaszał prelekcje m.in. na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium i w Instytucie Faunhoferea w Darmstadt, był też doradcą niemieckich organów administracji państwowej. – By dokonać skutecznej manipulacji danymi, nie trzeba – jak pisała „GP” – podmieniać fragmentu hardware (komputera), który wysyła się do badań, zwłaszcza że jest to dość łatwe do wykrycia. Podana w artykule „GP” „Dlaczego zamilkł komputer pokładowy” z 26 stycznia br. informacja, że urządzenie przestało działać na wysokości 15 m nad poziomem lotniska, może być według mnie poszlaką wskazującą na atak elektroniczny. Piloci mogli mieć przeświadczenie, że są w prawidłowym miejscu ścieżki podejścia, tymczasem samolot już zboczył z kursu. Powinno to być przedmiotem badania w toku dochodzenia. Trzeba stwierdzić, w którym dokładnie momencie kończy się zapis – dodaje Marek Strassenburg Kleciak.

„GP” pisała o hipotezie zastosowania meaconingu do zmylenia Tu-154 już w kwietniu 2010 r. Taką hipotezę postawili właśnie Marek Stressenburg Kleciak i Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Meaconing polega na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia komputera pokładowego samolotu.

Skutek błędnych współrzędnych

W poprzednim numerze napisaliśmy, że według raportu MAK, zanik zasilania i „zamrożenie” pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiło 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia” pamięci komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię.

– Podane przez MAK współrzędne miejsca, w którym rozbił się samolot, i współrzędne zatrzymania się komputera pokładowego FMS dzieli ok. 140 m, choć powinno to być to samo miejsce – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Współrzędne miejsca, w którym rozbił się samolot (dokładnie: współrzędne środka tej strefy), to według MAK 54ľ49.450’N i 32ľ03.041’E (str. 88 polskiego tłumaczenia raportu MAK). Natomiast współrzędne miejsca zatrzymania się komputera pokładowego FMS – 54°49,483’N i 032°03,161’E (str. 117 polskiego tłumaczenia raportu MAK). Informacje te odczytali Amerykanie, bo w rządowym tupolewie zainstalowany był FMS produkcji USA.

– Gdy nastąpił zanik zasilania FMS, polski Tu-154M znajdował się ok. 60 m przed miejscem pierwszego zderzenia z gruntem i ok. 600 m od progu pasa. Tak wynika z obliczeń na podstawie podanych przez MAK współrzędnych – powiedział „GP” K.M.

Jak zauważył na stronie Salon24. pl bloger KaNo, ze sprawą komputera FMS łączy się także tajemnicza sprawa przeniesienia części samolotu, którą raport MAK (strona 87, zdjęcie 35 wersja ang.) oznacza jako numer 33. Na stronie 84 czytamy, że nr 33 to fragment lewej konsoli statecznika poziomego ze sterem wysokości. Porównując zdjęcia obszaru katastrofy z 11 i 12 kwietnia 2010 r., można zauważyć, że element ten odpadł od samolotu jeszcze przed uderzeniem w ziemię w miejscu, w którym samolot był jeszcze w powietrzu, i w miejscu, w którym kończy się zapis komputera FMS. Choć na pierwszy rzut oka może to przemawiać za hipotezą eksplozji w powietrzu, trzeba mieć na uwadze, że taki wybuch spowodowałby rozrzucenie w tej okolicy innych części maszyny. Z porównania fotografii wynika ponadto, że opisywany element został potem przeniesiony ok. 50 m dalej w kierunku pierwszego zetknięcia się samolotu z ziemią.

Mylne komunikaty z GPS

– Sygnały z satelitów systemu GPS są wykorzystywane przez komputer pokładowy FMS i TAWS, który na tej podstawie oblicza współrzędne samolotu i pokazuje pilotom jego aktualne położenie na ekranie. Współrzędne są pokazywane po wprowadzeniu ich w system jako punkt na mapie. Jest prawdopodobne, że odbiornik GPS pracujący w obwodach TAWS oraz FMS zmylony atakiem elektronicznym pokazywał pilotom błędne położenie i wysokość, które piloci traktowali jako prawdziwe położenie samolotu. W tej sytuacji ostatni zapis w pamięci systemu przed zaprzestaniem jego działania musiałby informować, że znajduje się na wyższej wysokości i w innym położeniu. Odpowiada to z grubsza różnicy między współrzędnymi miejsca, w którym rozbił się samolot, a tymi, które komputer pokładowy zarejestrował jako ostatnie współrzędne przed zaprzestaniem działania – mówi „GP” Marek Strassenburg Kleciak.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale