z Anitą Gargas twórczynią filmu „10.04.10” rozmawiaRafał Kotomski.
W jaki sposób ten film zmienia naszą wiedzę o tym, co się stało 10 kwietnia 2010 r.?
Na pewno wzbogaca ją o relacje Rosjan – świadków ostatnich sekund lotu rządowego tupolewa. Są to głównie mieszkańcy bloków sąsiadujących z miejscem tragedii. Ci świadkowie wskazują fakty, które stoją w sprzeczności z tezami przedstawionymi w raporcie MAK. Na przykład mówią o błysku, który widzieli za ogonem tupolewa, gdy jeszcze znajdował się parę metrów nad ziemią, kilkaset metrów przed uderzeniem w ziemię. W filmie znalazły się również relacje pracowników lotniska Smoleńsk-Siewiernyj.
Szczególnie interesujące w dokumencie zatytułowanym „10.04.10” wydaje się właśnie zebranie relacji naocznych świadków. Pominięci zostali politycy czy komentatorzy, którzy mogą tylko oceniać coś z dalszej perspektywy lub snuć domysły.
Wydawało mi się dziwne, że większość polskich dziennikarzy śledczych nie próbowała dotrzeć do źródeł rosyjskich. Nie jeździli do Smoleńska, nie szukali osób, które mogły znajdować się w pobliżu miejsca katastrofy, które mogły widzieć bądź słyszeć coś, co rzuci nowe światło na ostatnią fazę lotu Tu-154.
Może po prostu się bali? To nie jest łatwy teren dla dziennikarza.
To prawda. Nasza ekipa spotykała się z wielką nieufnością. Nie tylko ze strony urzędników czy funkcjonariuszy służb, ale także zwykłych ludzi. Informacje zdobywa się naprawdę trudno. To jednak jeszcze nie zwalnia żadnego dziennikarza z obowiązku prób dotarcia do tych osób. Zdarzało się, że po kilku godzinach rozmowy świadkowie otwierali się i mówili o rzeczach, których wcześniej nikomu nie zdradzili, albo przekazywali nieznane do tej pory zdjęcia.
Film był kręcony w państwie, którym rządzą służby specjalne. To musiało być i trudne, i niebezpieczne. Na ile możliwe do zweryfikowania są relacje ludzi, z którymi udało się porozmawiać?
Jeśli ktoś już zdecydował się z nami rozmawiać, to raczej z poczucia, by nasz materiał był możliwie najbardziej rzetelny. Relacje poszczególnych osób pokrywały się, uzupełniały. Jak się później okazało, część z nich wcześniej składała zeznania w rosyjskiej prokuraturze, mogliśmy więc sprawdzić, na ile udzielone nam wypowiedzi są zbieżne z treścią protokołów zawartych w aktach sprawy.
Mogliście pracować nad filmem w miarę swobodnie?
Dyskretną obserwację odczuwaliśmy od pierwszych chwil, gdy przyjechaliśmy do Rosji i zameldowaliśmy się w hotelu. Nasze paszporty były po wielekroć kopiowane w różnych urzędach. Zauważyliśmy też, że kolejni świadkowie byli uprzedzani o naszym zainteresowaniu nimi. Przychodziliśmy do kogoś, a on już wiedział, kim jesteśmy i zatrzaskiwał drzwi. W miarę pracy nad filmem takie przypadki nasilały się. Nie mam jednak dowodów, by rozstrzygnąć, czy byliśmy podsłuchiwani, czy może wszyscy nasi potencjalni rozmówcy zostali ostrzeżeni przez odpowiednie rosyjskie służby przed możliwością próby kontaktu z naszej strony.
W filmie są też świadectwa unikalne, jak wypowiedzi Jadwigi Kaczyńskiej.
Jestem bardzo wdzięczna pani Jadwidze Kaczyńskiej, że zechciała wystąpić w filmie. Zrobiła to, mimo że mówienie o tragedii smoleńskiej musiało sprawiać olbrzymi ból. W dodatku pani Kaczyńska jest wciąż ciężko chora i każda rozmowa sprawia jej ogromną trudność. Według mnie wypowiedzi Matki Prezydenta Kaczyńskiego stanowią najbardziej wzruszające momenty filmu.
Premiera filmu „10.04.10”
Premiera filmu Anity Gargas „10.04.10” odbędzie się 4 kwietnia 2011 r. o godz. 19.00 w kinie Palladium przy ul. Złotej w Warszawie.
Film w formacie DVD będzie dodany do "Gazety Polskiej" z 6 kwietnia 2011 r.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)