Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
692
BLOG

Miękka putinada

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 4

Osobą numer jeden w Polsce jest Donald Tusk – klarował ostatnio w TVN „Miro”, czyli Mirosław Drzewiecki. Ten bliski przyjaciel premiera wie, co mówi – jak pokazały ostatnie dni, marszałek Schetyna czy prezydent Komorowski mają niewiele do powiedzenia na temat obsady Prezydium Sejmu czy kalendarza powoływania nowego rządu. Trzeba powtórzyć za Mirem – to Tusk jest „pierwyj”. Przy wszystkich proporcjach – niemal tak, jak w Rosji jest nim Władimir Putin.

Porównanie metody sprawowania władzy polskiego i rosyjskiego premiera mogłoby wydawać się na wyrost, gdyby nie to, że style obydwu polityków mają wspólną i silną podstawę – sprowadzanie do iluzorycznych i fasadowych mechanizmów demokratycznych, by zapewnić niekontrolowane społecznie sprawowanie władzy. Skala jest oczywiście inna, ale sposób myślenia o demokracji raczej podobny. Tusk konsekwentnie eliminuje kolejne pola, które mogłyby ograniczać lub kontrolować jego działania i w tej chwili ma w ręku władzę, jakiej nikt po 1989 r. nie zdobył. W głównym nurcie debaty publicznej, kształtowanej przez media elektroniczne, już prawie nie istnieje obieg opinii niekontrolowany przez obóz rządzący, a wynikający z zapisów konstytucji podział władzy staje się coraz bardziej papierowy. W niedawnym wywiadzie dla portalu onet.pl celnie zauważa to prof. Jadwiga Staniszkis, mówiąc o miękkiej putinadzie w wykonaniu Donalda Tuska: „Marszałka sejmu nie wysuwa zwycięska partia, tylko utworzona w parlamencie większość. Putynizacją Tuska po wyborach powinny zająć się media”.

Czołganie

Jak wiadomo, premier wyznaczył na marszałka sejmu – organu władzy ustawodawczej, która wedle konstytucji ma sprawować nadrzędną funkcję nad rządem – Ewę Kopacz, osobę o słabym doświadczeniu politycznym, za to ślepo oddaną szefowi rządu. Przy tej okazji wyjaśnił politykom PO, że nie odda władzy nikomu, kto mógłby mu zaszkodzić. Zapiera dech nie tylko to, jak Tusk w stylu udzielnego watażki poczyna sobie po zwycięstwie wyborczym, ale także to, z jakim upodobaniem poniża przeciwnika. Dni po zwycięstwie Platformy są bowiem dla marszałka sejmu pasmem upokarzających sytuacji. Zaraz po wyborach Schetyna dostaje od premiera sygnał, że będzie marszałkiem sejmu albo kimkolwiek chce. Nazajutrz rozmawia swobodnie i na luzie z dziennikarzami o tym, że to wprawdzie zależy od szefa rządu, ale on chętnie będzie nadal marszałkiem sejmu. Wszyscy to widzimy. Potem zaplanowane spotkanie premiera ze Schetyną nagle zostaje odwołane, zamiast niego zaproszona zostaje Ewa Kopacz. Znów – dzieje się to publicznie. Potem sam Schetyna zaskoczony jest jeszcze nieoficjalną informacją z mediów, że to Ewa Kopacz będzie marszałkiem sejmu, słyszy to na posiedzeniu klubu, gdy Tusk mówi mu to w oczy, potem znów ma spotkać się z premierem i znów cała Polska dowiaduje się, że szef rządu jednak z marszałkiem się nie spotka. Takie publiczne przeczołgiwanie Grzegorza Schetyny zastanawia bezwzględnością, ale też nieźle wpisuje się w to, co o szefie rządu słychać w kuluarach. Nie tylko że jest bezwzględny i pozbawiony empatii, ale też że lubi upokarzać innych, czerpiąc z tego satysfakcję. Przez lata w kuluarach krążyła opowieść, opisana już kiedyś przez Piotra Zarembę, o marynarce Grupińskiego. W czasach gdy Schetyna i Grupiński należeli do najbliższych członków „dworu” Tuska, miał on podczas któregoś ze spotkań – gdy Grupiński wyszedł na chwilę – zdjąć jego marynarkę z oparcia krzesła, rzucić na podłogę, wytrzeć o nią buty i powiesić z powrotem. Miał to być gest wyższości Tuska nad intelektualnym doradcą. To ten sam styl. Do chwili zamknięcia tego numeru „Gazety Polskiej” premier nie znalazł czasu na spotkanie z marszałkiem sejmu.

Samotność marszałka

Sprawa rozgrywki ze Schetyną, z której najwyraźniej marszałek ma nie wyjść w sensie politycznym cało, jest jednak drugorzędna wobec tego, jak Tusk ma zamiar sprawować rządy. Jak dobrze wiemy, media mainstreamowe, wbrew sugestii prof. Staniszkis, o putinadzie Tuska nawet się nie zająkną, co zresztą zademonstrował już sam przeprowadzający ów wywiad dziennikarz, żarliwie protestując przeciw porównywaniu Tuska do Putina. Jednak to, o czym mówi prof. Staniszkis, warte jest uwagi – podporządkowanie państwa interesom partii było już wprawdzie praktyką rządów Platformy Obywatelskiej, ale nigdy do tej pory nie byliśmy świadkami tak otwartego podporządkowania instytucji państwa interesom jednego człowieka – Donalda Tuska. Premier, narzucając na stanowisko marszałka sejmu marionetkową, całkowicie sobie podporządkowaną osobę, która ma zostać wybrana właśnie przez wzgląd na posłuszeństwo szefowi rządu, a nie na swoje kompetencje, zamienia demokrację w farsę. I co gorsza, ma na to nie tylko przyzwolenie kibicujących każdemu jego słowu dziennikarzy, ale też własnej partii. Także tych jej polityków, którym po cichu może się to nie podobać. Ale może tylko po cichu. W Platformie faktycznie nie ma opozycji wobec Tuska, nikt w partii zbudowanej jak korporacja nie będzie przeprowadzał buntu. Platforma jest partią, która obsadza setki tysięcy miejsc pracy w administracji rządowej i samorządowej, w radach nadzorczych, funduszach i spółkach komunalnych. Politycy, którzy pozwoliliby sobie na bunt, ryzykują nie tylko swoją pozycję polityczną, ale też stanowiska swoich ludzi, w tym niejednokrotnie najbliższych. Działacze PO związani są zatem lojalnością przeliczalną na konkretne pieniądze, biznesy i wpływy, które mogą zniknąć w jednej chwili. Dlatego w PO jest raczej karność i strach niż swobodne debaty. Dlatego Schetyna jest osamotniony i skazany na pokorne zawarcie ugody z Tuskiem – nikt nie zdecyduje się walczyć przeciw wzmocnionemu zwycięstwem wyborczym liderowi. Schetyna zatem wróci do rządu bez teki wicepremiera i robiąc dobrą minę do złej gry. Upokorzenia zapamięta zapewne na długo, ale będzie przy tym całkowicie bezsilny.

Tusk jak Putin, Komorowski jak Miedwiediew?

Problem ma najwyraźniej także Bronisław Komorowski. Prezydent wprawdzie zaraz po wyborach zwołał konsultacje z liderami partii wchodzących do Sejmu, demonstrując w pierwszej chwili wolę inicjatywy i szybkiego działania na rzecz powołania nowego rządu. Premier jednak bardzo szybko potrafił ów zapał prezydenta ostudzić. Po konsultacjach z Donaldem Tuskiem okazało się, że posiedzenie nowego Sejmu prezydent zwoła najpóźniej, jak to konstytucyjnie możliwe, a formowanie rządu będzie rozciągnięte do granic wymaganych terminów – dokładnie tak, jak zażądał tego premier Tusk. Czy jednak prezydent Komorowski będzie przy „pierwszym” pełnił rolę podobną do prezydenta Miedwiediewa przy „pierwym” Putinie – to zapewne pokażą już najbliższe miesiące.

Joanna Lichocka

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka