Contra
To, co się dzieje w Egipcie i okolicach, słusznie przesłania wszystko. Ma ogromne znaczenie dla świata, a więc i dla nas. A nie tylko dla USA i Izraela. Nie tylko ekonomiczne. Sympatia dla protestujących nie kłóci się z obawą o to, co będzie potem. Beztroskie przywoływanie Iranu Chomeiniego budzi lekkie przerażenie. Także jeśli komuś leży na sercu przyszły los mieszkańców Egiptu. Wojsko jest instytucją, którą Egipcjanie poważają. To dzięki jego postawie nie doszło do masakr, a także np. zamknięcia Kanału Sueskiego. Ma jeszcze do odegrania dużą rolę i nikt nie powinien się z tego względu zżymać. Może przeciwstawić się radykałom. Opozycji brak liderów – ElBaradei raczej oparcia w społeczeństwie nie ma. 20 proc. poparcia dla Bractwa Muzułmańskiego to dla zdeterminowanej mniejszości bardzo dużo. W to, że ta osławiona, wszędzie obecna organizacja – z której wywodzą się zabójcy Sadata, w tym obecny zastępca bin Ladena – przemieniła się nagle w zgoła wyłącznie towarzystwo charytatywne, trudno uwierzyć. Groźba destabilizacji regionu (świata) jest realna. Zwłaszcza że, co niemal umyka opinii, Liban został opanowany już prawie w pełni przez Hezbollah. Ameryka, reagując stopniowo coraz ostrzej, zachowała się całkowicie sensownie. I nie gorzej niż Europa. Mało mówi się o znacznie gorszej dyktaturze w Syrii (a także Libii). A brutalną rozprawę reżimu irańskiego z opozycją przyjęto ze spokojem. Wszelako i te drapieżne reżimy od zagrożenia falą protestów bynajmniej nie są wolne. Egipt zaiste nie musi koniecznie zmienić się w państwo radykalnie islamskie, wypowiedzieć układu z Izraelem, wspomagać Hamas. Trudno jednak uwierzyć także, by stał się demokracją, nawet arabskiego typu. Podobnych terminów warto używać wstrzemięźliwie.
Odcinki
XXI wiek
Sytuacja w Egipcie i okolicach to najważniejszy problem geopolityczny od wielu lat. Nie ścigam się z agencjami. Jednak niezależnie od tego, jak przebiegną tam wypadki, powstanie nowa sytuacja. Bynajmniej nie tylko w tamtym regionie. A Polska nie leży na Księżycu. Być może zresztą obserwujemy początek procesu, który wykroczy w sensie dosłownym poza Bliski Wschód. Nie sugeruję, że rychło obejmie Chiny. Ale fakt, że główne tamtejsze media milczą nt. Egiptu, jest ciekawy. Dla pewnego kontrastu: kraje arabskie (muzułmańskie) bardzo różnią się między sobą.
Perspektywy
„Plan [ratunkowy] dla Grecji nie działa” – oświadczył jeden z szefów banku centralnego w… Portugalii. Bezrobocie w strefie euro utrzymuje się na poziomie 10 proc. Można oczywiście zakładać, że Niemcy wszystko uporządkują czy też podporządkują (sobie). Może nawet Unii nie będzie się dzielić na strefy. Czy zapewni to „Europie” świetlaną przyszłość, nie mówiąc już o obywatelskiej demokratyzacji, należy raczej wątpić. W USA niby kryzys się przezwycięża, giełdy podskoczyły, ale owo „przezwyciężenie” (wciąż wysoce niepełne) odbywa się ogromnym kosztem, przesuniętym w przyszłość. Poza tym wzrasta groźba inflacji. O finansowo-gospodarczej „świetlanej przyszłości” Polski zamilczę.
Niewiarygodni
Zdumiewa mnie kompletny brak reakcji na informację, że o lądowaniu samolotu w Smoleńsku nie zdecydował główny kontroler, lecz wprost Moskwa. Przecież ma to znaczenie podstawowe. Nieakcentowanie tego, że jeszcze niedługo przed wypadkiem pilot był przekonany, iż zamknięte wówczas lotnisko w Witebsku jest lotniskiem zapasowym. Władze RP właśnie uwzględniły wszystkie „prośby prawne” strony rosyjskiej (piękną tu mamy wzajemność). Powinna być przygotowana i szeroko rozpowszechniona lista wyłącznie zaniechań (więcej niż „błędów”) obecnego rządu, zaniechań, które można określić jako polityczne, partyjniackie. Uchwały sejmowej w sprawie raportu MAK nie będzie, bo żadnych szans na to, aby PO „raport” naprawdę potępiła – nie było. A uchwała tchórzliwie kłamliwa nie byłaby nic warta. Nie mówiąc już o tym, że na „wysłanie w świat sygnału” jest grubo za późno. Dodam na razie, że nie wierzę ministrowi Millerowi (i innym). Ciężko pracujący szeregowi eksperci na kształt i formę „polskiego raportu” nie będą mieli wpływu. Obawiam się nawet, że polskie (a jakże) wstawki mogą być wymierzone w śp. Lecha Kaczyńskiego. A niestety, większość Polaków to przełknie. Boję się, że prawdy nie poznamy nigdy.
Prawdziwa wielkość
„Happy Birthday Mr. President” głosił tytuł na okładce jednego z tygodników amerykańskich. Nie był oczywiście jedyny. 6 lutego minęła 100. rocznica urodzin Ronalda Reagana. Stała się niemal ogólnoamerykańskim świętem. Zapowiedziano imprezy, uroczystości, z ich ukoronowaniem w słynnej bibliotece Reagana Simi Valley (z udziałem Nancy Reagan). Senatorzy z obu partii już wcześniej uczcili Reagana.
W tym numerze piszę znów o R.R. To niewątpliwie najwybitniejszy prezydent Ameryki – tego dowodzi zresztą ostatnie badanie opinii publicznej – który (nie ma w tym cienia przesady) nie tylko wygrał zimną wojnę, ale i zdruzgotał nieodwołalnie ZSRR, tak że ostatnie podrygi doszczętnie osłabionych przez Reagana Sowietów nie mogły już zapewnić im nawet ograniczonego sukcesu. Stworzył warunki, w których mogliśmy odzyskać wolność. Zwłaszcza my, bo włączenie się Reagana w „Crusade for Freedom” sprzed bez mała 60 lat było działaniem na rzecz zniewolonych przez Sowiety narodów. Tak rozpoczął swoje zaangażowanie polityczne. Nigdy nie zaakceptował Jałty. Wśród tych narodów szczególne miejsce zajmowała w jego sercu Polska. Na wiele lat przed myślą o prezydenturze mówił w radiu o Katyniu, o naszej męczeńskiej historii, Powstaniu Warszawskim. Wtedy, gdy nikt się na Zachodzie o tym nie zająknął.
Pozostawił po sobie największą pisaną odręcznie spuściznę od czasów Jeffersona. Był przygotowany do objęcia najwyższego stanowiska jak bez mała nikt w dziejach Ameryki. Nie trzeba już spekulować na ten temat. Mamy materiały źródłowe. Cała jego działalność publiczna jest udokumentowana i została opublikowana w olbrzymich tomach (w dodatku do ponad 1000 książek o R.R.). Dowodzi nie tylko jego znajomości historii i świata, jego głębi intelektualnej, ale i daleko w przeszłość sięgającej stałości przekonań. I zamierzeń, które w bezprecedensowy sposób zrealizował. Pokonał ZSRR, odradzając uprzednio niemal upadającą Amerykę. Dążenie do zwycięstwa wolności nad imperium „właścicieli niewolników” było postawą rewelacyjną, bo pierwszą wśród polityków zachodnich w ogóle. Reagan jest już niemal powszechnie doceniany nawet przez wrogów. Zwłaszcza w Rosji bardzo wielu byłych dostojników twierdzi wręcz, że pierestrojka i wyniesienie Gorbaczowa to w istocie efekt działań Reagana. Gdy mówił wbrew wszystkim, że leninizm znajdzie się rychło na śmietniku historii, był to wyraz przekonania, że ofensywa, jaką podjął, będzie miała taki efekt. Rozmiary, różnorodność, skala tych działań do dziś nie są w pełni docenione, a nawet znane. Dzięki ofensywie Sowiety napotykały bariery na wszystkich polach, zaczęły bankrutować. Nawet Gorbaczow był zdumiony – nic mu się nie udawało. Gorbaczow przegrał wszystko, Reagan sprawił, że wolność zatriumfowała. Brak uhonorowania R.R. w Polsce, a nawet próba ignorowania tego, czego dokonał, powinna być dla nas ogromnym wyrzutem sumienia. Literalnie nikt z ludzi Zachodu nie zasłużył bardziej na ten zaszczyt. Reagan realizował swoją pionierską politykę praktycznie sam. Mamy na to teraz niepodważalne dowody. Lekceważące opinie legły w gruzach. W normalnej Polsce ta wyjątkowa, historyczna postać zostanie odpowiednio uhonorowana.
W minionych latach opublikowałem w „GP” wiele o Ronaldzie Reaganie. Wypełniłoby to cały numer gazety. Teraz też chciałbym dodać coś więcej. Ale – jak się obawiałem – od razu nie podołam. Pociesza mnie nieco fakt, że, jak niemal oficjalnie stwierdzili konserwatyści, cały 2011 r. jest rokiem Reagana. A ja jestem konserwatystą. I z szacunku do historii o prezydencie, który autentycznie zmienił świat, na pewno nie zapomnę. Proszę tylko o nieco cierpliwości.
A tu SLD
Na razie wspomnę o tym krótko, ale PiS powinien w trybie pilnym ustosunkować się do szeregu rozmaitych posunięć rządu. Zaczyna to robić i jest to wielce sensowne. Ale chociaż nigdy nie wierzę sondażom, wyraźny trend wzrostu (dużego) notowań SLD to wiadomość fatalna. Nie można tego ignorować. Potwierdza to też m.in., że mimo nędzy emerytów i stanu Polski B skoncentrowanie się w kampanii wyłącznie na tym aspekcie działań (lub ich braku) czeredy Tuska może nie wystarczyć. Trzeba będzie punktować zgoła wszystkie aspekty (a wiele ich) fatalnej postawy obecnego fatalnego rządu.
Przyjaciołom Komorowskiego
Zwiększenie przez Sejm uposażenia Jaruzelskiemu Wojciechowi jest najlepszą odpowiedzią oszczercom.
Troskliwa obłuda
Święte oburzenie czy też kpiny tzw. niezależnych publicystów w sprawie postawy PiS nt. przewodniczenia przez Michała Kamińskiego eurofrakcji konserwatystów są nie z tej ziemi. Nie ma w polityce większej zdrady (bez cudzysłowu) niż przejście do innej partii. Żadne dowcipasy Ł. Warzechy tego nie zmienią. Polak mógł przewodniczyć frakcji. Za to, że tak nie będzie, owi publicyści powinni się bić we własne piersi. Nie wskazali Kamińskiemu, czym jest przestrzeganie podstawowych standardów. O partyjniactwie jeszcze pomówię. Niesymetrycznie.
Żadna siła
Pomysł z ew. partią Balcerowicza nie wypali. Nieważne, kto by go popierał. Przekształcanie się Balcerowicza w polityka dotychczas mu się nie powiodło. I nie powiedzie się. Brak słuchu społecznego, nieumiejętność kontaktu ze zwykłymi ludźmi są wadami o znaczeniu podstawowym.
Rozmawiać z szoferem
Oferowanie trybuny, promowanie jako eksperta politycznego kogoś takiego jak Olbrychski jest działaniem wyzbytym sensu. Nie mówiąc już o przyzwoitości. Jest bliskie idiotycznym epizodom z działań Kongresu USA, gdy do debaty o problemach rolniczych zaproszono jako „ekspertki” aktorki, które grały w filmach z akcją toczącą się na wsi. Kompetencje Olbrychskiego w sprawach ogólnopolitycznych nie są większe niż pierwszego z brzegu człowieka z ulicy. Waga i znaczenie jego żenujących rozważań czy też majaków są żadne. PS. To nie zawsze jest skleroza. A. Wajda w 1981 r. też jeździł z Michnikiem do Moskwy. A. Wajda to współzałożyciel Agory. A. Wajda ma rozliczne zasługi pozafilmowe.
W szeregu
W zeszłym numerze pisaliśmy o tworzonej przez Brytyjczyków Osi Północnej z udziałem krajów skandynawskich i bałtyckich. Mimo moich rozlicznych zastrzeżeń wobec Davida Camerona czy pewnych różnic w kwestiach unijnych aż prosiło się, by (gdybyśmy mieli normalny rząd) okazać spore zainteresowanie tą inicjatywą. Aż po próby przekonania zwłaszcza Brytyjczyków, że partycypacja w niej Polski jest także w ich interesie. Ale cóż, jesteśmy, i to z entuzjazmem, zakleszczeni w dominującej osi niemiecko-francuskiej (uzupełnionej oczywiście o Rosję). We wskazanym szeregu, znając swoje miejsce. Nie dla nas niekonwencjonalne, własne posunięcia. Przywracające nieco równowagę w Europie, a zarazem wzmacniające pozycję Polski. PS. Rozbudowa portu w Świnoujściu jest wciąż ze względu na Nord Stream niemożliwa. Właśnie ogłoszono wiadomość o „wspólnej reakcji” pięciu „liderów UE”. Nie było wśród nich Polaka.
Połączyć
Zaproszenie na 20-lecie Biura Bezpieczeństwa Narodowego jej odpowiedników z Rosji to kolejny wzorcowy krok obecnych władz RP. Ale co tam jakieś „konsultacje”. Czy nie lepiej byłoby te rady połączyć? Partuszew podkreślił, że „Polska i Rosja to część wspólnej Europy”. O właśnie. Są częścią wspólnego europejskiego domu. Słowa jak toczka w toczkę z przełomu lat 80. i 90. Człowiek Putina dodał, że „w historii obu narodów były okresy współpracy”. Szczególnie w czasach PRL (tak twierdzili wówczas dostojnicy rosyjscy).
Tylko poprawni
Jasne, że totalne, zupełnie niezniuansowane ataki na Fidesz i Orbana mają źródło w „układzie” (nie boję się używać tego terminu). Europejskim, a nawet atlantyckim. Układzie, w myśl którego rządzić może tylko partia poprawna polityczne. Taka jak niemal całość wszelkich obecnych ugrupowań jakiejkolwiek opcji. Partii coraz bardziej jednolitych światopoglądowo. Ot, np. na Węgrzech naprawdę karze się za negowanie zbrodni komunizmu. Czyli nieco zbłąkanego, wypaczonego idealizmu. To całkowicie nie do przyjęcia. PS. Z ostrożnej, częściowej obrony V. Orbana J. Janke się tłumaczy. Tłumaczy. Typowe.
Pokonani
Najpierw zaczął uczestniczyć w dyskusjach „Rzeczpospolitej”. Obecnie przekształca się w jej współpracownika. Robert Krasowski. Niezapomniany redaktor „Dziennika”. Nie tak dawno Krasowski zarzucał „Rzeczpospolitej” przywiązanie do zwykłego konserwatyzmu i tradycji, które określał mianem „truchła”. Mówiono nawet o walce o „rząd dusz” na polskiej (autentycznej) prawicy. Teraz wyraźnie widać, że Krasowski z Michalskim choć z „Dziennika” odeszli, batalię tę wygrali. Pan Lisicki może być dumny. Czy także usatysfakcjonowany?
Ubocznie
Określenie „głupota”, którym R. Czarnecki zaopatrzył rozmaite skandaliczne wypowiedzi, nie wydaje mi się adekwatne. Niemalże rekordowo niesamowite wypowiedzi W. Mazowieckiego podkreślają znaczenie atmosfery rodzinnego domu i postawy, zwłaszcza ojca, w wychowywaniu swoich pociech. I żeby skończyć z uwagami tego typu: także ze względu na dominujący w Europie stosunek do tego państwa coś w rodzaju posiedzenia części rządu RP i Izraela oceniam pozytywnie. Rząd z Jerozolimy z jego premierem na czele to nie Gross. Izrael nie jest wrogiem Polski.
Po co im?
Zakaz płatnej kampanii w radiu i telewizji jest jak najbardziej uzasadniony. PO ma ją przecież zapewnioną bezpłatnie. Żywię głęboką wiarę, że mimo zawirowań gospodarczych będzie ją miała zapewnioną dalej.
Wciąż patriarchat
Na listach wyborczych każdej partii będzie musiało znajdować się 35 proc. mężczyzn. To za dużo. Zaprzecza zasadom powszechnej równości. Także poza polityką. We wszystkim. Zagwarantowania mężczyznom prawa do rodzenia dzieci też się pewno nie doczekamy. Ale – „Kobiety na czele partii”. „Rzeczpospolita” ma kolejny powód do okazywania bezbrzeżnej miłości konstruktywnemu ugrupowaniu p. Kluzik.
Jacek Kwieciński



Komentarze
Pokaż komentarze