247 obserwujących
1040 notek
2379k odsłon
  3667   0

Dziwne przypadki szefa „Panoramy”

Po kilkunastu dniach zawieszenia za skandaliczny błąd podwładnych i brak nadzoru nad programem szef „Panoramy” Jacek Skorus wrócił do łask.

W redakcji „Panoramy” jak w soczewce skupia się atmosfera panująca w Telewizji Polskiej: brak nadzoru i kompetencji, uleganie wpływom i naciskom polityków. Jacek Skorus, szef „Panoramy”, zamiast nadzorować swoich podwładnych, skupił się na pisaniu doktoratu. Od kilku miesięcy widać skutki jego naukowej pasji. Z raportu Press-Service Monitoring Mediów wynika, że w maju „Panorama” była niechlubnym liderem wśród głównych dzienników pod względem wpadek – zaliczyła ich aż 13 (7 językowych, 3 techniczne i 3 merytoryczne).

Do prawdziwej kompromitacji doszło 10 lipca. „Panorama” z prowadzącą tego dnia Hanną Lis wyemitowała materiał Justyny Majewskiej dotyczący rozwodu Katie Holmes i Toma Cruise’a oraz ich przynależności do sekty scjentologów. Przy okazji autorka materiału poruszyła temat sekt religijnych i ekonomicznych w Polsce, który zilustrowany został zdjęciami słuchaczy Radia Maryja modlących się na Jasnej Górze. Zawrzało. Protestowali widzowie i politycy.

Władze TVP już nie mogły udawać, że nic się nie stało. Jak tłumaczyła rzeczniczka prasowa TVP Joanna Stempień-Rogalińska, zostało to potraktowane jako „rażący błąd”, dlatego dyrekcja podjęła radykalne działania i zdecydowała o zawieszeniu dwóch osób: sekretarza redakcji „Panoramy” oraz jednego z jej wydawców – Jana Ciszeckiego.

Manipulacja jako zjawisko naturalne

Zdaniem szefa TVP2 Jerzego Kapuścińskiego, błędy w „Panoramie” były spowodowane brakiem nadzoru osób kierujących redakcją serwisu. Jacek Skorus był ostatnio przez dłuższy czas na zwolnieniu lekarskim, a potem na urlopie. Dlatego od 13 lipca obowiązki szefa „Panoramy” pełnił Maciej Bernatt-Reszczyński, zastępca dyrektora biura koordynacji programowej TVP. – 23 lipca decyzją kierownictwa TVP red. Jacek Skorus wrócił po okresie zawieszenia do wykonywania dotychczasowych obowiązków służbowych jako kierownik redakcji „Panoramy” – wyjaśnia Joanna Stempień-Rogalińska, rzeczniczka TVP.

Brak nadzoru nie zaczął się w tym roku. Skorus nie miał głowy do nadzorowania redakcji „Panoramy” może dlatego, że pisał, a jesienią ubiegłego roku obronił doktorat na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach pod tytułem „Retoryka informacji. Mechanizmy perswazji w informacji telewizyjnej”. Zgodę na pisanie doktoratu wydało mu poprzednie kierownictwo TVP. Streszczenie pracy (na portalu Nauka-Polska.pl) jest kompromitujące dla pracownika TVP.

„Zasadniczym celem rozprawy jest zbadanie dominujących w informacji telewizyjnej mechanizmów perswazji, próbą spojrzenia z dwóch perspektyw – teoretycznej i praktycznej, opartej o własne doświadczenia autora, który był reporterem, prezenterem, wydawcą i szefem redakcji informacyjnych w TVP. Kluczowa dla dysertacji teza brzmi: w telewizji nie ma informacji czystej, każda jest kreowana, perswazyjna, wiele jest manipulacją (wyróżnienie A.B.). Praca odwołuje do zasad klasycznej retoryki, z naciskiem na ich funkcjonowanie we współczesnej telewizji. Pokazuje retoryczne oddziaływanie języka i obrazu w złożonym procesie zestawienia i koincydencji przeciwieństw w montażu. Wprowadza pojęcie manipulacji technologicznej jako zjawiska naturalnego w przygotowaniu relacji telewizyjnych, które umożliwia zarówno perswazję, jak i manipulację intencjonalną, wskazuje na trudności w rozróżnieniu tych pojęć, które w informacji telewizyjnych nakładają się na siebie”.

