Zacznijmy od podania co uważam za podstawę wartościowej notatki. Jak dla mnie NOTATKA to coś co jest pisane do tzw. Szerokiego odbiorcy i z uwagi na powyższe powinna być stosunkowo samodzielnym tekstem (przygotowanym i przemyślanym) :
-
bazującym na posiadanej wiedzy przez innych w stopniu podstawowym.
-
Poglądy w niej wyrażane winny posiadać poparcie w przykładach lub logicznym wnioskowaniu, a najlepiej i w jednym i drugim, a jeśli nie są one uwidocznione w notatce (w końcu nie można każdego twierdzenia cząstkowego zawsze od razu podbudowywać argumentacją, bez utraty czytelności i nadmiernej rozwlekłości tekstu) to na zapytanie czytelnika – wszak to dla niego notatka jest upubliczniona, argumentacja taka lub przekłady winny być podane.
-
Argumentacja podawana jako fakty winna bezwzględnie być tymi faktami a jeśli okazuje się nimi nie być to fajnie by było, aby autor zastanowił się czy jego notatka – wnioski z niej płynące, nadal są zasadne.
Czy to dużo? I tak i nie. Ale wydaje się być niezbędnym minimum.
Co do komentarzy moje oczekiwania są podobne acz nieco mniejsze z tą modyfikacją, ze komentarz zasadniczo powinien dotyczyć notatki. Dlaczego mniejsze? Przyjmuję, że komentujący nie przygotowywał się tak jak piszący notatkę i pisząc „na gorąco” prędzej może popełnić jakiś błąd lub zwyczajnie się zagalopować. Niemniej także bezwzględnie wymagam aby fakty były faktami
Opinie mogą być różne. O opiniach i poglądach można dyskutować. Dyskusja o faktach? Dla mnie jest dopuszczalna na płaszczyźnie konfrontacji źródeł i oceniania ich rzetelności ale dyskutowanie i faktach jako takich to albo pieniactwo albo … sam nie wiem co, w każdym bądź razie nic fajnego.
Ad rem. Piękny dom jeśli jest zbudowany, zwłaszcza u swoich fundamentów, ze zmurszałych cegieł niewiele jest wart. Innymi słowy notatka/komentarz, jakby oszałamiającego wrażenia nie robił/a jako całość, winna bronić się także w ramach jej elementów składowych gdyzdiabełtkwi w szczegółach. Gdy zaś okazuje się, ze elementy składowe (fakty na które powołuje się któraś ze stron dyskusji) są trefne całe wnioskowanie oponenta zaczyna być dla mnie podejrzane.
Ja staram się prowadzić dyskusje w imię ustalenia lub poznania prawdy (piękne abstrakcyjne pojęcie). Mnie w dyskusji interesują argumenty będące prawdziwymi. Suma tych argumentów potrafi mnie przekonać lub chociażby wzruszyć moje dotychczasowe poglądy. Pod jednym jednak warunkiem – gdy opierają się one na faktach lub logice. Gdy w trakcie wymiany zdań odkrywam, że dla mojego oponenta np. wartość 30 nie różni się od 40 i jedyne co jest istotne to fakt że obie są niższe od np. 70 zaczynam traktować podejrzliwie całość danego ciągu myślowego. Gdy pojęcie kulistości ziemi i pojęcia ruchu wirowego ziemi wokół słońca zlewa się w jedno, to także mówię sobie hola hola dobry człowieku ale twój adwersarz ma najpierw poglądy, a później wiedzę. Ja zaś wyznaję zasadę, najpierw wiedza, później wypływające z niej poglądy.
Dlatego właśnie się czepiam różnych detali. Może nie zawsze w imię pięknie brzmiącej PRAWDY ale na pewno w imię ścisłości i precyzji wypowiedzi i uczciwość w przedstawianiu prezentowanego tematu. Gdyż jak uczy mnie życie, największe bzdury zaczynają się od drobnych przesunięć tematycznych, małego niedoprecyzowania które krok po kroku dryfuje w wcześniej wyznaczonym kierunku.
Pozwolę sobie na jeden przykład mojego czepialstwa i przyczyny tegoż czepialstwa.
„Wysoka śmiertelność dzieci, średnia długość życia oscylująca w okolicach czterdziestki, ciężka praca nie dająca nawet gwarancji przeżycia ...”
Autor tej wypowiedzi zawarł w niej dwa fakty i jedną opinię wyglądającą prawie jak fakt.
Fakty to :
-
Wysoka śmiertelność dzieci
-
średnia długość życia oscylująca w okolicach czterdziestki
Opinia :
-
ciężka praca nie dająca nawet gwarancji przeżycia.
Pamiętam, że będąc nastolatkiem uważałem, życie w średniowieczu za atrakcyjne i to właśnie w oparciu o takie poglądy podpierane w/w „faktami”. Dlaczego?
Ano jakie miałem informacje? Średnia życia to ok 40 ale w świecie gdzie występuje duża śmiertelność dzieci, która w sposób oczywisty mocno wpływa na obniżenie średniej. Skądinąd wiedziałem, ze sporo ludzi w tamtym okresie historycznym umierało śmiercią gwałtowną co niewątpliwie też miało wpływ na taką a nie inną średnią.
Mój wniosek z tych faktów był taki, że jeżeli nie umarłem jako dzieciak (będąc nastolatkiem nie przejmowałem się okresem dziecięcym bo był on już za mną) i nie zginąłem w walce to żyło się tam co najmniej około 60tki i to będąc silnym i w pełni sprawnym,gdyż choroby przewlekłe to wynalazek XX wieku. Wtedy jak choroba człowieka nie zabijała to organizm ludzki szybko ją zwalczał.
A opinia „ciężka praca nie dająca nawet gwarancji przeżycia.” wydałaby mi się wtedy zwyczajnym defetyzmem i to nieuprawnionym. Wszak nie wszyscy ciężko pracują, a jednak średnia daje 40tkę (pomimo wysokiej śmiertelności dzieci i wielu przypadków gwałtownej śmierci).
Na moje zwrócenie uwagi, ze ta 40tka to bardzo optymistyczna teza
„moje dane mówią mi że 30-35 to mężczyzna, a kobieta ok 25 oczywiście nie liczymy do średniej zgonów niemowlaków” - ja (i ta moja wiedza mocno zmienia wydźwięk i możliwości przeprowadzenia wnioskowania jakiego dokonałem lata temu)
Uzyskałem odpowiedź „No tak czy inaczej - nie żyło się za długo i o to mi chodziło." Co jak na warunki dyskusji netowych jest czymś godnym pochwały (przyznanie że można się mylić lub być niedokładnym) ale jednocześnie wskazuje, ze autor dość powierzchownie potraktował argumenty na których opiera swoją tezę. I o ile moje czepialstwo w tym miejscu jedynie wzmocniło tezy stawiane przez autora to pojawia się pytanie –co warte są inne argumenty (fakty)? Czy też są traktowane równie nonszalancko? Z czego one są wyprowadzane?
PS. Dla jasności podany przykład nie ma na celu dyskredytowania określonego blogowicza. Służy jedynie celom poglądowym i pewnie jakby ktoś poświęcił trochę czasu i uwagi całkiem prawdopodobne, że mógłby znaleźć podobne wpadki i na moim blogu. Sięgnąłem po niego gdyż był stosunkowo świeży, a przez to łatwy do przytoczenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)