Dwie konferencje prasowe, napastliwe artykuły w proputinowskich dziennikach, wreszcie ponowne uaktywnienie się polskich obrońców rosyjskiej wersji katastrofy – to program festiwalu propagandowego rozpoczętego po ogłoszeniu polskich uwag do raportu MAK oraz publikacjach w „Gazecie Polskiej” i „Naszym Dzienniku” podważających „ustalenia” Moskwy.
Publikacja raportu komisji pod przewodnictwem Tatiany Anodiny, poprzedzona widowiskową konferencją, na której upokorzono polski rząd i opinię publiczną, miała raz na zawsze zamknąć sprawę katastrofy smoleńskiej. Dokument kończący dochodzenie MAK był jednoznaczny: do tragedii doprowadziły błędy polskich pilotów, którzy lądowali we mgle pod presją pijanego gen. Andrzeja Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Wkrótce potem (przede wszystkim w wyniku ujawnienia rezultatów badań polskich ekspertów i pracy niezależnych dziennikarzy) okazało się, że konstruowana przez Rosjan od kwietnia 2010 r. wersja katastrofy rozsypała jak się domek z kart. Kreml, najwyraźniej obawiając się, że kłamstwa i manipulacje MAK – opisywane szeroko m.in. w „Gazecie Polskiej” – dłużej się nie da się utrzymać, odpowiedział histerycznym atakiem.
Rosyjski seans propagandowy
Na specjalnej wideokonferencji w Moskwie, zorganizowanej niespodziewanie 17 lutego przez rosyjską państwową agencję informacyjną Ria-Novosti, prym wiódł Igor Smirnow, były pilot. Jego zdaniem całkowitą odpowiedzialność za katastrofę pod Smoleńskiem ponoszą Polacy. Smirnow wspomniał m.in. o nieprzygotowaniu polskiej załogi do lotu, rzekomym braku doświadczenia pilotów i nieznajomości topografii okolic smoleńskiego lotniska.
Były radziecki pilot nie wspomniał – rzecz jasna – o błędnych kartach podejścia, o tym, dlaczego samolot nie poderwał się na wysokości 100 m, choć pilot wydał taką komendę, o złych informacjach podawanych przez kontrolerów czy sfałszowaniu stenogramów (Rosjanie umieścili w nich m.in. wymyślone słowa „wkurzy się, jeśli...”, mających świadczyć o naciskach prezydenta, usuwając jednocześnie wypowiedź Arkadiusza Protasiuka: „Odchodzimy” dowodzącą, że załoga nie lądowała), a także o wzajemnie wykluczających się danych zawartych w końcowym raporcie MAK (o czym pisała z kolei „Gazeta Polska”).
Mówiąc o nieznajomości lotniska Siewiernyj, Smirnow także skłamał, bo wypowiedzi załogi Tu-154 świadczące, że piloci wiedzieli o jarze, zostały odczytane z kopii rejestratorów przez ekspertów w Krakowie. Rosjanie nie uwzględnili jednak tych poprawek w stenogramach.
– Ta konferencja wpisuje się w politykę propagandową strony rosyjskiej – mówi „GP” Stefan Hambura, pełnomocnik prawny kilku rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. – Już pierwszego dnia po katastrofie w świat poszła pierwsza wiadomość, że polski samolot rządowy z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie cztery razy podchodził do lądowania. Kiedy rozmawiam z niemieckimi adwokatami na temat tragedii smoleńskiej, każdy z nich mnie pyta, dlaczego podjąłem się tak beznadziejnej sprawy, „skoro wiadomo, że samolot cztery razy podchodził do lądowania”. To dowód na to, jak sprawny był przekaz medialny i jakie wrażenie na osobach, które nie zajmują się na co dzień sprawą katastrofy, zrobiła ta pierwsza, nieprawdziwa wiadomość – dodaje mecenas.
Antoni Macierewicz także nie ma wątpliwości, że wideokonferencja to element rosyjskiej gry propagandowej. Zdaniem przewodniczącego parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej – była to także forma nacisku na polskich ekspertów przygotowujących własny raport w sprawie katastrofy. „To działanie niebywałe w stosunkach międzynarodowych, a zwłaszcza w historii badania wypadków lotniczych. W tej sytuacji Zespół Parlamentarny wyraża nadzieję, iż Komisja kierowana przez płk. Grochowskiego nie ulegnie tej bezprzykładnej presji i nie dopuści do zmiany ustaleń pod naciskiem politycznym Federacji Rosyjskiej, nawet gdyby nacisk ten wspierany był przez czynniki działające wewnątrz państwa polskiego” – napisał w oświadczeniu Antoni Macierewicz.
Polscy eksperci, którzy w reakcji na rosyjską wideokonferencję zorganizowali tego samego dnia spotkanie z prasą, powiedzieli o słowach Smirnowa wprost: „To manipulacja”.
Prawda prosto z Moskwy
Dzień później, 18 lutego, Kreml ponownie przedstawił publicznie swoją wersję katastrofy. Tym razem zrobił to oficjalnie, za pośrednictwem rosyjskich śledczych. Stwierdzili oni, że nie znaleziono żadnych dowodów, które podważałyby ustalenia raportu końcowego MAK. Dodali również, iż nie ma podstaw, by mówić o wpływie osób trzecich na działania kontrolerów lotu w Smoleńsku.
Dwie konferencje w ciągu dwóch dni to z pewnością nie przypadek, zwłaszcza że były one poprzedzone kilkoma napastliwymi artykułami w prasie rosyjskiej.
Zaczęło się od opublikowanego pod koniec stycznia 2011 r. tekstu o rzekomej tajnej instrukcji, zgodnie z którą samolot przewożący polskiego prezydenta mógł odlecieć na lotnisko zapasowe tylko za zgodą „głównego pasażera”. Artykuł wydrukowała „Komsomolskaja Prawda”, a jego autor napisał, że wiadomość o istnieniu instrukcji przekazał mu polski dziennikarz. Oczywiście rewelacje Rosjan okazały się wyssane z palca, ale przy wydatnym udziale rzecznika polskiego rządu Pawła Grasia – który najpierw stwierdził, że „taka instrukcja na pewno istnieje”, a potem się z tego wycofał – do opinii publicznej znów przebiła się informacja sugerująca, iż katastrofę spowodował bezmyślny upór Lecha Kaczyńskiego.
11 lutego 2011 r. w dzienniku „Izwiestia” ukazał się z kolei artykuł atakujący polskich prokuratorów wojskowych, którzy udali się do Moskwy, by zapoznać się z materiałami rosyjskich śledczych i przesłuchać kilku świadków. „W swoim pragnieniu znalezienia jakiegokolwiek powodu do przerzucenia części odpowiedzialności za to, co się wydarzyło, na stronę rosyjską, nasi sąsiedzi cały czas wymyślają coś nowego. Najpierw wbrew wszelkim pisanym i niepisanym regułom publikują fragmenty stenogramów rozmów kontrolerów lotów. Później planują odtworzenie lotu prezydenckiej maszyny przy użyciu swojego ostatniego Tu-154M, w którym nieoczekiwanie dochodzi do tajemniczych awarii” – napisały „Izwiestia”.
Tydzień później to samo pismo wzięło na celownik Ewę Błasik, wdowę po śp. gen. Andrzeju Błasiku. „Polacy wciąż domagają się prawdy o katastrofie smoleńskiej. Jednak nie cała prawda ich zadowala. Wdowie po zmarłym dowódcy Sił Powietrznych Polski Andrzeju Błasiku nie spodobało się, że wszyscy dowiedzieli się, iż we krwi jej małżonka wykryto alkohol” – można było przeczytać w rosyjskiej gazecie, prezentującej punkt widzenia Kremla.
19 lutego do ataku znów przystąpiła „Komsomolskaja Prawda”, zarzucając Polakom, że w Tu-154 nie było rosyjskiego nawigatora. Strona polska „całą odpowiedzialność z przyzwyczajenia próbuje zwalić na Rosję” – podsumował dziennik. Moskiewscy dziennikarze nie omieszkali przy tym odgrzać starych kłamstw o naciskach, pisząc: „Eksperci przypuszczają – a dowodzi tego zapis rozmów w kabinie Tu-154 – że to Błasik naciskał na pilotów, rozkazując za wszelką cenę posadzić prezydencki samolot właśnie na tym lotnisku”.
Wiedza tajemna Tomasza Hypkiego
Propagandowym atakom prasy rosyjskiej, które nasiliły się tuż po ogłoszeniu polskich uwag do raportu MAK, towarzyszy wzmożona aktywność medialna polskich zwolenników oficjalnej wersji katastrofy.
Rozpoczęli Jan Osiecki (współautor szkalującej polską załogę książki „Ostatni lot”) i Wojciech Łuczak, którzy w studiu TVP Info zgodnie skrytykowali prezentację polskich ekspertów, która miała być odpowiedzią na raport MAK. „Materiał przedstawiony w czasie konferencji był przygotowany fatalnie i daje więcej argumentów stronie rosyjskiej niż nam” – stwierdził Łuczak, napadając przy tym na wojskowych ekspertów komisji Jerzego Millera za „wyrokowanie we własnej sprawie”. O tym, że raport MAK przygotowywali ludzie odpowiedzialni za dopuszczanie do użytku sprzętu lotniczego i urządzeń lotniskowych w Rosji, a więc pozostający w klasycznym konflikcie interesów, gość TVP Info nie zająknął się ani słowem.
Nie był to zresztą pierwszy atak na wojskowych członków komisji Jerzego Millera. Kilka dni wcześniej tygodnik „Wprost” opublikował tekst pt. „Pułk w bagnie”, uderzając w jednego z polskich ekspertów. „Piloci z Ostroroga mają się dziś całkiem nieźle. Jeden z nich zasiada w komisji badającej katastrofę smoleńską. W wyniku eskapad z jego udziałem z pułku wyprowadzono ok. 25 tysięcy złotych. Sąd skazał go za posługiwanie się dziewięcioma fałszywymi fakturami, ale odstąpił od wymierzenia kary. Kazał mu wpłacić 3,5 tys. zł na cele charytatywne” – mogliśmy przeczytać w tygodniku Tomasza Lisa. Dlaczego „Wprost” przypomniał sprawę sprzed dekady trzy dni przed prezentacją polskiej komisji w sprawie katastrofy smoleńskiej? To chyba pytanie retoryczne. Dodajmy, że autor tego artykułu we „Wprost” – Michał Krzymowski – wydaje w marcu 2011 r. książkę na temat katastrofy smoleńskiej.
Po opisywanej już wyżej wideokonferencji pod przewodnictwem radzieckiego pilota Olega Smirnowa w obronie Rosjan stanął także znany z występów w TVN Tomasz Hypki – biznesowy znajomy Wojciecha Łuczaka (razem prowadzą agencję lotniczą Altair). W komentarzu dla portalu Wirtualna Polska stwierdził on, że absolutnie zgadza się ze słowami rosyjskich ekspertów i że z ich tezami „trudno polemizować”. Powiedział też – całkowicie lekceważąc powszechną już wiedzę o tym, że kpt. Arkadiusz Protasiuk postanowił przerwać na przepisowej wysokości podejście do lądowania – że „gdyby piloci nie uparli się lądować, to do katastrofy by nie doszło”. „Rosjanie mają w 100 procentach rację, taka jest rzeczywistość” – podkreślił Hypki.
Co ciekawe, Tomasz Hypki był jedną z nielicznych osób z Polski, jeśli nie jedyną, która wiedziała o planach zorganizowania przez Rosjan wideokonferencji (przypomnijmy, że prezentacją tą zaskoczeni byli zarówno polski rząd, jak i komisja Jerzego Millera). W rozmowie z TVN24 Hypki przyznał, że o konferencji wiedział od kilku tygodni, a powiedział mu o niej „ktoś z rosyjskiej ambasady”. Co więcej, szef agencji Altair został nawet na ten briefing zaproszony.
„Gazeta Polska” wysłała Tomaszowi Hypkiemu pytania dotyczące szczegółów jego wiedzy na temat nieoficjalnych planów Rosjan. Odpowiedzi, niestety, nie otrzymaliśmy.
Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski
Współpraca: PH, KK



Komentarze
Pokaż komentarze (10)