Niezatapialny

Skorus wie, co pisze w rozprawie doktorskiej, bo w TVP pracuje od 1981 r. W stanie wojennym robił propagandowe materiały deprecjonujące Solidarność. W archiwum IPN zachowały się dokumenty, z których wynika, że był zarejestrowany jako tajny współpracownik bezpieki ps. Zbigniew. Miał zostać zwerbowany na początku 1982 r. przez Wydział III SB w Katowicach na zasadach dobrowolności. Zachowały się jedynie nieliczne dokumenty, w tym karta rejestracyjna TW „Zbigniew”.

Te wstydliwe fakty życiorysu szefa „Panoramy” ujawnił dwa lata temu Maciej Gawlikowski, reżyser filmu pt. „Pod prąd”. Jego reportaż nigdy nie został wyemitowany w TVP2, mimo że przeszedł kolaudację. Film Gawlikowskiego zawiera urywki z „Dziennika Telewizyjnego”, który w stanie wojennym emitował krótki propagandowy cykl „Archiwum Solidarności”. Jego celem było zdeprecjonowanie związku. Jednym z autorów materiałów był właśnie Jacek Skorus.

Skorus pracował najpierw w katowickim oddziale TVP. W latach 1998–1999 był wydawcą programu publicystycznego „W centrum uwagi” emitowanego w TVP1, a w latach 2002–2007 wydawcą programów publicystycznych w TVP3 („Echa dnia” i „Gość dnia”). W 2009 r. z rekomendacji SLD został szefem telewizyjnej „Panoramy”, zastępując na tym stanowisku Jacka Karnowskiego.

10 kwietnia 2010 r., w czasie katastrofy w Smoleńsku, Skorusa nie było w Warszawie. Jak wspominają dziennikarze, nie można było do niego się dodzwonić. – Nie zachował się jak dziennikarz z prawie 30-letnim stażem. Zdecydował się na powrót do redakcji po dramatycznych rozmowach i groźbach zwolnienia z pracy – opowiada była dziennikarka „Panoramy”.

Dziwne związki

Ujawnienie faktów z życiorysu Skorusa nie wywołało żadnej reakcji ówczesnego zarządu TVP. Nie przeszkadza także obecnym władzom TVP SA.

– Zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem stanowisko kierownika redakcji nie podlega obowiązkowi lustracyjnemu. Red. Skorus informuje jednak, że nigdy nie był TW – powiedziała „Codziennej” rzeczniczka TVP.

– Był kumplem Rafała Rastawickiego, który za poprzedniego zarządu był dyrektorem TVP2. Jacek jest wygodny dla szefów, bo robi, co mu każą. Nie zaprotestował, kiedy kazano mu przyjąć do „Panoramy” żonę Lisa z bajońskim honorarium 30 tys. zł miesięcznie. Kiedy zaczął się smród, poszedł na zwolnienie lekarskie, bo bolało go kolano. Potem wziął urlop i przeczekał – opowiada reporter „Panoramy”. – Nic mu się nie stanie, bo ma mocne „wejścia” w PSL-u, należy do „ich” Stowarzyszenia Dziennikarzy im. Stanisława Reymonta – dodaje.

Jednym z recenzentów pracy doktorskiej Skorusa był prof. dr hab. Andrzej Gwóźdź z Uniwersytetu Śląskiego. W grudniu ub.r. Oddziałowe Biuro Lustracyjne w Katowicach skierowało do sądu stanowisko o uznanie za niezgodne z prawdą oświadczenia lustracyjnego złożonego przez prof. Andrzeja Gwoździa. Po półrocznym procesie Sąd Okręgowy w Katowicach uznał, że Gwóźdź nie skłamał w swoim oświadczeniu i nie był współpracownikiem peerelowskiego kontrwywiadu. IPN zapowiada odwołanie od tego wyroku.

Niedługo po obronie pracy doktorskiej Skorusa obronił doktorat Michał Smolorz, którego promotorem też był prof. Gwóźdź. Smolorz to publicysta lokalnej „Gazety Wyborczej” i jednocześnie „Dziennika Zachodniego”, apologeta Ruchu Autonomii Śląska. Jego praca doktorska nosi tytuł „Śląsk wymyślony. Górnośląski regionalizm w mediach”.

Andrzej Borzym/GPC

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale