„Gazeta Polska” to organ PiS. W PiS wydają rozkazy, a „Gazeta Polska” karnie je wykonuje – takie stwierdzenia słyszeliśmy w mediach setki razy. A tu nagle Jarosław Kaczyński, a wcześniej jego sztabowcy, zaczynają opowiadać, że nasze publikacje przeszkadzały PiS w jego kampanii. No i co na to ci, którzy nazywali nas organem? Teraz dopiero się przerażą. Fakt, że wypisujemy jakieś bzdury na rozkaz i dla kasy, potrafili jeszcze zrozumieć. Ten typ mentalności jest im, jakby to delikatnie ująć, skądś znany. Natomiast to, że te spiskowe brednie rodem z psychiatryka piszemy bez rozkazu, z własnej nieprzymuszonej woli, to dla nich szok totalny.
Przyszła koza do woza, czyli homofobia u bram Ruchu Palikota! „To jest obrzydliwe! Jestem przeciwny gejom i lesbijkom. Proszę państwa: nawet koza z kozą tego nie robią” – mówił w zeszłym roku Jan Gierada, kandydat SLD na prezydenta Kielc. Gieradę wystawiło świętokrzyskie SLD, na którego czele stał Sławomir Kopyciński. Teraz, tuż po wyborze na posła, Kopyciński wstąpił do klubu Ruchu Palikota. Czyli został kolegą klubowym Roberta Biedronia, osobnika dopuszczającego się wedle Gierady praktyk obrzydliwych. Ale co tam obrzydliwość, raz kozie śmierć! Żeby życie miało smaczek, raz chłopaczek, raz zwierzaczek.
„Dzień dobry, ja dzwonię z Liceum Ogólnokształcącego numer osiem imienia Adama Mickiewicza. Ja chciałem zgłosić, że Janusz Palikot znajduje się pod szkołą” – takie nagranie odsłuchałem na swojej poczcie głosowej w czasie kampanii wyborczej. Licealista ów potraktował mnie jak pogotowie antypalikotowe. Jest pożar, dzwonimy po Straż Pożarną. Ktoś się połamał – do Pogotowia Ratunkowego. Pojawia się w Poznaniu Palikot – po Lisiewicza. Za brak reakcji przepraszam, byłem na drugim końcu Polski. Coś czuję, że nasze antypalikotowe happeningi – m.in. przyjazd po wymienionego szambiarką – mogą stać się teraz inspiracją dla różnych grup w Polsce. Zachęcam do odszukania ich na YouTube.
Czy ja dobrze usłyszałem, że ta manifestacja w Warszawie to był Marsz Otłuszczonych? – zapytał mnie jeden z mniej upolitycznionych kolegów, który zobaczył w telewizji Ryszarda Kalisza na Marszu Oburzonych. Dodał przy okazji, że jest gejowo i nie będzie lepiej.
Odkryłem, że „Gazeta Wyborcza” jest powiązana z kibolami! Tak, z tymi bandytami stadionowymi, co handlują narkotykami, plują na rodziny z dzieckiem („z dzieckiem radzieckiem” – jak śpiewa Kazik) oraz biją piłkarzy. Jej portal podał bowiem, że policja zatrzymała gang „parający się kradzieżami i legalizacją luksusowych pojazdów”. I ogłosił, że w gangu tym działał (tradycyjnie, jak w każdym gangu) kibol z Gdańska. A owe samochody kupowali... polscy celebryci. Znaczy się ludzie bliscy środowiskowo „Gazecie Wyborczej”, gdyż innych celebrytów w Polsce nie ma. Kibole, celebrytole i dziennikarzole działają razem! Szechter, przeproś za ojca, brata i kradzieże luksusowych limuzyn!
A propos wszechwładzy kibolstwa. Kieruję działem opinii „Gazety Polskiej Codziennie”. Skład stałych pracowników mojego działu jest następujący: jedna trzecia kobiety, jedna trzecia Żydzi, jedna trzecia kibole (Joanna Lichocka, Dawid Wildstein, Piotr Lisiewicz). Oczywiście jako kibol trzymam resztę za twarz i pilnuję, żeby opinie były odpowiednie.
PiS za radą różnych doradców od PR-u był już radykalny, potem umiarkowany, znowu radykalny, a teraz ma się na powrót umiarkować. Nie jestem zbyt radykalnym przeciwnikiem pijaństwa, ale w polityce takie odbijanie się od ściany do ściany nie wydaje się taktyką sensowną. Liczenie na to, że jeśli politycy PiS będą ględzić w sposób ugrzeczniony, to lepiej zostaną potraktowani w mediach, które pozwolą im wtedy dojść do władzy – jak niegdyś AWS – jest naiwnością. Istnieje tylko JEDEN sposób, by PiS potraktowany był w nich lepiej: podporządkowanie się przez tę partię jakiejś w miarę silnej frakcji ubekistanu i wejście do Sejmu w charakterze jej reprezentanta. Tfu, lepiej tego co poniektórym nie podpowiadać.
Na pytanie, czy PiS powinien występować radykalnie czy umiarkowanie, odpowiadam: ani jedno, ani drugie. Zamiast tego: odważnie, z jajami, inicjatywą, ironią i polotem. Nie powinien bać się mówić o swoich poglądach. Wygrał, kiedy o nich mówił. Powiedzenie przez Jarosława Kaczyńskiego: mogę przegrać, ale w sprawie Smoleńska nie ustąpię ani o milimetr, budziłoby szacunek. Po nim należałoby wypunktować najbardziej oczywiste dla ludzi powody, przez które śledztwo smoleńskie jest niewiarygodne. Wbrew temu, co stwierdził Jacek Kwieciński, wcale nie twierdzę, że w minionej kampanii PiS powinien bardziej chwalić kibiców. Powinien dać im czytelną propozycję. Chcemy waszych głosów. Oferujemy wam: wsparcie działalności patriotycznej, kibicowskich stowarzyszeń, legalizację rac. Ale musicie wiedzieć, że będziemy za tym, żeby zgodnie z obowiązującym prawem ścigano osoby łamiące prawo. Na stadionie i gdzie indziej. Jednocześnie natychmiast skończy się nagonka na was organizowana przez Tuska. Jeśli wam to pasuje, głosujcie na nas. Wszystko to PiS z grubsza biorąc mówił, ale mało wyraziście. Mógł to zrobić za pomocą efektownego spotu z pustym stadionem. Jeśli nie w telewizji, to w internecie. Pusty stadion się pojawił. W spocie Palikota. Nieartykułowanie własnych poglądów ułatwiało przypisywanie PiS intencji nieprawdziwych.
Znakomity wynik Beaty Kempy przeczy temu, że popieranie kibiców zaszkodziło PiS. Jej poręczenie za Starucha w mediach wałkowano w kółko. A okazała się ona najpopularniejszą kobietą tych wyborów. Nie potrafię określić, jaki wpływ mieli na to kibice. Ale teorie przeciwne też nie są oparte na żadnych dowodach. Polecam wszystkim wywiad Zbigniewa Romaszewskiego, którego udzielił Robertowi Mazurkowi z „Rzeczpospolitej”. Jest na stronie Romaszewski.pl.
Paweł Smoleński w „Gazecie Wyborczej” wyżył się na moim tekście o kibicach sprzed tygodnia. Napisał w nim: „Myślę nawet, że rozwrzeszczanych kiboli sam Lisiewicz omija szerokim łukiem”. Jesteś tego pewny, chłopie?
Piotr Lisiewicz



Komentarze
Pokaż komentarze (9)