246 obserwujących
1040 notek
2354k odsłony
2250 odsłon

Gangster „Kanada” sypie policję

Wykop Skomentuj4

Przestępca Krzysztof W. ps. Kanada, syn policjanta, to znany złodziej samochodów. Od lat także świadek, którego opowieści miały wstrząsnąć poznańskim półświatkiem i rozwikłać wiele zbrodni. Teraz mężczyzna ujawnia „Gazecie Polskiej” nie tylko kulisy przestępczej działalności, ale i współpracy z policją. Zeznania – również niezgodne z prawdą, a niektóre sugerowane przez policjantów – miał składać za obietnicę wyjścia z więzienia, łagodniejszy wyrok, a nawet paczki, pikniki czy zakupy w supermarkecie.
 
O wszystkim opowiedział reporterowi „Gazety Polskiej” podczas widzenia w areszcie śledczym. Jest też w tej opowieści szokujący wątek biznesu byłego funkcjonariusza Biura Spraw Wewnętrznych z oskarżonym o przynależność do groźnego gangu, którego policjant wcześniej „zamykał”.
 
O Krzysztofie W., synu policjanta, równocześnie złodzieju z długim wyrokiem do odsiadki (11 lat, od siedmiu za kratami), napisano wiele. 40-letniego obecnie mężczyznę przedstawiano początkowo jako skruszonego przestępcę z ogromną wiedzą, który wyśle do więzienia byłych wspólników, rozbije bandy działające nie tylko na terenie Poznania, pozwoli rozwikłać największe zbrodnie (także głośne zabójstwa) czy oczyścić policję z czarnych owiec. Od 2006 r., gdy zaczął współpracę z wymiarem sprawiedliwości, złożył bardzo obszerne zeznania, które prokuratorom pozwoliły sformułować kilka aktów oskarżenia, a procesy w najpoważniejszych sprawach ciągle trwają.
 
Dzisiaj jednak o „Kanadzie” coraz częściej mówi się jako o człowieku z wybujałą fantazją. Ale najciekawsze, że on sam zaczął opowiadać, jak – rzekomo na wyraźne życzenie policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych – mówił więcej, niż wiedział. Sensacyjnie zwłaszcza brzmi protokół jego przesłuchania podczas rozprawy z 6 sierpnia tego roku. Na tyle, że reporter „Gazety Polskiej” postarał się o zgodę na widzenie z „Kanadą”, przebywającym obecnie w areszcie śledczym. On sam zgodził się od razu. A to co miał do powiedzenia – szokuje.
 
Zresztą chyba nie tylko nas. Dysponujemy kopią zarządzenia podpisanego przez sędzię Marię Kostecką, która nakazała sporządzić wyciąg z protokołu rozprawy (tej sprzed półtora miesiąca) i przesłać do prokuratury
 
„(…) celem rozważenia, czy zawarte w zeznaniach Krzysztofa W. informacje dot. zachowania względem świadka wymienionych w zeznaniach funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu stanowią podstawę do podjęcia przez prokuraturę czynności procesowych” – czytamy w piśmie.
 
A bez prawniczego żargonu: prokuratura powinna sprawdzić, czy policjanci, których wsypał „Kanada”, złamali prawo. Chodzi przede wszystkim o Pawła G. i Wojciecha W.
 
„Policjanci oszukali mnie”
 
Nasz reporter spotkał się z „Kanadą” we wtorkowy poranek 3 września. Widzenie odbyło się w części poznańskiego aresztu przeznaczonej dla więźniów szczególnie niebezpiecznych, ale on sam nie jest zaliczany do „enki”. Od dawna siedzi jednak w pojedynczej celi ze względu na jego bezpieczeństwo. Pojawił się w pomarańczowym uniformie. Nasza rozmowa cały czas była monitorowana przez strażnika. Przez blisko godzinę cenny dla prokuratury świadek opowiadał nam o kulisach współpracy z wymiarem sprawiedliwości. Trwające 56 minut nagranie to tykająca bomba, która może storpedować wiele śledztw i procesów. „Kanada” postanowił bowiem zeznawać także przeciwko policjantom.
 
– Bo mnie oszukali – mówi wprost. – Cała ta sytuacja zaczęła mnie denerwować. Mam obiecywane, jestem mamiony obietnicami bez pokrycia. Nie jestem głupim człowiekiem, żeby pogrążać się samemu za darmo, za nic – powiedział „Kanada” już na początku spotkania. Za złożone zeznania chciał wyjść na wolność. Choćby w ramach przedterminowego warunkowego zwolnienia. Miał dostać taką gwarancję od policjantów.
 
Z relacji „Kanady” wynika, że większość czynności przeprowadzało z nim – oprócz prokuratorów – dwóch funkcjonariuszy z Biura Spraw Wewnętrznych: Paweł G. i Wojciech W. Nawet nie ukrywa urazy, szczególnie do pierwszego z nich. – To on najbardziej naciskał, chciał więcej szczegółów – mówi „Kanada”.
 
Chodzi o policjanta z Poznania, wcześniej zajmującego się przestępczością samochodową, a później oddelegowanego do pracy w Biurze Spraw Wewnętrznych, czyli „policji w policji”.
 
Już podczas sierpniowej rozprawy Krzysztof W. wspominał o podrasowywaniu swoich zeznań:
 
„Funkcjonariusz G. mówił, że ma operacyjną wiedzę, podawał mi ją, a ja miałem zeznawać na niektóre okoliczności, bo jak się ma operacyjną wiedzę, to tak jakby posiadało się wiedzę faktyczną, tylko brakuje dowodu, żeby to potwierdzić. Pan G. dawał mi protokoły dot. jakichś przestępstw samochodowych i miałem się nich nauczyć na pamięć”.
 
Albo: „Tylko nie było broni ostrej, tzn. była broń na kulki gazowe, kupić ją można za 400 zł w sklepie militarnym, bez pozwolenia. Policjanci powiedzieli, żeby była to broń ostra w tym zarzucie, bo zarzut będzie poważniej wyglądał”.
 
Podobnych akapitów jest więcej. Przed sądem „Kanada” twierdził, że koloryzował na życzenie policjantów. W rozmowie z nami potwierdził tę wersję.
 
Policja powinna dowiadywać się o pewnych zdarzeniach od Krzysztofa W., a tymczasem Krzysztof W. najpierw zdobywał wiedzę od policjantów, a dopiero później składał zeznania. – Czy były takie sytuacje? – pytaliśmy.
 
– To znaczy się… – „Kanada” zawał się chwilę. – No, bywały.
 
To było na samym początku, gdy najwięcej zeznawałem – dodał. Gdy powątpiewaliśmy, czy teraz mówi prawdę, pomawiając policjantów, bo mści się za niespełnione obietnice, zapewnia: „Mogę poddać się badaniu wariografem”.
 
Superświadek? A może mitoman?
 
Ile razy „Kanada” składał zeznania? On sam mówi o setkach przesłuchań. A początek był w 2006 r.
 
– Uzbierało się przez siedem lat, bywało, że dzień w dzień, po sześć, siedem godzin byłem przesłuchiwany. Z początku czytałem te protokoły, ale później to mi się nie chciało – twierdzi. A jaka część z tego była podrasowana? Na to pytanie Krzysztof W. uśmiecha się z zakłopotaniem.
 
Mimo to w Gorzowie Wielkopolskim uparcie twierdzą, że „Kanada” jest dla nich wiarygodny. Rozmawialiśmy kilkakrotnie z prokuratorem Dariuszem Domareckim, rzecznikiem prasowym Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp., wykonującym również czynności z udziałem Krzysztofa W. „Jesteśmy zaskoczeni treścią zeznań złożonych przed poznańskim sądem” – powtarza prokurator.  Relacjonowaliśmy mu fragmenty naszej rozmowy z „Kanadą”. Wieloma wątkami był zaskoczony, ale opinii o świadku nie zmienił.
 
Zaskakuje wiara śledczych w słowa „Kanady”. Rozmawiając z nim, nie można pozbyć się wrażenia, że chce uchodzić za człowieka doskonale poinformowanego. Aż za bardzo. W trakcie niespełna godzinnego spotkania Krzysztof W. zapewniał nas, że zna kulisy zbrodni niewyjaśnionych od lat. O zabójstwie Michała Z., syna bankiera, którego ciała nigdy nie odnaleziono, mówił: „to mój as w rękawie”; o uprowadzeniu dziennikarza Jarosława Ziętary: „wiem kto go porwał i na czyje zlecenie”. Podaje nazwiska. Bardzo znane w Poznaniu. Jeden z gangsterów (odsiadujący dożywocie za zabójstwo policjanta) miał rzekomo się przyznać do porwania dziennikarza. „Kanada” pochwalił się też wezwaniem na sprawę zabójstwa gen. Marka Papały. – Ale tutaj nie wiem, o co chodzi – przyznaje.
 
Przekonuje również, że ma wiedzę o historii Damiana Sz., ps. Twardziel, uważanego w latach 90. za czołową postać poznańskiego półświatka. Zniknął dawno temu, nikt nie ma wątpliwości, że został zamordowany. Ale kiedy, jak, przez kogo? Nie wiadomo. Za sprawą zeznań „Kanady” doszło do słynnego w Poznaniu incydentu z basenem na terenie posesji rodziny B. Pod jego fundamentami śledczy szukali ciała „Twardziela”. Niczego nie znaleziono.
 
– Nie wskazywałem żadnego miejsca, prokuratura sama z policją sobie pojechała i tam kopała, bo zasugerowali się, że w 1996 r. czy wcześniej, jak Sz. zginął, to ten basen był budowany – mówi nam teraz „Kanada”.
 
Informacje o zamordowaniu Jarosława Ziętary były tak zaskakujące, że natychmiast skontaktowaliśmy się z Prokuraturą Apelacyjną w Krakowie. Prokurator Piotr Kosmaty potwierdził złożenie zeznań przez „Kanadę”, ale choć brzmią sensacyjnie, przełomem nie były.
 
– Przesłuchiwaliśmy Krzysztofa W. na początku roku. Do dzisiaj nikomu nie postawiliśmy zarzutów, tym bardziej nikt nie mógł przyznać się do winy – kwituje pytania. Unikał jednoznacznego stwierdzenia, ale można było odnieść wrażenie, że opowieści „Kanady” są mało wiarygodne. I nieco zaskoczony pytał: „Czy na pewno chce pan o tym pisać?”.
 
A jeszcze w marcu tego roku – jak podał „Głos Wielkopolski” – psycholog uznał „Kanadę” za człowieka, który nie ma skłonności do konfabulacji. Zabawnie brzmi to dzisiaj, gdy sam Krzysztof W. opowiada o swoich kłamstwach.
 
Paczki, zakupy, pikniki – policjanci rozpieszczali „Kanadę”
 
Fragment protokołu z rozprawy opisujący inną zdumiewającą sytuację:
 
„Byłem u policjanta W. w domu na czynnościach procesowych. Pojechaliśmy do niego na kawę, bo kupił sobie nowy telewizor, miało to miejsce rok lub półtora roku temu, i tam też uczyłem się, co mam zeznawać”.
 
Czyli policjant z BSW gościł u siebie skazanego – który powinien siedzieć w więziennej celi – bo chciał mu pokazać telewizor. Poprosiliśmy „Kanadę” o dokładniejszą relację. Opisał, gdzie policjant mieszkał.
 
– Jak się wchodzi do bloku, to jest wieżowiec 10-piętrowy.
 
– Na jakim osiedlu?
 
– To jest Piątkowo (tutaj „Kanada” podał szczegóły, dokładnie lokalizujące budynek). Nie pamiętam, które to było piętro, ale było szóste, siódme lub ósme. Jak się wchodzi, to po lewej jest pokój, na prawo chyba kuchnia, a dalej nie wchodziłem. Ja wchodziłem po lewo. Z korytarza na lewo jest duży pokój.
 
– A ten telewizor, taki wypasiony?
 
– 40 cali. On lubował się w sprzęcie. Dobrej klasy.
 
Drążyliśmy wątek „przyjaźni” Krzysztofa W. z policjantami z BSW. Przedstawił relację, od której włos jeży się na głowie. Streścimy ją w punktach, bo jest długa, ale wątpiącym wyjaśniamy – dysponujemy nagraniem rozmowy.
 
– „Część moich zeznań jest nieprawdziwa, można powiedzieć preparowana”;
 
– „Niektórych przestępstw nie byłem w stanie się dopuścić, bo w tym czasie siedziałem w areszcie”.
 
– „Po jakimś czasie zaprzyjaźniłem się z tymi funkcjonariuszami, przez tyle lat, przez siedem lat z nimi współpracowałem, więc na stopie koleżeńskiej byłem z nimi”.
 
– Pytanie: „Czy preparowanie zeznań dotyczyło najpoważniejszych zarzutów, na przykład o grupie przestępczej?”. Odpowiedź: „Można tak powiedzieć”.
 
Na pytanie wprost, czy w zamian za zeznania dostawał jakieś gratyfikacje: paczki, przepustki, widzenia, pieniądze:
 
– Pieniędzy nie, ale dostawałem paczki żywnościowe, robiłem sam sobie zakupy w markecie, choć nie powinno tak być, chodziłem sobie po Szamotułach bez kajdanek.
 
– Z aresztu w Szamotułach wychodził pan z funkcjonariuszem policji? – pytaliśmy.
 
– Jechaliśmy do supermarketu, robiłem zakupy sam, na przykład za dwie i pół stówy.
 
– A oni płacili?
 
– No.
 
– Wie pan co, aż trudno uwierzyć… – powątpiewaliśmy, ale „Kanada” kontynuował.
 
– Jeździliśmy na pikniki, do lasu, na grilla, i takie różne rzeczy.
 
Co ciekawe, według Krzysztofa W. podczas takich wypadów np. nad jezioro – „abym się mógł zrelaksować” – przeprowadzano również czynności procesowe.
 
– Jakieś coś napisaliśmy – stwierdził.
 
I jeszcze obietnice.
 
– Przed każdą wokandą (posiedzeniem sądu – dop. red.) Wojtek W. przyrzekał mi, dawał słowo honoru oficera, na rodzinę swoją, cały czas mnie mamił. Ja mu ufałem w stu procentach – opowiada „Kanada”.
 
Czy „Kanada” mówi prawdę? Tego nie wiemy, ale część faktów przez niego podawanych powinna być łatwa do zweryfikowania. Jeśli prokuratura lub sąd będą chciały to zrobić…
 
Spółka policjanta z podejrzanym
 
Jest jeszcze jeden wątek – tak kuriozalny, że zaskoczony był nawet prokurator Domarecki. Głównym bohaterem jest znowu wspominany już Paweł G. Były policjant po przejściu na emeryturę założył firmę, która – zgodnie z danymi opublikowanymi w internecie – ma siedzibę w niewielkiej miejscowości k. Poznania i działa w branży budowlanej. Z kolei Błażej W. jest oskarżonym o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Gdy został zatrzymany przez brygadę antyterrorystyczną, w rozmaitych czynnościach brał udział właśnie Paweł G.
 
Po wyjściu na wolność Błażej W., prowadzący rozległe interesy, został biznesowym wspólnikiem policjanta, który wcześniej go zatrzymywał. Jeden dał grunt, drugi pieniądze, wybudowali dwa domy, które już sprzedali. Mówił nam o tym nie tylko „Kanada”. Poza tym istnieją faktury, jakie firma Błażeja W. wystawiała firmie Pawła G.
 
Poproszony przez nas o komentarz prokurator Domarecki powiedział: „Nie wiedzieliśmy o tym”.
 
Udało nam się skontaktować telefonicznie z Pawłem G., byłym policjantem. Grzecznie, ale stanowczo odmówił spotkania, a o zarzutach „Kanady” nie chciał rozmawiać, przekonując, że nadal obowiązuje go tajemnica. Gdy zapytaliśmy o współpracę z Błażejem W., od razu przerwał połączenie.
 
Z OSTATNIEJ CHWILI: w piątek (13 września) zakończył się kolejny proces, w którym „Kanada” był oskarżonym. Usłyszał wyrok trzy lata pozbawienia wolności. Bezwzględnego.

Grzegorz Broński

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale