Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
1635
BLOG

NIEOBLICZALNE SKUTKI ARABSKICH REWOLT

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 7

Od kilku tygodni oczy całego świata skupione są na wstrząsających Bliskim Wschodem antyrządowych demonstracjach. Większość zachodnich mediów odnosi się do nich z sympatią. W tle jednak coraz częściej słychać obawy o to, co będzie potem. Bo zwycięstwo tamtejszych rewolucji wcale nie oznacza sielankowej demokracji. Może za to całkowicie przewrócić polityczny układ sił w regionie i spowodować niewesołe konsekwencje dla Zachodu.

Arabskie reżimy nie budzą niczyjej sympatii. Nie można jednak zapominać, że znaczna ich część jest sprzymierzona ze Stanami Zjednoczonymi, a niektóre odgrywają ważną rolę w systemie regionalnego bezpieczeństwa. Dotyczy to przede wszystkim znajdującego się dziś w centrum uwagi Egiptu, który jest głównym gwarantem pokoju z Izraelem, ale nie tylko.

Cios w amerykańskich sojuszników

Upadek prezydenta Tunezji nie powinien stanowić większego problemu dla Zachodu. Tunezja nie znajdowała się dotychczas na liście państw zagrożonych terroryzmem i kulturowo jest państwem świeckim. Islamiści nie odegrali prawie żadnej roli w demonstracjach, które obaliły Ben Alego. Uaktywnili się dopiero później, ale na ograniczoną skalę. Sytuacja w kraju powoli się stabilizuje. Rząd poczynił dalsze ustępstwa wobec opozycji, co uspokoiło protesty. Tunezja ma pewne szanse stworzyć w przyszłości w miarę dobrze funkcjonującą demokrację.

Pod tym względem stanowiłaby raczej wyjątek niż regułę. Oprócz Egiptu najpoważniejsze antyrządowe demonstracje wybuchły w Jordanii, Algierii i Jemenie. Główną siłę opozycyjną stanowią tam islamiści, szczególnie z Bractwa Muzułmańskiego, tego samego, które przewodzi ogromnym protestom przeciw Hosniemu Mubarakowi. Bractwo narodziło się wprawdzie w Egipcie, ale będąc największą organizacją islamistyczną na świecie, działa w kilkunastu krajach Bliskiego Wschodu.

To ono rozpoczęło w styczniu demonstracje w Jordanii na wzór tunezyjski. Nie przybrały jeszcze tak masowej skali jak w Kairze. Opozycja nie wysunęła też żądania całkowitej zmiany władzy, uznając prawną legitymizację tamtejszej monarchii (choć z zastrzeżeniem, że jej stanowisko mogłoby się zmienić, gdyby jej postulaty nie zostały wysłuchane).

Mimo to, pod wpływem coraz większego wrzenia na całym Bliskim Wschodzie, król Jordanii zawczasu zdecydował się na ustępstwa i 1 lutego zdymisjonował rząd. Może to oznaczać, że wkrótce drogą negocjacji Bractwo Muzułmańskie uzyska większy wpływ na władzę, a łatwość, z jaką uzyskało pierwsze koncesje, może je zachęcić do wysuwania dalszych żądań.

W Algierii, gdzie panuje system półautorytarny, koncesjonujący dostęp do parlamentu, ugrupowania wywodzące się z Bractwa Muzułmańskiego znajdują się zarówno w koalicji rządowej, jak i w opozycji. Obecny świecki reżim powstał na początku lat 90. wskutek wojskowego zamachu stanu po wygranych przez islamistów wyborach. Przywrócenie demokracji pod wpływem społecznych protestów oznaczałoby dziś oddanie władzy w tym kraju w ręce ugrupowań religijnych.

Jeszcze gorsze konsekwencje może mieć tląca się rewolucja w Jemenie. Kraj ten wydaje się być, po Tunezji i Egipcie, najbardziej prawdopodobnym kandydatem do wybuchu narodowego powstania. W największych demonstracjach wzięło tam udział ponad 20 tys. ludzi. Liczna opozycja jest w stanie regularnie mobilizować dalsze protesty, będące kolejnym bólem głowy dla reżimu, który już od kilku lat toczy aż trzy wojny domowe i zmaga się z postępującą anarchią w kraju.

Załamanie się jemeńskiej dyktatury prawdopodobnie doprowadziłoby do całkowitego rozpadu kraju i zmieniłoby go w kolejną, po nieodległej Somalii, strefę bezprawia, wylęgarnię piratów i terrorystów.

Bez korzyści dla Zachodu

Bliskowschodnie protesty uderzają nie tylko w prozachodnie reżimy. Zagrożone są również państwa odległe od Zachodu, jak Libia czy Sudan, a nawet otwarci wrogowie – Syria i Iran. Problem w tym, że paradoksalnie również na ich kłopotach Zachód może tylko stracić.

Stosunki z Sudanem, który w latach 90. gościł u siebie Al-Kaidę, były w pewnym okresie fatalne. W kraju wciąż częściowo obowiązuje szariat. Faktycznie drogi prezydenta Omara Baszira i tamtejszych islamistów rozeszły się już 10 lat temu. Dzisiaj dawni protektorzy Al-Kaidy, z Hassanem Turabim na czele, są główną opozycją wobec dyktatora. Skądinąd ich religijne ugrupowanie stanowi sudańskie skrzydło Bractwa Muzułmańskiego.

Jedyną ideologią, jaką wyznaje sam Omar Baszir, jest chęć utrzymania się u władzy. Obecnie nie stanowi on zagrożenia dla Zachodu. Jego nadspodziewanie ugodowa postawa wobec secesji Południowego Sudanu stworzyła szansę na normalizację stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. W tej chwili upadek Baszira znów wyniósłby do władzy islamistów i przyniósłby więcej szkód niż pożytku.

Analogicznie przedstawiają się stosunki z libijskim dyktatorem Muammarem Kadafim, który po latach wspierania terroryzmu zaczął ostatnimi czasy dogadywać się z Zachodem (głównie z Włochami). Islamska opozycja została pokonana, ale zachowała wpływy w społeczeństwie. W związku z całkowitym jej rozbiciem, w normalnych okolicznościach, protesty przeciw Kaddafiemu nie miałyby szans powodzenia. Dotychczasowe wystąpienia były zresztą niemrawe. Jednak geograficzne położenie Libii między Tunezją a Egiptem, gdzie zamieszki są najgwałtowniejsze, sprawia, że sytuacja może zmienić się z dnia na dzień, tym bardziej że z kraju dochodzą plotki o konflikcie na szczytach władzy między synami dyktatora.

Lepszy stary wróg niż nowy

Teoretycznie radość Zachodu powinno budzić przynajmniej narastające wrzenie w Syrii, gdzie dawno niewidziana opozycja zaczęła mobilizować się do pierwszych demonstracji. Wrogo nastawiony do USA i Izraela syryjski reżim w ostatnich miesiącach poważnie uderzył w równowagę sił na Bliskim Wschodzie, agresywnie dążąc do obalenia prozachodniego rządu w sąsiednim Libanie. Po styczniowej wymianie libańskiego premiera przejęcie władzy w tym kraju przez prosyryjskie bojówki Hezbollahu wydaje się nieuchronne. Wszystko mogłoby się zmienić, gdyby pod wpływem społecznych protestów upadł reżim w Damaszku.

Sytuacja ta wcale nie byłaby na rękę Izraelowi. Syria jest najbardziej wrogim z arabskich sąsiadów Tel-Awiwu, aktywnie wspierającym nie tylko Hezbollah, ale i palestyński Hamas, a do tego sprzymierzonym z Iranem. Jednak jako kraj słaby militarnie stanowi dla Izraela tylko dokuczliwy problem, a nie śmiertelne zagrożenie.

Wzajemna wrogość ma zresztą podłoże polityczne. Damaszek prawdopodobnie zgodziłby się na normalizację stosunków z Tel-Awiwem w zamian za zwrot okupowanych Wzgórz Golan. Izrael nie chce się na to zgodzić, ale nie ma też interesu w obalaniu laickiego socjalistycznego reżimu w Syrii, który religijnie zdominowany jest przez niewielką szyicką sektę alawitów, liczącą 10 proc. populacji. Stanowi on bowiem tamę przed zdobyciem władzy w Syrii przez sunnicką większość, wśród której potężną rolę odgrywa Bractwo Muzułmańskie. W tej chwili dla Izraela z dwóch wrogów lepszy jest stary i słaby niż nowy i nieobliczalny.

Demokratyzacja czy islamizacja?

Tylko ewentualna zmiana władzy w Iranie byłaby zgodna z interesem Zachodu. W obecnej sytuacji stanowi jedyną szansę, by powstrzymać irański program nuklearny. Teheran przeżywa poważne trudności gospodarcze i niedawno musiał drastycznie ciąć subsydia do żywności i paliw, których rosnące ceny są główną siłą napędową rewolucji na Bliskim Wschodzie. Wielomiesięczne, antyrządowe protesty w Iranie sprzed dwóch lat zostały stłumione przy biernej postawie USA i Europy. Nie wiadomo więc, czy potencjał społecznego buntu w tym kraju na razie się nie wypalił.

Nie sposób też nie odnotować, że irański reżim wyraził radość z powodu pogłębiających się niepokojów w regionie. Teheran słusznie dostrzega w nich niepowtarzalną szansę eksportu za granicę islamskiej rewolucji, co stanowi strategiczny cel polityki ajatollahów i wzbudza uzasadnione obawy Zachodu.

Kluczową w tym rolę odegrać może Bractwo Muzułmańskie, o ile na fali społecznych protestów zostałoby wyniesione do władzy. Szczególnie niebezpieczny jest ponadnarodowy charakter organizacji. Wprawdzie w przeciwieństwie do terrorystów z Al-Kaidy stosuje ona od pewnego czasu raczej pokojowe metody działania. Nie zmienia to faktu, że cel pozostaje wspólny. Nie jest nim tylko wprowadzenie rządów islamskich, ale ich złączenie pod jedną władzą w światowym kalifacie. Nie byłby to z pewnością wymarzony dla Zachodu koniec demokratycznych, arabskich rewolucji.

Jacek Laskowski

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka