Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
1699
BLOG

Jarosław Kaczyński: MUSIMY ZDECYDOWANIE WYGRAĆ

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 16

z prezesem Prawa i Sprawiedliwości rozmawiają Katarzyna Gójska-Hejke i Tomasz Sakiewicz.

 

Ostatnie miesiące przyniosły znaczące zmiany – Donald Tusk przestał być pieszczoszkiem mediów, notowania PO systematycznie spadają, a w samej partii trwa potężny konflikt.

O tym, że poparcie dla Platformy zaczęło się sypać, przekonały mnie wyniki wyborów samorządowych. Wówczas już na wieczorze wyborczym w Radomiu powiedziałem, że zaczął się schyłek PO, ale nie zostało to zauważone. Wysokie poparcie dla Platformy składało się z dwóch elementów. Po pierwsze, z poparcia medialnego, a po drugie, ze wzrostu realnych dochodów w rodzinach. Od połowy zeszłej dekady polska gospodarka była rozpędzona, poziom życia wzrastał, później doszły jeszcze pożyczki Tuska i w efekcie w latach 2008–2009 wzrost poziomu życia trwał nadal, a i 2010 nie był pod tym względem zły. Dziś to się skończyło. Wyszło na jaw, jaka jest rzeczywista sytuacja, jakie jest zadłużenie. Zaczęło się pogorszenie, ale przez trzy lata nawet rząd analfabetów miałby poparcie.

Wzrost stopy życiowej właśnie wyhamował. Co dalej?

Nie ma już wzrostu stopy życiowej, obserwujemy nawet tendencję odwrotną. Ceny żywności rosną lawinowo, a płace nie. Podwyżki cen coraz bardziej będą doskwierać polskim rodzinom. To musi się przekładać na poparcie społeczne. Tusk ma też problem z drugim filarem, trzymającym dotąd popularność jego ekipy. Media mają świadomość gigantycznej skali zaniedbań tego rządu, ewidentnych klęsk. Oczywiście, nie palą się do mówienia o tym, jednak sam mechanizm konkurencji nie pozwala na totalne przemilczanie. Rynek wymusza działanie w myśl zasady: jak ja czegoś nie ogłoszę, to oddam pole innym. Poza tym Donald Tusk znalazł się w sytuacji, w której musi naruszyć interesy potężnych grup. Do tej pory udawało mu się unikać trudnych decyzji. To przede wszystkim przypadek OFE. Już widać, że działania rządu w tej sprawie nie pozostały bez reakcji. Postkomunistyczny kapitalizm jest niewydolny bez dopływu środków publicznych. Żywił się i rozwijał tylko wtedy, gdy dostawał przewagę nad innym dzięki czerpaniu pieniędzy i przywilejów z naszych kieszeni. Potrafi bronić tej przewagi bez względu na dotychczasowe sojusze. Dlatego też decyzja w sprawie przejęcia przez rząd części środków płynących do tej pory do OFE spowodowała atak na środowisko PO. Część świata finansowego wywodzącego się z dawnej nomenklatury szuka lepszego partnera w polityce. Stąd pomysły na powołanie rządu specjalistów choćby z Kwaśniewskim czy Balcerowiczem na czele.

Czy już kandydatura Bronisława Komorowskiego na prezydenta mogła być takim pierwszym poważnym ustępstwem, które wymuszono na Tusku?

Tak przypuszczam, choć to tylko moja intuicja. Nie można oczywiście zapominać, że kampania prezydencka miała toczyć się w bardzo specyficznej atmosferze. My jeszcze za życia mojego brata stawialiśmy na patriotyzm i politykę historyczną. Niezależnie, jak brzmi to absurdalnie, ustawienie Donalda Tuska w kontekście przywiązania do Polski i do tradycji byłoby znacznie trudniejsze niż Komorowskiego. To taki paradoks.

PiS ma szansę na niezły wynik wyborczy. Może on jednak nie wystarczyć do samodzielnych rządów. Czy będziecie bardziej skłonni do zawarcia jakiejś koalicji? Czy raczej nastawicie się na doczekanie do kompromitacji rządzących w koalicji PO–PSL–SLD?

Nie szukamy władzy dla władzy, bo to do niczego nie prowadzi. Nie twierdzę, że PiS jest złożony z aniołów. Na pewno tak jak wszędzie zdarzają się osoby bardziej nastawione na karierę, jednak nie są to ci, którzy w naszej partii decydują. Koalicja miałaby sens tylko wtedy, gdyby istniała realna szansa na naprawienie sytuacji w Polsce. Patrząc na zimno, mogę powiedzieć, że tylko koalicja z częścią sypiącej się Platformy mogłaby mieć sens. W PO są ludzie, którzy głosili bliskie nam poglądy i nie angażowali się w kampanię nienawiści wobec naszego ugrupowania.

A koalicja z PSL?

Cena wysoka. A możliwości niewielkie. Przede wszystkim ogromna prorosyjskość.

Jest liczne grono zwolenników koalicji PiS–SLD?

Dostrzeganie takiej perspektywy świadczy wyłącznie o ich infantylizmie politycznym, używam przy tym bardzo delikatnego określenia. Nie ma mowy o jakimkolwiek koalicyjnym sojuszu PiS z SLD. Albo wygrywamy wybory tak znacząco, iż sprawujemy władzę samodzielnie, ewentualnie wzmocnieni pojedynczymi politykami Platformy, albo zawiązujemy porozumienie z częścią PO, która wykrusza się z tego ugrupowania.

Wyobraża sobie Pan koalicję z częścią PO pod wodzą Grzegorza Schetyny? Albo samego Schetynę jako wicepremiera w Pańskim rządzie?

Nie wyobrażam sobie z tego względu, iż absolutnie nie mam wiedzy o tym, by Grzegorz Schetyna reprezentował coś innego niż Donald Tusk. Już kiedyś opisałem stan naszego kraju na przykładzie pacjenta chorego na zapalenie płuc. Nieszczęśnik trafia do szpitala, ale kładą go przy otwartym oknie, a na zewnątrz mróz. Warto walczyć o władzę tylko po to, by przenieść tego człowieka do ciepłej sali. Bo samo przeniesienie poważnie zwiększy jego szanse na przeżycie. Otóż nie uda się przenieść pacjenta ani przy wsparciu SLD, ani PO.

Zakłada Pan scenariusz koalicji wszyscy przeciwko PiS?

Taka koalicja tak naprawdę już była. Zapowiedział ją Donald Tusk przed ostatnimi wyborami. Przypomnę słowa Aleksandra Smolara, który mówił, iż Pawlak nie może iść na sojusz z PiS, bo wie, że go powieszą. Teraz powstaje pytanie, czy po najbliższych wyborach widmo powieszenia zostanie uchylone. Tego nie wiemy. Być może tak. Nie wykluczam także scenariusza, według którego po wygranych przez PiS wyborach zgłasza się do nas szef PSL i proponuje współpracę pod warunkiem objęcia przez niego teki premiera. Zdajecie sobie, Państwo, sprawę, iż takie rozwiązanie jest kompletnie niemożliwe, bo oznaczałoby w rzeczy samej stworzenie niekontrolowalnego rządu ludowców. Przy dodatkowym wsparciu prezydenta byłby to rząd, za którego działania obarczano by nas odpowiedzialnością, a nasz wpływ na to, co robi, byłby niewielki. Jesteśmy zdecydowani na to, by powalczyć o te dodatkowe 10 proc. wyborców, którzy dadzą nam szansę samodzielnego wzięcia odpowiedzialności za sprawy kraju. To jest nasz priorytetowy cel. Trudny, ale nie nieosiągalny.

Czy Pana zdaniem wokół prezydenta Bronisława Komorowskiego powstaje samodzielny obóz polityczny?

Myślę, że jest już wystarczająco dużo przesłanek, by mieć pewność, iż Bronisław Komorowski przystąpił do budowy swojego zaplecza i nie będzie grał roli przybocznego Donalda Tuska. Wskazują na to choćby nominacje w Pałacu Prezydenckim. Dobieranie sobie współpracowników z grona ludzi, którzy kreowali polską rzeczywistość w latach 90., szczególnie z dawnej Unii Wolności, w połączeniu z sentymentem pana Komorowskiego do Wojskowych Służb Informacyjnych każe zachować wyjątkową czujność wobec jego ambicji politycznych.

Jaka jest szansa na ustalenie prawdy o katastrofie smoleńskiej? Zdaje się, że jedynie wygranie wyborów może nas przybliżyć do wyjaśnienia dramatu z 10 kwietnia.

Gdybyśmy wygrali wybory, dokonalibyśmy rzetelnego przeglądu informacji, którymi już dziś dysponują instytucje państwa polskiego. Jestem przekonany, że już samo takie działanie rzuciłoby nowe światło na sprawę przyczyn katastrofy. Powstałby raport niepodszyty strachem, w przeciwieństwie do tego, który tworzy komisja ministra Millera. Jednocześnie zrobilibyśmy wszystko, by umiędzynarodowić śledztwo w sprawie wydarzeń z 10 kwietnia. Przecież takie instytucje jak NATO są zapewne zainteresowane wyjaśnieniem przyczyn tej katastrofy. Chociażby dlatego, że wśród ofiar byli: Prezydent, czyli Zwierzchnik Sił Zbrojnych jednego z państw członkowskich NATO; Szef Sztabu Generalnego i szefowie wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych, więc byli to także NATO-wscy generałowie. Już dziś nasza wiedza jest większa niż kilka miesięcy temu, a wnioski z tego płynące podważają oficjalną wersję. Problem w tym, że aby to wszystko wyjaśnić, musimy przejąć władzę.By ją przejąć, musimy zdecydowanie wygrać.

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka