Chciałbym napisać kulka słów o kulturze i sensowności umieszczanych komentarzy pod notatkami.
Jest dla mnie oczywiste, że umieszczenie komentarza co do zasady jest zjawiskiem pozytywnym.
Dla piszącego notatkę jest to sygnał, że dla kogoś okazała się ta notatka na tyle ciekawa, ze nie tylko ją otworzył ale i przeczytał, a ponadto uważał że warto poświęcić swoją energie i czas by komentarz umieścić. Dla innych czytających jest to jakaś informacja uzupełniająca lub polemiczna względem tekstu notatki. Czasami jest ona odbiegająca od treści notatki i nierzadko wokół takiego wpisu pojawia się oddzielna, czasem całkiem ciekawa dyskusja.
Więc czego się czepiam?
Chodzi mi o zjawisko, które nazywam ZŁĄ WOLĄ.
Nie chodzi mi tutaj bynajmniej o przeciwne poglądy. Każdy ma prawo do swoich poglądów i tym samym do ich reprezentowania oraz ich obrony.
Jako ZŁĄ WOLĘ w dyskusji rozumiem negowanie i wykpiwanie cudzych poglądów bez gotowości obrony własnych poglądów i wymaganie od interlokutora tego na co samemu nie jest się gotowym.
Pozwolę sobie przedstawić o co mi chodzi na przykładzie spod mojej ostatniej notatki.
Internauta o niku Trupik zadał pytanie do autora – czyli do mnie, będące zresztą jak najbardziej na miejscu,
„jakieś źródła historyczne potwierdzają ten fakt?”
Udzieliłem mu odpowiedzi wskazując na wcześniejszą moją notatkę gdzie poruszyłem temat źródeł o które byłem zapytany i co nieco dodałem.
Moja odpowiedź została zignorowana ale ktoś inny także udzielił Trupikowi odpowiedzi w tym samym zakresie, acz bardziej ogólnej. Na tą ogólną odpowiedź Trupik ochoczo odpowiedział. W tonie kpiąco negującym (nadmieniam, ze swoją drogą ma fajny styl komentarzy – szkoda ze nie merytoryczny).
Po jakimś czasie wśród komentarzy znów wywiązała się wymiana zdań między mną, a Trupikiem.
W pewnym momencie doszło do powołania się na kryterium porównawcze. Trupik podchwycił temat i wtedy ja odpowiadając min. zapytałem o źródła.
Kolejny komentarz Trupika pomijał pytanie w zakresie źródeł. Odpowiedź ta była zabawna i kpiąca ale niestety nie merytoryczna.
Moja odpowiedź ograniczyła się do wskazania kolejnych podstaw mojej wiedzy na sporny temat, z prośbą o wskazanie źródła poglądów przeciwnych i przypomniałem, że w zakresie który wcześniej mój interlokutor powołał jako pewny też nie wskazał odpowiedzi. I co? I pstro. Na tym etapie dyskusja się urwała.
W czym problem? Można by powiedzieć interlokutor zrejterował z pola dyskusji z braku argumentów. Może …
Nie chodzi mi tutaj jedynie o przytoczoną dyskusję, a raczej o zjawisko którego dotyczy.
Problem w tym, że wielokrotnie spotkałem na salonie ale nie tylko tutaj, dyskutantów którzy jasno, śmiało i dowcipnie negowali cudzy światopogląd, wymagając dowodu za dowodem na poparcie negowanych tez. Sami zaś jakoś nie poczuwali się do tego by wskazać jakiekolwiek dowody lub źródła dla poglądów przeciwnych – czyli własnych.
Działanie takie oceniam jako złą wolę. Marnowanie swojego i cudzego czasu. Oraz brak szacunku dla drugiej strony. Z powyzszych powodów zwyczajnie potępiam takie zachowanie.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)