5 obserwujących
22 notki
16k odsłon
254 odsłony

Z ŻYCIA DŁUGOWIECZNCH ELFÓW

Wykop Skomentuj

Zamek Aaaaby usytuowany był na niewielkim wzgórzu pośród równin. Niegdyś służył jako forteca broniącą miasta, ale od wielu wieków nikt na nikogo nie napadał i nie niepokoił. Mieszkańcy grodu, w większości ludzie, znaleźli sobie lepsze miejsce na osadę i w pałacu mieszkali jedynie jego właściciele - kilka starych rodów elfich. Świat toczył się swoimi torami bez większych komplikacji. Wszyscy wydawali się być z tego zadowoleni.
Aoel przekroczył próg komnaty Loaela. Na jego widok gospodarz wstał od stołu i uściskał serdecznie miłego gościa. Ucieszył się, że jego przyjaciel przyjął zaproszenie na partię szachów. Nawet, gdyby chcieli, żaden z nich nie przypomniałby sobie ileż to już rozegrali potyczek.
Zasiedli przed kwadratową planszą. Aoel korzystając z przywileju gościa wykonał pierwszy ruch białym pionkiem.
Loael zamyślił się i po chwili ruszył czarnego piona.
Gość podparł dłonią brodę i długo wpatrywał się w planszę. Rozważał i analizował wszelkie możliwe scenariusze przebiegu pojedynku. W końcu westchnął i rzekł:
– Proponuje remis.
– Zgoda.


Zapadło długie milczenie.
¬ Nad czym medytujesz Loaelu? Jakieś nowe poematy, wynalazki?
– Przyjacielu wszystko już zostało powiedziane w najdoskonalszy sposób i nie warto tego poprawiać, a prochu nie wymyślę, zresztą to zbyteczne: nasze strzały są doskonałe, a miecze zawsze ostre. Chociaż dawno tego nie sprawdzaliśmy. Musimy kiedyś odwiedzić zbrojownie… A właśnie, pamiętasz, że szlachetna Eloa wkrótce spodziewa się rozwiązania?
– Zupełnie mi to umknęło. To już dziewięć miesięcy minęło. Tak szybko wszystko się dzieje.
– Narodziny Elfa to nieczęste wydarzenie przez to nabiera wyjątkowości, której należy poświęcić dostateczną uwagę.
– Zatem pożegnam cię przyjacielu. Niezwłocznie ruszę do miasta, by kupić dziecku jakiś godny dar.
    Aoel skierował się do stajni, gdzie dosiadł pierwszego niezajętego wierzchowca. Elfy nie miały swoich ulubionych zwierząt, bo te żyły zbyt krótko, by warto było się z nimi wiązać emocjonalnie. Szczególnie, że taki koń mógł się gdzieś zapodziać.
Droga prowadziła poprzez pola. Jeździec odziany w tradycyjną długą szatę spoglądał bez emocji na rolników układających przed zwiezieniem do spichlerza snopy zboża. Ziemia należała do elfich rodów, ale uprawiali ją ludzie. W zamian mieli obowiązek odstawienia do zamku piątej części plonów. Drugą piątą cześć sprzedawali i dochód również oddawali elfom. Reszta należała do chłopów. Rolnicy bez emocji przyglądali się właścicielowi dóbr ziemskich. Jego długie jasne włosy przykrywały uszy, o których mówiono, że są spiczaste. Naprawdę jednak nikt z ludzi nie zna nikogo, kto byłby na tyle blisko długowiecznego, by mieć okazję uważnie przyjrzeć się jego małżowinom.

Przed rogatkami grodu, którego nazwy żaden z elfów nie chciał i nie potrzebował pamiętać codziennie tworzyła się kolejka kupców i chłopów opłacających myto i należne mieszczanom cło. Aoel nie zwolnił i przejechał obok wozów i furmanek. Jego myśli zaprzątał problem - co kupić dziecku? Mieszkańcy zamku w zasadzie mieli wszystko. Gdy jednak czegoś im brakowało odwiedzali podziemne magazyny, gdzie od pokoleń gromadzono różne dobra. Czasami okazywało się, że przodkowe jakiejś potrzeby nie przewidzieli lub czegoś nie dopatrzyli, wtedy należało udać się do pobliskiego miasta HrrGrr, którego nazwy nie potrafił wymówić żaden elf, by odwiedzić sklepy rzemieślników. Aoel pozostawił konia w grodowej stajni i ruszył na targ. Wkrótce jednak tego pożałował. W jego nozdrza uderzył okropny smród. Sprzedawano tam żywe i martwe zwierzęta. Te jeszcze dyszące nie przejmowały się gdzie załatwiają swoje potrzeby fizjologicznie, a od  martwych unosił się zapach krwi. Aoel szybkim krokiem przemierzył targowisko nie wnikając, co mógłby tam kupić. Jedna scena wzbudziła w nim zaciekawienie i smutek. Zanim dotarł do bogatszej dzielnicy był świadkiem, jak do stoiska brodatych jegomości podjechała udekorowana połyskującymi kamieniami szlachetnymi złota chłopska furmanka. Rumiana baba zaoferowała za piętnaście uncji szmaragdów i kilka dorodnych diamentów, sześć kilo brukwi, kilka selerów i rzepę. Początkowo sprzedawcy zaprotestowali i odmówili sfinalizowania tak niesprawiedliwej transakcji, jednak kiedy baba nakrzyczała na nich i stwierdziła, że: „jak im się nie podoba to sobie wychodek malowanymi szkiełkami ozdobi” krasnoludy, chcąc nie chcąc, ustąpili. Elf zdawał sobie sprawę, że brodate konusy sami są winni swojej niedoli. Pomimo, że wszystkie smoki zostały przez ludzi wybite i nikt nie kontrolował równowagi podaży i popytu na rynku kopalin, nie zaprzestali dalszego drążenia tuneli i wydobywania z głębi ziemi skarbów.
Przechadzka po bogatych sklepach nie przyniosła efektu. Elf nienagabywany przez sprzedawców spacerował pomiędzy ladami zapełnionymi różnymi dobrami. Broń i biżuteria w ogóle go nie interesowały. Niektóre tkaniny nawet mu się podobały. Zapamiętał, żeby przysłać tu któregoś z pośledniejszych elfów, by kupił materiał na nowe powłóczyste szaty.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale